rotfl.pl - rolling on the floor laughing
TV    video    linki    teksty    fotki    forum
 

 Jak Stevie Wonder sprzed laaaat  
  witek     04/03/2005 23:26

Żona do męża:
- Co byś zrobił, gdybyś był kobietą?
- A ty?


« poprzedni   nastepny »


Ten zasob jeszcze nie zostal oznaczony tagami.
Tymczasem zerknij na  wszystkie tagi 



 ocena : brak głosów  

 komentarze  
Aro
04-03-2005
23:28:17


Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
MasterJunior
04-03-2005
23:31:59


rotfl.pl - rolling on the floor laughing
Ksiezniczka
04-03-2005
23:32:14


Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach




ee ziomal mam tak samo :D:D:D:D

(nocna głupota mi się załącza)
witek
04-03-2005
23:33:09


fotki: ostatnie 20_/ 0-500_/ 2k-2,5k_/ +2,5k_/ fotek upload_/
forum_/ teksty_/ linki_/ fotki_/ ustawienia_/
--------------------------------------------------------------------------------

witek | dodaj tekst | dodaj linka | wyloguj
Ksiezniczka
04-03-2005
23:34:18


Napisz nowy temat | Odpowiedz do tematu | Forum rotfl.pl Strona Główna -> teksty
witek
04-03-2005
23:35:58


nie możemy zapomnieć o ukochanej pani Szukareczce :>

Poszukiwane Zapytanie
Szukaj Słów Kluczowych:
Możesz używać AND aby określać, które słowa muszą znaleźć się w wynikach, OR dla tych, które mogą się tam znaleść i NOT dla tych, które nie mogą wystąpić. Znak * zastępuje dowolny ciąg znaków. Aby szukać zwrotu umieść go wewnątrz ""
Szukaj któregokolwiek słowa lub wyrażenia jak je wpisano
Szukaj wszystkich słów
Szukaj Autora:
Użyj * jako zamiennika dowolnego ciągu znaków
Aro
04-03-2005
23:39:44


chyba się nie zrozumieliśmy
witek
04-03-2005
23:40:48


kooperacja na mocy paktu
Ksiezniczka
04-03-2005
23:41:02


buahahaha :)

Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Ksiezniczka
04-03-2005
23:41:33


zamiast paktu przeczytałam PTAKU ... i zastanawiałam sie o co chodzi :)
witek
04-03-2005
23:42:53


beski człąd, stój halina :D
Ksiezniczka
04-03-2005
23:43:29


szkoda że nie Lenina :P
witek
04-03-2005
23:52:03


może też być: tenis w porcie, prababka na słocie, pradziadek przy saniach, domki w słupsku, derma spaniela, szał na kortach, bój w hucie, mała generała paczka, Mądra Jola, silnik w promie, glizda w parapecie, pasaż mały, mucha w wielkiej ręce, wolne dąsy, gibka jak puma, buhaj z rogiem, równo z górki, miłosna żaneta, Hanna z wujami, mata na tamie,
MasterJunior
04-03-2005
23:52:49


Żona do męża:
- Co byś zrobił, gdybyś był kobietą?
- A ty?
04-03-05 23:26:33
Aro_sc
LO SUX



Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
04-03-05 23:28:17
MasterJunior
Ja to ja



rotfl.pl - rolling on the floor laughing
04-03-05 23:31:59
Ksiezniczka
|Jesteś moim Szczęściem| ...crazy about Him ...



Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach




ee ziomal mam tak samo :D:D:D:D

(nocna głupota mi się załącza)
04-03-05 23:32:14
witek
życie duchowe zupy ogórkowej



fotki: ostatnie 20_/ 0-500_/ 2k-2,5k_/ +2,5k_/ fotek upload_/
forum_/ teksty_/ linki_/ fotki_/ ustawienia_/
--------------------------------------------------------------------------------

witek | dodaj tekst | dodaj linka | wyloguj
04-03-05 23:33:09
Ksiezniczka
|Jesteś moim Szczęściem| ...crazy about Him ...



Napisz nowy temat | Odpowiedz do tematu | Forum rotfl.pl Strona Główna -> teksty
04-03-05 23:34:18
witek
życie duchowe zupy ogórkowej



nie możemy zapomnieć o ukochanej pani Szukareczce :>

Poszukiwane Zapytanie
Szukaj Słów Kluczowych:
Możesz używać AND aby określać, które słowa muszą znaleźć się w wynikach, OR dla tych, które mogą się tam znaleść i NOT dla tych, które nie mogą wystąpić. Znak * zastępuje dowolny ciąg znaków. Aby szukać zwrotu umieść go wewnątrz ""
Szukaj któregokolwiek słowa lub wyrażenia jak je wpisano
Szukaj wszystkich słów
Szukaj Autora:
Użyj * jako zamiennika dowolnego ciągu znaków
04-03-05 23:35:58
Aro_sc
LO SUX



chyba się nie zrozumieliśmy
04-03-05 23:39:44
witek
życie duchowe zupy ogórkowej



kooperacja na mocy paktu
04-03-05 23:40:48
Ksiezniczka
|Jesteś moim Szczęściem| ...crazy about Him ...



buahahaha :)

Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
04-03-05 23:41:02
Ksiezniczka
|Jesteś moim Szczęściem| ...crazy about Him ...



zamiast paktu przeczytałam PTAKU ... i zastanawiałam sie o co chodzi :)
04-03-05 23:41:33
witek
życie duchowe zupy ogórkowej



beski człąd, stój halina :D
04-03-05 23:42:53
Ksiezniczka
|Jesteś moim Szczęściem| ...crazy about Him ...



szkoda że nie Lenina :P
04-03-05 23:43:29


wiem, przesadziłem :)
Ksiezniczka
05-03-2005
00:01:13


wiem, przesadziłem :)

wiem, przesadziłeś ...

Moderatorzy Ci tego nie wybaczOM :D

<złowieszczy śmiech>
MasterJunior
05-03-2005
00:05:17


i love moderators :)
Ksiezniczka
05-03-2005
00:06:04


jeden z Nich to Twoja Żona :)
witek
05-03-2005
00:06:35


ventilatoooor!!!
sia_ka
05-03-2005
06:47:54


ehhh :)))
remek
05-03-2005
09:08:42


MMS

http://www.openmobilealliance.org/ OMA-MMS-ENC-v1_1-20021030-C.

The WAP Multimedia Messaging Service (MMS) uses WAP WSP/HTTP as underlying protocols to transfer MMS PDUs between the MMS Client, which resides on the terminal (MS) and the MMS Proxy -Relay.

This structure is based on the well-known message structure of Internet email binary encoding of MMS PDUs. Because of the limited bandwidth of the air interface of mobile networks MMS PDUs are transferred between an MMS Client and an MMS Proxy -Relay in binary encoded message format. This process is called encapsulation. WSP PDUs or HTTP messages, which contain MMS PDUs as their body, are used for this transport.

MMS PDUs, which are described in this specification, are included in WSP PDUs/HTTP messages of different types. The entire MMS information is contained in MMS PDUs, which are encapsulated in WSP PDUs/HTTP messages.

The content type of WSP PDUs/HTTP messages containing MMS PDUs is
"application/vnd.wap.mms - message."

MMS has no header structure as it consists of messages.
Field Reference Number:

0x81


Bcc

0x82


Cc

0x83


X-Mms-Content-Location

0x84


Content-Type

0x85


Date

0x86


X-Mms-Delivery-Report

0x87


X-Mms-Delivery-Time

0x88


X-Mms-Expiry

0x89


From

0x8A


X-mms-Message-Class

0x8B


Message-ID

0x8C


X-Mms-Message-Type

0x8D


X-Mms-MMS-Version

0x8E


X-Mms-Message-Size

0x8F


X-Mms-Priority

0x90


X-Mms-Read-Report

0x91


X-Mms-Report-Allowed

0x92


X-Mms-Response-Status

0x93


X-Mms-Response-Text

0x94


X-Mms-Sender-Visibility

0x95


X-Mms-Status

0x96


Subject

0x97


To

0x98


X-Mms-Transaction-Id

0x99


X-Mms-Retrieve-Status

0x9A


X-Mms-Retrieve-Text

0x9B


X-Mms-Read-Status

0x9C


X-Mms-Reply-Charging

0x9D


X-Mms-Reply-Charging-Deadline

0x9E


X-Mms-Reply-Charging-ID

0x9F


X-Mms-Reply-Charging-Size

0xA0


X-Mms-Previously-Sent-By

0xA1


X-Mms-Previously-Sent-Date

Message Type
The following message types are contained in the PDU:

128


m-send-req

129


m-send-conf

130


m-notification-ind

131


m-notifyresp-ind

132


m-retrieve-conf

133


m-acknowledge-ind

134


m-delivery-ind

135


m-read-rec-ind

136


m-read-orig-ind

137


m-forward-req

138


m-forward-conf
Kastor_Polluxxx
05-03-2005
09:10:48


hmmm....
remek
05-03-2005
09:28:23


to opis protokołu znanego w GSM pod nazwą [b:3c3a6dbd67]MMS[/b:3c3a6dbd67]
Kal Zakath
05-03-2005
12:36:11


WTF????
Ksiezniczka
05-03-2005
12:44:11


a no tak --> ANT
winopijca
05-03-2005
13:26:35


org 100h

start:

mov ah,4Ah
mov bx,1010h
int 21h
mov dx,_logo
mov ah,9
int 21h

cld

call init_flatrm
call init_memory

call get_params
cmp [params],0
je information
lea eax,[params+1]
mov [input_file],eax
movzx ecx,byte [eax-1]
add eax,ecx
cmp byte [eax],0
je information
inc eax
mov [output_file],eax

mov di,characters
mov cx,100h
xor al,al
rep stosb
mov di,characters
mov si,special_characters+1
movzx cx,byte [si-1]
xor bh,bh
convert_table:
lodsb
mov bl,al
mov byte [di+bx],0FFh
loop convert_table

mov ebx,46Ch
sub ebx,[program_base]
mov eax,[ebx]
mov [start_time],eax

call preprocessor
call parser
call assembler
call formatter

movzx eax,[current_pass]
inc al
call display_number
mov ah,9
mov dx,_passes_suffix
int 21h
mov ebx,46Ch
sub ebx,[program_base]
mov eax,[ebx]
sub eax,[start_time]
mov ebx,100
mul ebx
mov ebx,182
div ebx
or eax,eax
jz display_bytes_count
xor edx,edx
mov ebx,10
div ebx
push edx
call display_number
mov ah,2
mov dl,'.'
int 21h
pop eax
call display_number
mov ah,9
mov dx,_seconds_suffix
int 21h
display_bytes_count:
mov eax,[written_size]
call display_number
mov ah,9
mov dx,_bytes_suffix
int 21h
xor al,al
jmp exit_program

information:
mov dx,_usage
mov ah,9
int 21h
mov al,1
jmp exit_program

get_params:
mov si,81h
mov di,params
find_param:
lodsb
cmp al,20h
je find_param
cmp al,0Dh
je all_params
or al,al
jz all_params
inc di
mov bx,di
copy_param:
stosb
lodsb
cmp al,20h
je param_end
cmp al,0Dh
je param_end
or al,al
jz param_end
jmp copy_param
param_end:
dec si
xor al,al
stosb
mov ax,di
sub ax,bx
mov [bx-1],al
jmp find_param
all_params:
xor al,al
stosb
ret

include 'system.inc'
include 'errors.inc'
include 'expressi.inc'
include 'preproce.inc'
include 'parser.inc'
include 'assemble.inc'
include 'formats.inc'
include 'tables.inc'

_copyright db 'Copyright (c) 1999-2000, Tomasz Grysztar',24h

_logo db 'flat assembler version 1.09',0Dh,0Ah,24h
_usage db 'usage: fasm source output',0Dh,0Ah,24h

_passes_suffix db ' passes, ',24h
_seconds_suffix db ' seconds, ',24h
_bytes_suffix db ' bytes.',0Dh,0Ah,24h

program_base dd ?

additional_memory dd ?
additional_memory_end dd ?
memory_start dd ?
memory_end dd ?

input_file dd ?
output_file dd ?

source_start dd ?
code_start dd ?
code_size dd ?
real_code_size dd ?

start_time dd ?
written_size dd ?

params rb 100h
characters rb 100h
buffer rb 4000h
winopijca
05-03-2005
13:27:23


_copyright db 'Copyright (c) 1999-2000, Tomasz Grysztar',24h <- LOL, cos zle skopiowalem
Ksiezniczka
05-03-2005
13:32:50


Powered by phpBB &copy; 2001, 2005 phpBB Group
szopen
05-03-2005
13:51:14


3.1415926535897932384626433832795028841971693993751058209749445923078164062862089986280348253421170679
8214808651328230664709384460955058223172535940812848111745028410270193852110555964462294895493038196
4428810975665933446128475648233786783165271201909145648566923460348610454326648213393607260249141273
7245870066063155881748815209209628292540917153643678925903600113305305488204665213841469519415116094
3305727036575959195309218611738193261179310511854807446237996274956735188575272489122793818301194912
9833673362440656643086021394946395224737190702179860943702770539217176293176752384674818467669405132
0005681271452635608277857713427577896091736371787214684409012249534301465495853710507922796892589235
4201995611212902196086403441815981362977477130996051870721134999999837297804995105973173281609631859
5024459455346908302642522308253344685035261931188171010003137838752886587533208381420617177669147303
5982534904287554687311595628638823537875937519577818577805321712268066130019278766111959092164201989
3809525720106548586327886593615338182796823030195203530185296899577362259941389124972177528347913151
5574857242454150695950829533116861727855889075098381754637464939319255060400927701671139009848824012
8583616035637076601047101819429555961989467678374494482553797747268471040475346462080466842590694912
9331367702898915210475216205696602405803815019351125338243003558764024749647326391419927260426992279
6782354781636009341721641219924586315030286182974555706749838505494588586926995690927210797509302955
3211653449872027559602364806654991198818347977535663698074265425278625518184175746728909777727938000
8164706001614524919217321721477235014144197356854816136115735255213347574184946843852332390739414333
4547762416862518983569485562099219222184272550254256887671790494601653466804988627232791786085784383
8279679766814541009538837863609506800642251252051173929848960841284886269456042419652850222106611863
0674427862203919494504712371378696095636437191728746776465757396241389086583264599581339047802759009
9465764078951269468398352595709825822620522489407726719478268482601476990902640136394437455305068203
4962524517493996514314298091906592509372216964615157098583874105978859597729754989301617539284681382
6868386894277415599185592524595395943104997252468084598727364469584865383673622262609912460805124388
4390451244136549762780797715691435997700129616089441694868555848406353422072225828488648158456028506
0168427394522674676788952521385225499546667278239864565961163548862305774564980355936345681743241125
1507606947945109659609402522887971089314566913686722874894056010150330861792868092087476091782493858
9009714909675985261365549781893129784821682998948722658804857564014270477555132379641451523746234364
5428584447952658678210511413547357395231134271661021359695362314429524849371871101457654035902799344
0374200731057853906219838744780847848968332144571386875194350643021845319104848100537061468067491927
8191197939952061419663428754440643745123718192179998391015919561814675142691239748940907186494231961
5679452080951465502252316038819301420937621378559566389377870830390697920773467221825625996615014215
0306803844773454920260541466592520149744285073251866600213243408819071048633173464965145390579626856
1005508106658796998163574736384052571459102897064140110971206280439039759515677157700420337869936007
2305587631763594218731251471205329281918261861258673215791984148488291644706095752706957220917567116
7229109816909152801735067127485832228718352093539657251210835791513698820914442100675103346711031412
6711136990865851639831501970165151168517143765761835155650884909989859982387345528331635507647918535
8932261854896321329330898570642046752590709154814165498594616371802709819943099244889575712828905923
2332609729971208443357326548938239119325974636673058360414281388303203824903758985243744170291327656
1809377344403070746921120191302033038019762110110044929321516084244485963766983895228684783123552658
2131449576857262433441893039686426243410773226978028073189154411010446823252716201052652272111660396
6655730925471105578537634668206531098965269186205647693125705863566201855810072936065987648611791045
3348850346113657686753249441668039626579787718556084552965412665408530614344431858676975145661406800
7002378776591344017127494704205622305389945613140711270004078547332699390814546646458807972708266830
6343285878569830523580893306575740679545716377525420211495576158140025012622859413021647155097925923
0990796547376125517656751357517829666454779174501129961489030463994713296210734043751895735961458901
9389713111790429782856475032031986915140287080859904801094121472213179476477726224142548545403321571
8530614228813758504306332175182979866223717215916077166925474873898665494945011465406284336639379003
9769265672146385306736096571209180763832716641627488880078692560290228472104031721186082041900042296
6171196377921337575114959501566049631862947265473642523081770367515906735023507283540567040386743513
6222247715891504953098444893330963408780769325993978054193414473774418426312986080998886874132604721
5695162396586457302163159819319516735381297416772947867242292465436680098067692823828068996400482435
4037014163149658979409243237896907069779422362508221688957383798623001593776471651228935786015881617
5578297352334460428151262720373431465319777741603199066554187639792933441952154134189948544473456738
3162499341913181480927777103863877343177207545654532207770921201905166096280490926360197598828161332
3166636528619326686336062735676303544776280350450777235547105859548702790814356240145171806246436267
9456127531813407833033625423278394497538243720583531147711992606381334677687969597030983391307710987
0408591337464144282277263465947047458784778720192771528073176790770715721344473060570073349243693113
8350493163128404251219256517980694113528013147013047816437885185290928545201165839341965621349143415
9562586586557055269049652098580338507224264829397285847831630577775606888764462482468579260395352773
4803048029005876075825104747091643961362676044925627420420832085661190625454337213153595845068772460
2901618766795240616342522577195429162991930645537799140373404328752628889639958794757291746426357455
2540790914513571113694109119393251910760208252026187985318877058429725916778131496990090192116971737
2784768472686084900337702424291651300500516832336435038951702989392233451722013812806965011784408745
1960121228599371623130171144484640903890644954440061986907548516026327505298349187407866808818338510
2283345085048608250393021332197155184306354550076682829493041377655279397517546139539846833936383047
4611996653858153842056853386218672523340283087112328278921250771262946322956398989893582116745627010
2183564622013496715188190973038119800497340723961036854066431939509790190699639552453005450580685501
9567302292191393391856803449039820595510022635353619204199474553859381023439554495977837790237421617
2711172364343543947822181852862408514006660443325888569867054315470696574745855033232334210730154594
0516553790686627333799585115625784322988273723198987571415957811196358330059408730681216028764962867
4460477464915995054973742562690104903778198683593814657412680492564879855614537234786733039046883834
3634655379498641927056387293174872332083760112302991136793862708943879936201629515413371424892830722
0126901475466847653576164773794675200490757155527819653621323926406160136358155907422020203187277605
2772190055614842555187925303435139844253223415762336106425063904975008656271095359194658975141310348
2276930624743536325691607815478181152843667957061108615331504452127473924544945423682886061340841486
3776700961207151249140430272538607648236341433462351897576645216413767969031495019108575984423919862
9164219399490723623464684411739403265918404437805133389452574239950829659122850855582157250310712570
1266830240292952522011872676756220415420516184163484756516999811614101002996078386909291603028840026
9104140792886215078424516709087000699282120660418371806535567252532567532861291042487761825829765157
9598470356222629348600341587229805349896502262917487882027342092222453398562647669149055628425039127
5771028402799806636582548892648802545661017296702664076559042909945681506526530537182941270336931378
5178609040708667114965583434347693385781711386455873678123014587687126603489139095620099393610310291
6161528813843790990423174733639480457593149314052976347574811935670911013775172100803155902485309066
9203767192203322909433467685142214477379393751703443661991040337511173547191855046449026365512816228
8244625759163330391072253837421821408835086573917715096828874782656995995744906617583441375223970968
3408005355984917541738188399944697486762655165827658483588453142775687900290951702835297163445621296
4043523117600665101241200659755851276178583829204197484423608007193045761893234922927965019875187212
7267507981255470958904556357921221033346697499235630254947802490114195212382815309114079073860251522
7429958180724716259166854513331239480494707911915326734302824418604142636395480004480026704962482017
9289647669758318327131425170296923488962766844032326092752496035799646925650493681836090032380929345
9588970695365349406034021665443755890045632882250545255640564482465151875471196218443965825337543885
6909411303150952617937800297412076651479394259029896959469955657612186561967337862362561252163208628
6922210327488921865436480229678070576561514463204692790682120738837781423356282360896320806822246801
2248261177185896381409183903673672220888321513755600372798394004152970028783076670944474560134556417
2543709069793961225714298946715435784687886144458123145935719849225284716050492212424701412147805734
5510500801908699603302763478708108175450119307141223390866393833952942578690507643100638351983438934
1596131854347546495569781038293097164651438407007073604112373599843452251610507027056235266012764848
3084076118301305279320542746286540360367453286510570658748822569815793678976697422057505968344086973
5020141020672358502007245225632651341055924019027421624843914035998953539459094407046912091409387001
2645600162374288021092764579310657922955249887275846101264836999892256959688159205600101655256375678
5667227966198857827948488558343975187445455129656344348039664205579829368043522027709842942325330225
7634180703947699415979159453006975214829336655566156787364005366656416547321704390352132954352916941
4599041608753201868379370234888689479151071637852902345292440773659495630510074210871426134974595615
1384987137570471017879573104229690666702144986374645952808243694457897723300487647652413390759204340
1963403911473202338071509522201068256342747164602433544005152126693249341967397704159568375355516673
0273900749729736354964533288869844061196496162773449518273695588220757355176651589855190986665393549
4810688732068599075407923424023009259007017319603622547564789406475483466477604114632339056513433068
4495397907090302346046147096169688688501408347040546074295869913829668246818571031887906528703665083
2431974404771855678934823089431068287027228097362480939962706074726455399253994428081137369433887294
0630792615959954626246297070625948455690347119729964090894180595343932512362355081349490043642785271
3831591256898929519642728757394691427253436694153236100453730488198551706594121735246258954873016760
0298865925786628561249665523533829428785425340483083307016537228563559152534784459818313411290019992
0598135220511733658564078264849427644113763938669248031183644536985891754426473998822846218449008777
6977631279572267265556259628254276531830013407092233436577916012809317940171859859993384923549564005
7099558561134980252499066984233017350358044081168552653117099570899427328709258487894436460050410892
2669178352587078595129834417295351953788553457374260859029081765155780390594640873506123226112009373
1080485485263572282576820341605048466277504500312620080079980492548534694146977516493270950493463938
2432227188515974054702148289711177792376122578873477188196825462981268685817050740272550263329044976
2778944236216741191862694396506715157795867564823993917604260176338704549901761436412046921823707648
8783419689686118155815873606293860381017121585527266830082383404656475880405138080163363887421637140
6435495561868964112282140753302655100424104896783528588290243670904887118190909494533144218287661810
3100735477054981596807720094746961343609286148494178501718077930681085469000944589952794243981392135
0558642219648349151263901280383200109773868066287792397180146134324457264009737425700735921003154150
8936793008169980536520276007277496745840028362405346037263416554259027601834840306811381855105979705
6640075094260878857357960373245141467867036880988060971642584975951380693094494015154222219432913021
7391253835591503100333032511174915696917450271494331515588540392216409722910112903552181576282328318
2342548326111912800928252561902052630163911477247331485739107775874425387611746578671169414776421441
1112635835538713610110232679877564102468240322648346417663698066378576813492045302240819727856471983
9630878154322116691224641591177673225326433568614618654522268126887268445968442416107854016768142080
8850280054143613146230821025941737562389942075713627516745731891894562835257044133543758575342698699
4725470316566139919996826282472706413362221789239031760854289437339356188916512504244040089527198378
7386480584726895462438823437517885201439560057104811949884239060613695734231559079670346149143447886
3604103182350736502778590897578272731305048893989009923913503373250855982655867089242612429473670193
9077271307068691709264625484232407485503660801360466895118400936686095463250021458529309500009071510
5823626729326453738210493872499669933942468551648326113414611068026744663733437534076429402668297386
5220935701626384648528514903629320199199688285171839536691345222444708045923966028171565515656661113
5982311225062890585491450971575539002439315351909021071194573002438801766150352708626025378817975194
7806101371500448991721002220133501310601639154158957803711779277522597874289191791552241718958536168
0594741234193398420218745649256443462392531953135103311476394911995072858430658361935369329699289837
9149419394060857248639688369032655643642166442576079147108699843157337496488352927693282207629472823
8153740996154559879825989109371712621828302584811238901196822142945766758071865380650648702613389282
2994972574530332838963818439447707794022843598834100358385423897354243956475556840952248445541392394
1000162076936368467764130178196593799715574685419463348937484391297423914336593604100352343777065888
6778113949861647874714079326385873862473288964564359877466763847946650407411182565837887845485814896
2961273998413442726086061872455452360643153710112746809778704464094758280348769758948328241239292960
5829486191966709189580898332012103184303401284951162035342801441276172858302435598300320420245120728
7253558119584014918096925339507577840006746552603144616705082768277222353419110263416315714740612385
0425845988419907611287258059113935689601431668283176323567325417073420817332230462987992804908514094
7903688786878949305469557030726190095020764334933591060245450864536289354568629585313153371838682656
1786227363716975774183023986006591481616404944965011732131389574706208847480236537103115089842799275
4426853277974311395143574172219759799359685252285745263796289612691572357986620573408375766873884266
4059909935050008133754324546359675048442352848747014435454195762584735642161981340734685411176688311
8654489377697956651727966232671481033864391375186594673002443450054499539974237232871249483470604406
3471606325830649829795510109541836235030309453097335834462839476304775645015008507578949548931393944
8992161255255977014368589435858775263796255970816776438001254365023714127834679261019955852247172201
7772370041780841942394872540680155603599839054898572354674564239058585021671903139526294455439131663
1345308939062046784387785054239390524731362012947691874975191011472315289326772533918146607300089027
7689631148109022097245207591672970078505807171863810549679731001678708506942070922329080703832634534
5203802786099055690013413718236837099194951648960075504934126787643674638490206396401976668559233565
4639138363185745698147196210841080961884605456039038455343729141446513474940784884423772175154334260
3066988317683310011331086904219390310801437843341513709243530136776310849135161564226984750743032971
6746964066653152703532546711266752246055119958183196376370761799191920357958200759560530234626775794
3936307463056901080114942714100939136913810725813781357894005599500183542511841721360557275221035268
0373572652792241737360575112788721819084490061780138897107708229310027976659358387589093956881485602
6322439372656247277603789081445883785501970284377936240782505270487581647032458129087839523245323789
6029841669225489649715606981192186584926770403956481278102179913217416305810554598801300484562997651
1212415363745150056350701278159267142413421033015661653560247338078430286552572227530499988370153487
9300806260180962381516136690334111138653851091936739383522934588832255088706450753947395204396807906
7086806445096986548801682874343786126453815834280753061845485903798217994599681154419742536344399602
9025100158882721647450068207041937615845471231834600726293395505482395571372568402322682130124767945
2264482091023564775272308208106351889915269288910845557112660396503439789627825001611015323516051965
5904211844949907789992007329476905868577878720982901352956613978884860509786085957017731298155314951
6814671769597609942100361835591387778176984587581044662839988060061622984861693533738657877359833616
1338413385368421197893890018529569196780455448285848370117096721253533875862158231013310387766827211
5726949518179589754693992642197915523385766231676275475703546994148929041301863861194391962838870543
6777432242768091323654494853667680000010652624854730558615989991401707698385483188750142938908995068
5453076511680333732226517566220752695179144225280816517166776672793035485154204023817460892328391703
2754257508676551178593950027933895920576682789677644531840404185540104351348389531201326378369283580
8271937831265496174599705674507183320650345566440344904536275600112501843356073612227659492783937064
7842645676338818807565612168960504161139039063960162022153684941092605387688714837989559999112099164
6464411918568277004574243434021672276445589330127781586869525069499364610175685060167145354315814801
0545886056455013320375864548584032402987170934809105562116715468484778039447569798042631809917564228
0987399876697323769573701580806822904599212366168902596273043067931653114940176473769387351409336183
3216142802149763399189835484875625298752423873077559555955465196394401821840998412489826236737714672
2606163364329640633572810707887581640438148501884114318859882769449011932129682715888413386943468285
9006664080631407775772570563072940049294030242049841656547973670548558044586572022763784046682337985
2827105784319753541795011347273625774080213476826045022851579795797647467022840999561601569108903845
8245026792659420555039587922981852648007068376504183656209455543461351341525700659748819163413595567
1964965403218727160264859304903978748958906612725079482827693895352175362185079629778514618843271922
3223810158744450528665238022532843891375273845892384422535472653098171578447834215822327020690287232
3300538621634798850946954720047952311201504329322662827276321779088400878614802214753765781058197022
2630971749507212724847947816957296142365859578209083073323356034846531873029302665964501371837542889
7557971449924654038681799213893469244741985097334626793321072686870768062639919361965044099542167627
8409146698569257150743157407938053239252394775574415918458215625181921552337096074833292349210345146
2643744980559610330799414534778457469999212859999939961228161521931488876938802228108300198601654941
6542616968586788372609587745676182507275992950893180521872924610867639958916145855058397274209809097
8172932393010676638682404011130402470073508578287246271349463685318154696904669686939254725194139929
1465242385776255004748529547681479546700705034799958886769501612497228204030399546327883069597624936
1510102436555352230690612949388599015734661023712235478911292547696176005047974928060721268039226911
0277722610254414922157650450812067717357120271802429681062037765788371669091094180744878140490755178
2038565390991047759414132154328440625030180275716965082096427348414695726397884256008453121406593580
9041271135920041975985136254796160632288736181367373244506079244117639975974619383584574915988097667
4470930065463424234606342374746660804317012600520559284936959414340814685298150539471789004518357551
5412522359059068726487863575254191128887737176637486027660634960353679470269232297186832771739323619
2007774522126247518698334951510198642698878471719396649769070825217423365662725928440620430214113719
9227852699846988477023238238400556555178890876613601304770984386116870523105531491625172837327286760
0724817298763756981633541507460883866364069347043720668865127568826614973078865701568501691864748854
1679154596507234287730699853713904300266530783987763850323818215535597323530686043010675760838908627
0498418885951380910304235957824951439885901131858358406674723702971497850841458530857813391562707603
5639076394731145549583226694570249413983163433237897595568085683629725386791327505554252449194358912
8405045226953812179131914513500993846311774017971512283785460116035955402864405902496466930707769055
4810288502080858008781157738171917417760173307385547580060560143377432990127286772530431825197579167
9296996504146070664571258883469797964293162296552016879730003564630457930884032748077181155533090988
7025505207680463034608658165394876951960044084820659673794731680864156456505300498816164905788311543
4548505266006982309315777650037807046612647060214575057932709620478256152471459189652236083966456241
0519551052235723973951288181640597859142791481654263289200428160913693777372229998332708208296995573
7727375667615527113922588055201898876201141680054687365580633471603734291703907986396522961312801782
6797172898229360702880690877686605932527463784053976918480820410219447197138692560841624511239806201
1318454124478205011079876071715568315407886543904121087303240201068534194723047666672174986986854707
6781205124736792479193150856444775379853799732234456122785843296846647513336573692387201464723679427
8700425032555899268843495928761240075587569464137056251400117971331662071537154360068764773186755871
4878398908107429530941060596944315847753970094398839491443235366853920994687964506653398573888786614
7629443414010498889931600512076781035886116602029611936396821349607501116498327856353161451684576956
8710900299976984126326650234771672865737857908574664607722834154031144152941880478254387617707904300
0156698677679576090996693607559496515273634981189641304331166277471233881740603731743970540670310967
6765748695358789670031925866259410510533584384656023391796749267844763708474978333655579007384191473
1988627135259546251816043422537299628632674968240580602964211463864368642247248872834341704415734824
8183330164056695966886676956349141632842641497453334999948000266998758881593507357815195889900539512
0853510357261373640343675347141048360175464883004078464167452167371904831096767113443494819262681110
7399482506073949507350316901973185211955263563258433909982249862406703107683184466072912487475403161
7969941139738776589986855417031884778867592902607004321266617919223520938227878880988633599116081923
5355570464634911320859189796132791319756490976000139962344455350143464268604644958624769094347048293
2941404111465409239883444351591332010773944111840741076849810663472410482393582740194493566516108846
3125678529776973468430306146241803585293315973458303845541033701091676776374276210213701354854450926
3071901147318485749233181672072137279355679528443925481560913728128406333039373562420016045664557414
5881660521666087387480472433912129558777639069690370788285277538940524607584962315743691711317613478
3882719416860662572103685132156647800147675231039357860689611125996028183930954870905907386135191459
1819510297327875571049729011487171897180046961697770017913919613791417162707018958469214343696762927
4591099400600849835684252019155937037010110497473394938778859894174330317853487076032219829705797511
9144051099423588303454635349234982688362404332726741554030161950568065418093940998202060999414021689
0900708213307230896621197755306659188141191577836272927461561857103721724710095214236964830864102592
8874579993223749551912219519034244523075351338068568073544649951272031744871954039761073080602699062
5807602029273145525207807991418429063884437349968145827337207266391767020118300464819000241308350884
6584152148991276106513741539435657211390328574918769094413702090517031487773461652879848235338297260
1361109845148418238081205409961252745808810994869722161285248974255555160763716750548961730168096138
0381191436114399210638005083214098760459930932485102516829446726066613815174571255975495358023998314
6982203613380828499356705575524712902745397762140493182014658008021566536067765508783804304134310591
8046068008345911366408348874080057412725867047922583191274157390809143831384564241509408491339180968
4025116399193685322555733896695374902662092326131885589158083245557194845387562878612885900410600607
3746501402627824027346962528217174941582331749239683530136178653673760642166778137739951006589528877
4276626368418306801908046098498094697636673356622829151323527888061577682781595886691802389403330764
4191240341202231636857786035727694154177882643523813190502808701857504704631293335375728538660588890
4583111450773942935201994321971171642235005644042979892081594307167019857469273848653833436145794634
1759225738985880016980147574205429958012429581054565108310462972829375841611625325625165724980784920
9989799062003593650993472158296517413579849104711166079158743698654122234834188772292944633517865385
6731962559852026072947674072616767145573649812105677716893484917660771705277187601199908144113058645
5779105256843048114402619384023224709392498029335507318458903553971330884461741079591625117148648744
6861124760542867343670904667846867027409188101424971114965781772427934707021668829561087779440504843
7528443375108828264771978540006509704033021862556147332117771174413350281608840351781452541964320309
5760186946490886815452856213469883554445602495566684366029221951248309106053772019802183101032704178
3866544718126039719068846237085751808003532704718565949947612424811099928867915896904956394762460842
4065930948621507690314987020673533848349550836366017848771060809804269247132410009464014373603265645
1845667924566695510015022983307984960799498824970617236744936122622296179081431141466094123415935930
9585407913908720832273354957208075716517187659944985693795623875551617575438091780528029464200447215
3962807463602113294255916002570735628126387331060058910652457080244749375431841494014821199962764531
0680066311838237616396631809314446712986155275982014514102756006892975024630401735148919457636078935
2855505317331416457050499644389093630843874484783961684051845273288403234520247056851646571647713932
3775517294795126132398229602394548579754586517458787713318138752959809412174227300352296508089177705
0682592488223221549380483714547816472139768209633205083056479204820859204754998573203888763916019952
4091893894557676874973085695595801065952650303626615975066222508406742889826590751063756356996821151
0949669744580547288693631020367823250182323708459790111548472087618212477813266330412076216587312970
8112307581598212486398072124078688781145016558251361789030708608701989758898074566439551574153631931
9198107057533663373803827215279884935039748001589051942087971130805123393322190346624991716915094854
1401871060354603794643379005890957721180804465743962806186717861017156740967662080295766577051291209
9079443046328929473061595104309022214393718495606340561893425130572682914657832933405246350289291754
7087256484260034962961165413823007731332729830500160256724014185152041890701154288579920812198449315
6999059182011819733500126187728036812481995877070207532406361259313438595542547781961142935163561223
4966615226147353996740515849986035529533292457523888101362023476246690558164389678630976273655047243
4864307121849437348530060638764456627218666170123812771562137974614986132874411771455244470899714452
2885662942440230184791205478498574521634696448973892062401943518310088283480249249085403077863875165
9113028739587870981007727182718745290139728366148421428717055317965430765045343246005363614726181809
6997693348626407743519992868632383508875668359509726557481543194019557685043724800102041374983187225
9677387154958399718444907279141965845930083942637020875635398216962055324803212267498911402678528599
6734052420310917978999057188219493913207534317079800237365909853755202389116434671855829068537118979
5262623449248339249634244971465684659124891855662958932990903523923333364743520370770101084388003290
7598342170185542283861617210417603011645918780539367447472059985023582891833692922337323999480437108
4196594731626548257480994825099918330069765693671596893644933488647442135008407006608835972350395323
4017958255703601693699098867113210979889707051728075585519126993067309925070407024556850778679069476
6126298082251633136399521170984528092630375922426742575599892892783704744452189363203489415521044597
2618838003006776179313813991620580627016510244588692476492468919246121253102757313908404700071435613
6231699237169484813255420091453041037135453296620639210547982439212517254013231490274058589206321758
9494345489068463993137570910346332714153162232805522972979538018801628590735729554162788676498274186
1642187898857410716490691918511628152854867941736389066538857642291583425006736124538491606741373401
7357277995634104332688356950781493137800736235418007061918026732855119194267609122103598746924117283
7493126163395001239599240508454375698507957046222664619000103500490183034153545842833764378111988556
3187777925372011667185395418359844383052037628194407615941068207169703022851522505731260930468984234
3315273213136121658280807521263154773060442377475350595228717440266638914881717308643611138906942027
9088143119448799417154042103412190847094080254023932942945493878640230512927119097513536000921971105
4120966831115163287054230284700731206580326264171161659576132723515666625366727189985341998952368848
3099930275741991646384142707798870887422927705389122717248632202889842512528721782603050099451082478
3572905691988555467886079462805371227042466543192145281760741482403827835829719301017888345674167811
3989547504483393146896307633966572267270433932167454218245570625247972199786685427989779923395790575
8189062252547358220523642485078340711014498047872669199018643882293230538231855973286978092225352959
1017341407334884761005564018242392192695062083183814546983923664613639891012102177095976704908305081
8547041946643713122996923588953849301363565761861060622287055994233716310212784574464639897381885667
4626087948201864748767272722206267646533809980196688368099415907577685263986514625333631245053640261
0569605513183813174261184420189088853196356986962795036738424313011331753305329802016688817481342988
6815855778103432317530647849832106297184251843855344276201282345707169885305183261796411785796088881
5032960229070561447622091509473903594664691623539680920139457817589108893199211226007392814916948161
5273842736264298098234063200244024495894456129167049508235812487391799648641133480324757775219708932
7722623494860150466526814398770516153170266969297049283162855042128981467061953319702695072143782304
7687528028735412616639170824592517001071418085480063692325946201900227808740985977192180515853214739
2653251559035410209284665925299914353791825314545290598415817637058927906909896911164381187809435371
5213322614436253144901274547726957393934815469163116249288735747188240715039950094467319543161938554
8520766573882513963916357672315100555603726339486720820780865373494244011579966750736071115935133195
9197120948964717553024531364770942094635696982226673775209945168450643623824211853534887989395673187
8066061078854400055082765703055874485418057788917192078814233511386629296671796434687600770479995378
8338787034871802184243734211227394025571769081960309201824018842705704609262256417837526526335832424
0661253311529423457965569502506810018310900411245379015332966156970522379210325706937051090830789479
9990049993953221536227484766036136776979785673865846709366795885837887956259464648913766521995882869
3380183601193236857855855819555604215625088365020332202451376215820461810670519533065306060650105488
7167245377942831338871631395596905832083416898476065607118347136218123246227258841990286142087284956
8796393254642853430753011052857138296437099903569488852851904029560473461311382638788975517885604249
9874831638280404684861893818959054203988987265069762020199554841265000539442820393012748163815853039
6439925470201672759328574366661644110962566337305409219519675148328734808957477775278344221091073111
3518280460363471981856555729571447476825528578633493428584231187494400032296906977583159038580393535
2135886007960034209754739229673331064939560181223781285458431760556173386112673478074585067606304822
9409653041118306671081893031108871728167519579675347188537229309616143204006381322465841111157758358
5811350185690478153689381377184728147519983505047812977185990847076219746058874232569958288925350419
3795826061621184236876851141831606831586799460165205774052942305360178031335726326705479033840125730
5912339601880137825421927094767337191987287385248057421248921183470876629667207272325650565129333126
0595057777275424712416483128329820723617505746738701282095755443059683955556868611883971355220844528
5264008125202766555767749596962661260456524568408613923826576858338469849977872670655519185446869846
9478495734622606294219624557085371272776523098955450193037732166649182578154677292005212667143463209
6378918523232150189761260343736840671941930377468809992968775824410478781232662531818459604538535438
3911449677531286426092521153767325886672260404252349108702695809964759580579466397341906401003636190
4042033113579336542426303561457009011244800890020801478056603710154122328891465722393145076071670643
5568274377439657890679726874384730763464516775621030986040927170909512808630902973850445271828927496
8921210667008164858339553773591913695015316201890888748421079870689911480466927065094076204650277252
8650728905328548561433160812693005693785417861096969202538865034577183176686885923681488475276498468
8219497397297077371871884004143231276365048145311228509900207424092558592529261030210673681543470152
5234878635164397623586041919412969769040526483234700991115424260127343802208933109668636789869497799
4001260164227609260823493041180643829138347354679725399262338791582998486459271734059225620749105308
5315371829116816372193951887009577881815868504645076993439409874335144316263303172477474868979182092
3948083314397084067308407958935810896656477585990556376952523265361442478023082681183103773588708924
0613031336477371011628214614661679404090518615260360092521947218890918107335871964142144478654899528
5823439470500798303885388608310357193060027711945580219119428999227223534587075662469261776631788551
4435021828702668561066500353105021631820601760921798468493686316129372795187307897263735371715025637
8733579771808184878458866504335824377004147710414934927438457587107159731559439426412570270965125108
1155482479394035976811881172824721582501094960966253933953809221955919181885526780621499231727631632
1833989693807561685591175299845013206712939240414459386239880938124045219148483164621014738918251010
9096773869066404158973610476436500068077105656718486281496371118832192445663945814491486165500495676
9826903089111856879869294705135248160917432430153836847072928989828460222373014526556798986277679680
9146979837826876431159883210904371561129976652153963546442086919756737000573876497843768628768179249
7469438427465256316323005551304174227341646455127812784577772457520386543754282825671412885834544435
1325620544642410110379554641905811686230596447695870540721419852121067343324107567675758184569906930
4604752277016700568454396923404171108988899341635058515788735343081552081177207188037910404698306957
8685473937656433631979786803671873079693924236321448450354776315670255390065423117920153464977929066
2415083288583952905426376876689688050333172278001858850697362324038947004718976193473443084374437599
2503417880797223585913424581314404984770173236169471976571535319775499716278566311904691260918259124
9890367654176979903623755286526375733763526969344354400473067198868901968147428767790866979688522501
6369498567302175231325292653758964151714795595387842784998664563028788319620998304945198743963690706
8276265748581043911223261879405994155406327013198989570376110532360629867480377915376751158304320849
8720920280929752649812569163425000522908872646925284666104665392171482080130502298052637836426959733
7070539227891535105688839381132497570713310295044303467159894487868471164383280506925077662745001220
0352620370946602341464899839025258883014867816219677519458316771876275720050543979441245990077115205
1546199305098386982542846407255540927403132571632640792934183342147090412542533523248021932277075355
5467958716383587501815933871742360615511710131235256334858203651461418700492057043720182617331947157
0086757853933607862273955818579758725874410254207710547536129404746010009409544495966288148691590389
9071865980563617137692227290764197755177720104276496949611056220592502420217704269622154958726453989
2276976603105249808557594716310758701332088614632664125911486338812202844406941694882615295776253250
1987035987067438046982194205638125583343642194923227593722128905642094308235254408411086454536940496
9271494003319782861318186188811118408257865928757426384450059944229568586460481033015388911499486935
4360302218109434667640000223625505736312946262960961987605642599639461386923308371962659547392346241
3459779574852464783798079569319865081597767535055391899115133525229873611277918274854200868953965835
9421963331502869561192012298889887006079992795411188269023078913107603617634779489432032102773359416
9086500719328040171638406449878717537567811853213284082165711075495282949749362146082155832056872321
8557406516109627487437509809223021160998263303391546949464449100451528092508974507489676032409076898
3652940657920198315265410658136823791984090645712468948470209357761193139980246813405200394781949866
2026240089021501661638135383815150377350229660746279529103840686855690701575166241929872444827194293
3100485482445458071889763300323252582158128032746796200281476243182862217105435289834820827345168018
6131719593324711074662228508710666117703465352839577625997744672185715816126411143271794347885990892
8084866949141390977167369002777585026866465405659503948678411107901161040085727445629384254941675946
0548711723594642910585090995021495879311219613590831588262068233215615308683373083817327932819698387
5087083483880463884784418840031847126974543709373298362402875197920802321878744882872843727378017827
0080587824107493575148899789117397461293203510814327032514090304874622629423443275712600866425083331
8768865075642927160552528954492153765175149219636718104943531785838345386525565664065725136357506435
3236508936790431702597878177190314867963840828810209461490079715137717099061954969640070867667102330
0486726314755105372317571143223174114116806228642063889062101923552235467116621374996932693217370431
0598722503945657492461697826097025335947502091383667377289443869640002811034402608471289900074680776
4844088711341352503367877316797709372778682166117865344231732264637847697875144332095340001650692130
5464768909850502030150448808342618452087305309731894929164253229336124315143065782640702838984098416
0295030924189712097160164926561341343342229882790992178604267981245728534580133826099587717811310216
7340256562744007296834066198480676615805021691833723680399027931606420436812079900316264449146190219
4582296909921227885539487835383056468648816555622943156731282743908264506116289428035016613366978240
5177015521962652272545585073864058529983037918035043287670380925216790757120406123759632768567484507
9151147313440001832570344920909712435809447900462494313455028900680648704293534037436032625820535790
1183956490893543451013429696175452495739606214902887289327925206965353863964432253883275224996059869
7475988232991626354597332444516375533437749292899058117578635555562693742691094711700216541171821975
0519831787137106051063795558588905568852887989084750915764639074693619881507814685262133252473837651
1929901561091897779220087057933964638274906806987691681974923656242260871541761004306089043779766785
1966189140414492527048088197149880154205778700652159400928977760133075684796699295543365613984773806
0394368895887646054983871478968482805384701730871117761159663505039979343869339119789887109156541709
1330826076474063057114110988393880954814378284745288383680794188843426662220704387228874139478010177
2139228191199236540551639589347426395382482960903690028835932774585506080131798840716244656399794827
5783650195514221551339281978226984278638391679715091262410548725700924070045488485692950448110738087
9965474815689139353809434745569721289198271770207666136024895814681191336141212587838955773571949863
1721084439890142394849665925173138817160266326193106536653504147307080441493916936326237376777709585
0313255990095762731957308648042467701212327020533742667053142448208168130306397378736642483672539837
4876909806021827857862165127385635132901489035098832706172589325753639939790557291751600976154590447
7169226580631511102803843601737474215247608515209901615858231257159073342173657626714239047827958728
1505095633092802668458937649649770232973641319060982740633531089792464242134583740901169391964250459
1288134034988106354008875968200544083643865166178805576089568967275315380819420773325979172784376256
6118431989102500749182908647514979400316070384554946538594602745244746681231468794344161099333890899
2638411847425257044572517459325738989565185716575961481266020310797628254165590506042479114016957900
3383565748692528007430256234194982864679144763227740055294609039401775363356554719310001754300475047
1914489984104001586794617924161001645471655133707407395026044276953855383439755054887109978520540117
5169747581344926079433689543783221172450687344231989878844128542064742809735625807066983106979935260
6933921356858813912148073547284632277849080870024677763036055512323866562951788537196730346347012229
3958160679250915321748903084088651606111901149844341235012464692802880599613428351188471544977127847
3361766285062169778717743824362565711779450064477718370221999106695021656757644044997940765037999954
8450027106659878136038023141268369057831904607927652972776940436130230517870805465115424693952651271
0105292707030667302444712597393995051462840476743136373997825918454117641332790646063658415292701903
0276017339474866960348694976541752429306040727005059039503148522921392575594845078867977925253931765
1564161971684435243697944473559642606333910551268260615957262170366985064732812667245219890605498802
8078288142979633669674412480598219214633956574572210229867759974673812606936706913408155941201611596
0190237753525556300606247983261249881288192937343476862689219239777833910733106588256813777172328315
3290825250927330478507249771394483338925520811756084529665905539409655685417060011798572938139982583
1929367910039184409928657560599359891000296986446097471471847010153128376263114677420914557404181590
8800064943237855839308530828305476076799524357391631221886057549673832243195650655460852881201902363
6447127037486344217272578795034284863129449163184753475314350413920961087960577309872013524840750576
3719925365047090858251393686346386336804289176710760211115982887553994012007601394703366179371539630
6139863655492213741597905119083588290097656647300733879314678913181465109316761575821351424860442292
4453041131606527009743300884990346754055186406773426035834096086055337473627609356588531097609942383
4738222208729246449768456057956251676557408841032173134562773585605235823638953203853402484227337163
9123973215995440828421666636023296545694703577184873442034227706653837387506169212768015766181095420
0977083636043611105924091178895403380214265239489296864398089261146354145715351943428507213534530183
1587562827573389826889852355779929572764522939156747756667605108788764845349363606827805056462281359
8885879259940946446041705204470046315137975431737187756039815962647501410906658866162180038266989961
9655805872086397211769952194667898570117983324406018115756580742841829106151939176300591943144346051
5404771057005433900018245311773371895585760360718286050635647997900413976180895536366960316219311325
0223851791672055180659263518036251214575926238369348222665895576994660491938112486609099798128571823
4940066155521961122072030922776462009993152442735894887105766238946938894464950939603304543408421024
6240104872332875008174917987554387938738143989423801176270083719605309438394006375611645856094312951
7597713935396074322792489221267045808183313764165818269562105872892447740035947009268662659651422050
6300785920024882918608397437323538490839643261470005324235406470420894992102504047267810590836440074
6638002087012666420945718170294675227854007450855237772089058168391844659282941701828823301497155423
5235911774818628592967605048203864343108779562892925405638946621948268711042828163893975711757786915
4301650586029652174595819888786804081103284327398671986213062055598552660364050462821523061545944744
8990883908199973874745296981077620148713400012253552224669540931521311533791579802697955571050850747
3874750758068765376445782524432638046143042889235934852961058269382103498000405248407084403561167817
1705128133788057056434506161193304244407982603779511985486945591520519600930412710072778493015550388
9536033826192934379708187432094991415959339636811062755729527800425486306005452383915106899891357882
0019411786535682149118528207852130125518518493711503422159542244511900207393539627400208110465530207
9328672547405436527175958935007163360763216147258154076420530200453401835723382926619153083540951202
2632916505442612361919705161383935732669376015691442994494374485680977569630312958871916112929468188
4936338647392747601226964158848900965717086160598147204467428664208765334799858222090619802173211614
2304194777549907387385679411898246609130916917722742072333676350326783405863019301932429963972044451
7928812285447821195353089891012534297552472763573022628138209180743974867145359077863353016082155991
1314144205091447293535022230817193663509346865858656314855575862447818620108711889760652969899269328
1787055764351433820601410773292610634315253371822433852635202177354407152818981376987551575745469397
2715048846979361950047772097056179391382898984532742622728864710888327017372325881824465843624958059
2560338105215606206155713299156084892064340303395262263451454283678698288074251422567451806184149564
6861116354049718976821542277224794740335715274368194098920501136534001238467142965518673441537416150
4256325671343024765512521921803578016924032669954174608759240920700466934039651017813485783569444076
0470232540755557764728450751826890418293966113310160131119077398632462778219023650660374041606724962
4901374332172464540974129955705291424382080760983648234659738866913499197840131080155813439791948528
3043673901248208244481412809544377389832005986490915950532285791457688496257866588599917986752055455
8099004556461178755249370124553217170194282884617402736649978475508294228020232901221630102309772151
5694464279098021908266898688342630716092079140851976952355534886577434252775311972474308730436195113
9611908003025587838764420608504473063129927788894272918972716989057592524467966018970748296094919064
8764693702750773866432391919042254290235318923377293166736086996228032557185308919284403805071030064
7768478632431910002239297852553723755662136447400967605394398382357646069924652600890906241059042154
5392790441152958034533450025624410100635953003959886446616959562635187806068851372346270799732723313
4693971456285542615467650632465676620279245208581347717608521691340946520307673391841147504140168924
1213198268815686645614853802875393311602322925556189410429953356400957864953409351152664540244187759
4931693056044868642086275720117231952640502309977456764783848897346431721598062678767183800524769688
4084989185086149003432403476742686245952395890358582135006450998178244636087317754378859677672919526
1112138591947254514003011805034378752776644027626189410175768726804281766238606804778852428874302591
4524707395054652513533945959878961977891104189029294381856720507096460626354173294464957661265195349
5701860015412623962286413897796733329070567376962156498184506842263690367849555970026079867996261019
0393312637685569687670292953711625280055431007864087289392257145124811357786276649024251619902774710
9033593330930494838059785662884478744146984149906712376478958226329490467981208998485716357108783119
1848630254501620929805829208334813638405421720056121989353669371336733392464416125223196943471206417
3754912163570085736943973059797097197266666422674311177621764030686813103518991122713397240368870009
9686292254646500638528862039380050477827691283560337254825579391298525150682996910775425764748832534
1412132800626717094009098223529657957997803018282428490221470748111124018607613415150387569830918652
7806588966823625239378452726345304204188025084423631903833183845505223679923577529291069250432614469
5010986108889991465855188187358252816430252093928525807796973762084563748211443398816271003170315133
4402309526351929588680690821355853680161000213740851154484912685841268695899174149133820578492800698
2551957402018181056412972508360703568510553317878408290000415525118657794539633175385320921497205266
0783126028196116485809868458752512999740409279768317663991465538610893758795221497173172813151793290
4431121815871023518740757222100123768721944747209349312324107065080618562372526732540733324875754482
9675734500193219021991199607979893733836732425761039389853492787774739805080800155447640610535222023
2540944356771879456543040673589649101761077594836454082348613025471847648518957583667439979150851285
8020607820554462991723202028222914886959399729974297471155371858924238493855858595407438104882624648
7880533042714630119415898963287926783273224561038521970111304665871005000832851773117764897352309266
6123458887310288351562644602367199664455472760831011878838915114934093934475007302585581475619088139
8752357812331342279866503522725367171230756861045004548970360079569827626392344107146584895780241408
1584052295369374997106655948944592462866199635563506526234053394391421112718106910522900246574236041
3009369188925586578466846121567955425660541600507127664176605687427420032957716064344860620123982169
8271723197826816628249938714995449137302051843669076723577400053932662622760323659751718925901801104
2903842741855078948874388327030632832799630072006980122443651163940869222207453202446241211558043545
4206421512158505689615735641431306888344318528085397592773443365538418834030351782294625370201578215
7373265523185763554098954033236382319219892171177449469403678296185920803403867575834111518824177439
1450773663840718804893582568685420116450313576333555094403192367203486510105610498727264721319865434
3545040913185951314518127643731043897250700498198705217627249406521461995923214231443977654670835171
4749367986186552791715824080651063799500184295938799158350171580759883784962257398512129810326379376
2183224565942366853767991131401080431397323354490908249104991433258432988210339846981417157560108297
0658306521134707680368069532297199059990445120908727577622535104090239288877942463048328031913271049
5478599180196967835321464441189260631526618167443193550817081875477050802654025294109218264858213857
5266881555841131985600221351588872103656960875150631875330029421186822218937755460272272912905042922
5978771066787384000061677215463844129237119352182849982435092089180168557279815642185819119749098573
0570332667646460728757430565372602768982373259745084479649545648030771598153955827779139373601717422
9960273531027687194494449179397851446315973144353518504914139415573293820485421235081739125497498193
0871439661513294204591938010623142177419918406018034794988769105155790555480695387854006645337598186
2846419905220452803306263695626490910827627115903856995051246529996062855443838330327638599800792922
8466595035512112452840875162290602620118577753137479493620554964010730013488531507354873539056029089
3352640071327473262196031177343394367338575912450814933573691166454128178817145402305475066713651825
8284898099512139193995633241336556777098003081910272040997148687418134667006094051021462690280449159
6465453301077546954130887141653125448130611924078211886900560277818242350226961893443525476335735364
8561936325441775661398170393063287216690572225974520919291726219984440964615826945638023950283712168
6446561785235565164127712826918688615572716201474934052276946595712198314943381622114006936307430444
1732847861017777438379770372317952554341072234455125555899986461838767649039724611679590181000350989
2864120419516355110876320426761297982652942588295114127584126273279079880755975185157684126474220947
9721843309352972665210015662514552994745127631550917636730259462132930190402837954246323258550301096
7069227202270748634190054383026506812141421350571541750575086399076739463351462090828889349383764393
9925690060406731142209331219593620298297235116325938677224147791162957278075239505625158160313335938
2311500518626890530658368129988108663263271980611271548858798093487912913707498230575929091862939195
0147211975860672700925477180257503377307993971345395326461952699965963856549175904583335857991020127
1320458390320085387888163363768518208372788513117522776960978796214237216254521459128183179821604411
1311671406914827170981015457781939202311563871950805024679725792497605772625913328559726371211201905
7207714091486450740949267180358151575715140503976109638467555692989703835473141002238025834687673501
2977541327953206097115450648421218593649099791776687477448188287063231551586503289816422828823274686
6106592732197907162384642153489852476216789050260998045266483929542357287343977680495774091449538391
5755654854590589764951985138010079580107837599457752991967005476022525520344539887125387801719607181
6407812484784725791240782454436168234523957068951427226975043187363326301110305342333582160933319121
8806608268341428910415173247216053355849993224548730778822905252324234861531520976938461042582849714
9634753418375620030149157032796853018686315724884015266398356895636346574353217834931998255421173084
6774529708583950761645822963032442432823773745051702856069806788952176819815671078163340526675953942
4926280756968326107495323390536223090807081455919837355377748742029039018142937311529334644468151212
9450975965343062842153194457271186149000176505581770953024688752632501197052094761594167687277844720
0019278913725184162285778379228443908430118112149636642465903363419454065718354477191244662125939265
6620306888520055599121235363718226922531781458792593750441448933981608657900876165024635197045828895
4817937566810464746141051424988702521399368705093723054477341126413548928068410591077166778212383328
1026218558775131272117934444820144042574508306394473836379390628300897330624138061458941422769474793
1665717623182472168350678076487573420491557628217583972975134478990696589532548940335615613167403276
4724692125057591162515296545685446334981143176702572956618447754874693784642337372389819206620485118
9437886822480727935202250179654534375727416391079197295295081294292220534771730418447791567399173841
8311710362524395716152714669005814700002633010452643547865903290733205468338872078735444762647925297
6901709120078741837367350877133769776834963442524199499513883150748775374338494582597655609965559543
1804092017849718468549737069621208852437701385375768141663272241263442398215294164537800049250726276
5150789085071265997036708726692764308377229685985169122305037462744310852934305273078865283977335246
0174635277032059381791253969156210636376258829375713738407544064689647831007045806134467312715911946
0843593582598778283526653115106504162329532904777217408355934972375855213804830509000964667608830154
0612824308740645594431853413755220166305812111033453120745086824339432159043594430312431227471385842
0303901060709403152355561727679941600203939750998976293353258555756248089966918298642226775023601932
5797472674257821111973470940235745722227121252685238429587427350156366009318804549333898974157149054
4182559738080871565281430102670460284316819230392535297795765862414392701549740879273131051636119137
5770089295648233236482982630246079758757677453771601024908046243018565241617566556001608591215345562
6760219268998285537787258314514408265458348440947846317877737479465358016996077940556870119232860804
1130904629350871827125934668712766694873899824598527786499569165464029458935064964335809824765965165
1420909867552038083092032304873427034682887516040715466538346196112230137594515792526967436425319273
9003603860823645076269882749761872357547676288995075211480485252795084503395857083813047693788132112
3674281319487950228066320170022460331989671970649163741175854851878484012054844672588851401562725019
8217190669608126277854859648183696214107217142149863619187747545096503089570994709343378569816744658
2826791194061195603784539785583924076127634410576675102430755981455278616781594965706255975507430652
1085301597908073343736079432866757890533483669555486803913433720156498834220893399971641479746938696
9054800891930671380571715058573071488156499207140867582596028760564597824237702424698053280566327870
4192676846711626687946348695046450742021937394525926266861355294062478136120620263649819999949840514
3868285258956342264328707663299304891723400725471764188685351372332667877921738347541480022803392997
3579361524127558295692768372312347989894462743304545667900620324205163962825884430854383072014956721
0646053323853720314324211260742448584509458049408182092763914000854042202355626021856434899414543995
041098059181794888262805206644108631900168856815516
MasterJunior
05-03-2005
14:36:07


kto się tego nauczy na ochotnika?
Ala667
05-03-2005
14:39:35


Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Możesz zmieniać swoje posty
Możesz usuwać swoje posty
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz moderować to forum

najdziwniejsze komentarze jakie widziałam :]
remek
05-03-2005
14:43:33


no tak - a nikt nie powiedział, że .....
winopijca -> co robi ten program w asm ??
MasterJunior
05-03-2005
14:44:48


A Ala może więcej niż my....może prawie wszystko :)
Ala667
05-03-2005
14:45:45


za dużo to nie mogę, ale wystarczy aby przeżyć
"zjedz, albo bądź zjedzonym" :)
MasterJunior
05-03-2005
14:48:21


Ty masz raczej: "zjem jak jestem głodna, jak nie to też zjem" ;)
tihomax
05-03-2005
17:05:11


zaraz wam tu wkleje całego harego pottera
Ksiezniczka
05-03-2005
17:34:58


<boi się Harrego>

zaraz Wam wkleję "Trylogię"


o już ----> wkeiłam ----> TRYLOGIA

i wcale nie skopiowałam z JM :P
MasterJunior
05-03-2005
17:58:50


http://gnu.univ.gda.pl/~sen/pipa.swf - tu macie trylogie i Harego Pottera
pzak
05-03-2005
18:59:00


o tu:

Taniec morris znany jest we wszystkich zamieszkanych światach multiwersum.
Tańczy się go pod błękitnym niebem, by uczcić przebudzenie gleby, i pod nagimi gwiazdami, ponieważ nadchodzi wiosna i przy odrobinie szczęścia dwutlenek węgla znowu odtaje. Przymus tańca odczuwają głębinowe morskie istoty, które nigdy nie widziały słońca, i mieszkańcy miast, których jedyny kontakt z naturą polega na tym, że kiedyś swoim volvo przejechali owcę.
Tańczony jest w sposób niewinny przez brodatych młodych matematyków, do wtóru amatorskiego akordeonowego wykonania Lokatora pani Widgery, albo bezlitośnie, przez Zespół Morris-Ninja z Nowego Ankh, który potrafi robić niezwykłe rzeczy ze zwykłą chustką i dzwoneczkiem.
I nigdy nikt nie tańczy go właściwie.
Wyjątkiem jest Dysk, płaski i spoczywający na grzbietach czterech słoni, płynących przez kosmos na skorupie Wielkiego A'Tuina, żółwia świata.
I nawet tam tylko w jednym miejscu tańczą morrisa jak należy. To mała wioska w górskim łańcuchu Ramtopów, gdzie wielką i prostą tajemnicę przekazuje się z pokolenia na pokolenie.
Mężczyźni tańczą tam pierwszego dnia wiosny, w tył i w przód, z dzwonkami uwiązanymi u kolan, w powiewających białych koszulach. Ludzie przychodzą popatrzeć. Potem piecze się na rożnie wołu. Powszechnie uznaje się to za miłą okazję do rodzinnej wycieczki.
Ale nie na tym polega tajemnica.
Tajemnicą jest inny taniec.
Jednak nie zdarzy się on jeszcze przez dłuższy czas.

Rozbrzmiewa tykanie, jakby wielkiego zegara. I rzeczywiście, na niebie tkwi zegar i spływa z niego tykanie świeżo wybitych sekund.
A przynajmniej wygląda jak zegar. Ale w istocie jest przeciwieństwem zegara, a największa wskazówka okrąża tarczę tylko raz.
Pod zamglonym niebem rozciąga się równina. Pokrywają ją łagodnie falujące krzywizny, które - gdybyśmy oglądali je z daleka -mogłyby nam przypominać coś innego. Ale gdybyśmy oglądali je naprawdę z daleka, bylibyśmy bardzo zadowoleni, że jesteśmy daleko.
Tuż nad równiną unoszą się trzy szare postacie. To, czym są, nie da się opisać w zwykłym języku. Niektórzy nazwaliby je cherubinami, chociaż absolutnie nie mają rumianych policzków. Można zaliczyć je do tych, którzy pilnują, by działała grawitacja i by czas pozostawał oddzielony od przestrzeni. Nazwijmy je audytorami. Audytorami rzeczywistości.
Toczą ze sobą rozmowę, choć nic nie mówią. Nie muszą mówić. Właśnie zmienili rzeczywistość tak, że już to powiedzieli.
Któryś powiedział: Nigdy nie stało się nic podobnego. Czy możemy to zrobić?
Któryś powiedział: Trzeba to zrobić. Pojawiła się osobowość. A osobowości się kończą. Tylko siły mogą przetrwać.
Powiedział to z niejaką satysfakcją.
Któryś powiedział: Poza tym... Zdarzały się nieregularności. Kiedy występuje osobowość, muszą wystąpić nieregularności. To powszechnie znany fakt.
Któryś powiedział: Czy pracował nieefektywnie?
Któryś powiedział: Nie. Pod tym względem nie możemy mu nic zarzucić.
Któryś powiedział: O to właśnie chodzi. Ważne jest słowo "mu". Bycie osobowością zmniejsza efektywność. Nie chcemy, żeby to się rozpowszechniło. Wyobraźmy sobie, że grawitacja rozwinie własną osobowość. Stwierdzi, przypuśćmy, że lubi ludzi.
Któryś powiedział: Zechce ich zgnieść w uścisku? Któryś powiedział - głosem, który byłby bardziej lodowaty, gdyby nie to, że miał już temperaturę zera absolutnego: Nie.
Któryś powiedział: Przepraszam. To taki mój drobny żarcik. Któryś powiedział: Poza tym czasami zastanawia się nad swoją pracą. Takie spekulacje są niebezpieczne.
Któryś powiedział: Co do tego nie ma wątpliwości. Któryś powiedział: A zatem jesteśmy zgodni? Któryś, który od pewnego czasu wydawał się nad czymś zastanawiać, powiedział: Jedną chwileczkę. Czy nie użyłeś przed chwilą zaimka liczby pojedynczej "mój"? Chyba nie rozwijasz sobie osobowości, co?
Któryś powiedział, zawstydzony: Kto? My?
Któryś powiedział: Gdzie wystąpi osobowość, pojawia się rozdźwięk.
Któryś powiedział: Tak, tak. Szczera prawda.
Któryś powiedział: No dobrze. Ale na przyszłość uważaj.
Któryś powiedział: A zatem jesteśmy zgodni?
Spojrzeli w górę, na widoczną na niebie twarz Azraela. Właściwie to twarz była niebem.
Azrael wolno skinął głową.
Któryś powiedział: Doskonale. Co to za miejsce?
Któryś powiedział: To świat Dysku. Płynie w przestrzeni na grzbiecie gigantycznego żółwia.
Któryś powiedział: Aha, to jeden z takich... Nie znoszę ich.
Któryś powiedział: Znowu zaczynasz. Użyłeś pierwszej osoby liczby pojedynczej.
Któryś posiedział: Nie! Nie! Nigdy nie używam liczby pojedynczej! A niech to...
Rozgorzał ogniem i spłonął tak, jak płonie niewielki obłoczek pary: szybko i bez zbędnego popiołu. Niemal natychmiast pojawił się następny, identyczny ze swym unicestwionym krewniakiem.
Któryś powiedział: Niech to będzie lekcja. Stać się osobowością to zakończyć swe istnienie. A teraz... ruszajmy.
Azrael przyglądał się, jak odpływają.
Trudno jest zgłębić myśli istoty tak ogromnej, że w rzeczywistej przestrzeni jej wielkość można określić tylko w terminach prędkości światła. Ale zwrócił swą gigantyczną masę i oczami, w których mogłyby zatonąć gwiazdy, wśród miliardów światów poszukał jednego płaskiego.
Na grzbiecie żółwia... Świat Dysku - świat i zwierciadło światów.
Brzmiało to interesująco. A w swym miliardoletnim więzieniu Azrael się nudził.

Oto pokój, gdzie przyszłość przelewa się w przeszłość przez zwężenie teraźniejszości.
Czasomierze stoją na półkach. To nie klepsydry, chociaż wyglądają tak samo. Nie służą do gotowania jajek jak te, które można kupić jako pamiątki, przyczepione do niewielkiej tabliczki z nazwą wybranego kurortu wypisaną przez kogoś o wyczuciu stylu godnym ciastka z galaretą.
Nawet nie piasek się w nich przesypuje. To sekundy, w nieskończoność zmieniające "zdarzy się" w "było".
I każdy życiomierz ma wypisane imię.
A pokój pełen jest cichego szumu ludzkiego życia.
Wyobraźcie sobie tę scenę...
Dodajcie teraz ostre stukanie kości o kamienie - coraz bliższe.
Mroczna postać przesuwa się przez pole widzenia i sunie wzdłuż nieskończonych półek szeleszczącego szkła. Klik, klik... Oto klepsydra, której górna część jest już prawie pusta... Zdjęta z półki. I kolejna... Zdjęta. I więcej. O wiele więcej. Zdjęta, zdjęta.
To codzienna praca. A raczej byłaby nią, gdyby istniały tu dni.
Klik, klik... Czarna postać idzie cierpliwie wzdłuż półek.
I przystaje.
Waha się...
...ponieważ zauważyła małą złotą klepsydrę, niewiele większą od zegarka na rękę.
Nie było jej tu wczoraj. A raczej nie byłoby, gdyby istniało tu wczoraj.
Kościste palce obejmują znalezisko i unoszą do światła. Wypisano na niej imię - drobnymi wielkimi literami. To imię brzmi ŚMIERĆ.
Śmierć odstawił klepsydrę, ale po chwili wziął ją znowu. Piasek czasu się przesypywał. Śmierć na próbę odwrócił życiomierz - dla sprawdzenia. Piasek sypał się dalej, tyle że teraz z dołu do góry. Śmierć właściwie nie oczekiwał niczego innego.
To oznaczało, że nawet gdyby mogły tu istnieć dni jutrzejsze, to i tak ich nie będzie. Już nie.
Coś zadrżało w powietrzu za jego plecami. Śmierć odwrócił się powoli i powiedział do postaci falującej niewyraźnie w półmroku:
DLACZEGO? Postać mu powiedziała.
ALE TO... TAK NIE WOLNO. Postać powiedziała mu, że owszem, wolno.
Na twarzy Śmierci nie drgnął żaden mięsień - ponieważ ich nie miał.
BĘDĘ SIĘ ODWOŁYWAŁ.
Postać powiedziała, że powinien przecież wiedzieć, że nie ma odwołania. Nigdy nie ma odwołania.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
ZAWSZE STARAŁEM SIĘ JAK NAJLEPIEJ WYKONYWAĆ SWOJE OBOWIĄZKI.
Postać podpłynęła bliżej. Przypominała trochę zakapturzonego mnicha w szarej szacie.
Powiedziała: Wiemy. Dlatego pozwalamy ci zatrzymać konia.

Słońce wisiało nad horyzontem.
Najkrócej żyjącymi istotami na Dysku były jętki, które wytrzymywały ledwie swoje dwadzieścia cztery godziny. Dwie spośród najstarszych zygzakowały bez celu nad wodami pełnego pstrągów strumienia. Dyskutowały o historii z młodszymi przedstawicielkami wieczornego wylęgu.
- Nie ma teraz takiego słońca jak dawniej - stwierdziła jedna z nich.
- Racja. Za dobrych, dawnych godzin miałyśmy słońce jak należy. Było całe żółte, a nie takie czerwone jak teraz.
- 1 było wyżej.
- Było. Racja.
- A poczwarki i larwy okazywały starszym szacunek.
- Tak było. Okazywały - przyznała z pasją druga.
- Myślę sobie, że gdyby w obecnych godzinach jętki lepiej się zachowywały, wciąż miałybyśmy porządne słońce. Młodsze jętki słuchały uprzejmie.
- Pamiętam - rzekła jedna z najstarszych jętek - kiedyś wszędzie wokół jak okiem sięgnąć ciągnęły się pola. Młodsze jętki rozejrzały się.
- To wciąż są pola - zauważyła jedna z nich, uprzejmie odczekawszy należną chwilę.
- Pamiętam, że kiedyś to były lepsze pola - odparła surowo stara jętka.
- Zgadza się - przyznała jej koleżanka. - I była tam krowa.
- Racja! Masz rację! Pamiętam krowę! Stała w tamtym miejscu przez dobre, boja wiem, czterdzieści, może pięćdziesiąt minut. Brązowa, o ile sobie przypominam.
- W tych godzinach nie ma już takich krów.
- W ogóle nie ma krów.
- A co to jest krowa? - zainteresowała się któraś nowo wykluta jętka.
- Widzicie? - zawołała tryumfalnie stara. - Oto nowoczesne Ephemeroptera. - Urwała na moment. - Co robiłyśmy, zanim zaczęłyśmy rozmawiać o słońcu?
- Zygzakowałyśmy bez celu nad wodą - odparła któraś z młodszych. Była to dość bezpieczna hipoteza.
- Nie, jeszcze wcześniej.
- Ee... Opowiadałyście nam o Wielkim Pstrągu.
- Aha. Rzeczywiście. Pstrąg. Widzicie, jeśli będziecie dobrymi jętkami, będziecie zygzakować jak należy w górę i w dół...
- ...ustępując starszym i mądrzejszym...
- Tak, i ustępować starszym i mądrzejszym, to kiedyś Wielki Pstrąg... Chlup! Chlap!
- Tak? - spytała jedna z młodszych jętek. Nikt jej nie odpowiedział.
- Co Wielki Pstrąg? - dodała inna nerwowo.
Spojrzała w dół, na ciąg rozszerzających się kręgów na wodzie.
- To święty znak! - zawołała jedna z nich. - Pamiętam, że mi o tym mówiono! Wielki Krąg na wodzie! Taki bowiem będzie znak Wielkiego Pstrąga!
Najstarsza z młodych jętek w zadumie obserwowała wodę. Zaczynała zdawać sobie sprawę, że jako najstarsza z obecnych zyskała właśnie przywilej latania najbliżej powierzchni wody.
- Mówią - odezwała się jętka na szczycie zygzakującej chmury - że kiedy przychodzi po kogoś Wielki Pstrąg, zabiera go do krainy płynącej... płynącej... - Jętki nie jedzą, więc trochę się pogubiła. - Wodą płynącej - dokończyła niepewnie.
- To ciekawe - odparła najstarsza.
- Musi tam być naprawdę wspaniale - dodała najmłodsza.
- Tak? A dlaczego?
- Bo nikt jeszcze nie próbował stamtąd wrócić.

Najbardziej długowiecznymi stworzeniami na Dysku są słynne liczące sosny, rosnące dokładnie na granicy wiecznego śniegu w górach Ramtopów. Licząca sosna to jeden z niewielu znanych przykładów pożyczonej ewolucji.
Większość gatunków ewoluuje samodzielnie, po drodze szukając najlepszych rozwiązań. Tak właśnie zaplanowała to Natura. Wszystko jest całkiem naturalne, organiczne i zharmonizowane z tajemniczymi cyklami kosmosu, który uważa, że nie ma nic lepszego niż miliony lat frustrujących prób i błędów, by gatunek zyskał należytą strunę moralną, a w niektórych przypadkach nawet kręgosłup.
To zapewne doskonała metoda z punktu widzenia gatunku, ale z perspektywy pojedynczych osobników, których dotyczy, postrzegana jest jako zwykłe świństwo - a raczej gadstwo, przy czym chodzi o te małe, różowe, żywiące się korzeniami gady, z których pewnego dnia mogą wyewoluować świnie.
Dlatego liczące sosny unikały tych kłopotów, pozwalając innym roślinom ewoluować dla siebie. Nasienie sosny, spadające na ziemię w dowolnym miejscu Dysku, poprzez rezonans morficzny natychmiast wychwytywało najbardziej efektywny kod genetyczny i wyrastało w coś optymalnie dopasowanego do gleby i klimatu. Zwykle radziło sobie o wiele lepiej niż gatunki miejscowe, które na ogół wypierało.
Jednak najciekawszą cechą liczących sosen jest to, w jaki sposób liczą. Niejasno zdając sobie sprawę, że istoty ludzkie nauczyły się rozpoznawać wiek drzewa poprzez liczenie pierścieni w pniu, pierwsze liczące sosny uznały, że ludzie właśnie po to ścinają drzewa.
W ciągu jednej nocy liczące sosny skorygowały swój kod genetyczny tak, by jasnymi cyframi na pniu, mniej więcej na wysokości oczu człowieka, wyświetlać swój dokładny wiek. W ciągu roku wycięto je niemal do ostatniego egzemplarza - w związku z zapotrzebowaniem producentów ozdobnych tabliczek z numerami domów. Tylko kilka przetrwało w trudno dostępnych rejonach.
Sześć liczących sosen rosnących w jednej kępie słuchało najstarszej, której sękaty pień informował, że ma trzydzieści jeden tysięcy siedemset trzydzieści cztery lata. Sama rozmowa trwała siedemnaście lat, ale na potrzeby tej opowieści została przyspieszona.
- Pamiętam, że kiedyś wokół były nie tylko pola.
Sosny spojrzały na tysiące mil pejzażu. Niebo migotało niczym marne efekty specjalne w filmie o podróży w czasie. Śnieg pojawiał się, leżał przez krótką chwilę i topniał.
- A co wtedy było? - spytała jej najbliższa sąsiadka.
- Lód. Jeśli to można nazwać lodem. Wtedy mieliśmy porządne lodowce. Nie takie coś, co trafia się teraz, poleży pół roku i już go nie ma. Tamten lód leżał przez całe wieki.
- No to co się z nim stało?
- Odszedł.
- Dokąd odszedł?
- Tam, gdzie odchodzą rzeczy. Wszystko stale gdzieś pędzi.
- O rany... Ta była ostra.
- Co takiego?
- Ta zima przed chwilą.
- To nazywasz zimą? Kiedy byłam pędem, mieliśmy takie zimy, że...
I wtedy drzewo zniknęło.
Po trwającej kilka lat chwili zdumionego milczenia, jedna z kępy odezwała się wreszcie.
- Ona zniknęła. Ot tak sobie! Jednego dnia tu stała, a następnego jej nie było!
Gdyby pozostałe drzewa były ludźmi, z pewnością przestąpiłyby z nogi na nogę.
- To się zdarza., moja mała - odpowiedziało ostrożnie jedno z nich. - Trafiła do Lepszego Miejsca , możesz być tego pewna. Była dobrym drzewem.
Młoda sosna, licząca sobie zaledwie pięć tysięcy sto jedenaście lat, nie była przekonana.
- Do jakiego Lepszego Miejsca?
- Nie jesteśmy pewne - odparła jej starsza koleżanka. Zadrżała lekko w dmuchającym przez tydzień wietrze. - Ale myślimy, że są tam... trociny.
Ponieważ drzewa nie są w stanie nawet zauważyć zdarzenia, które trwa krócej niż dzień, nie usłyszały stuku siekier.
Windle Poons, najstarszy mag wśród profesorów Niewidocznego Uniwersytetu...
...znanego z magii, magów i sutych bankietów... ...także miał umrzeć.
Wiedział o tym, na swój kruchy i drżący sposób. Oczywiście, myślał, jadąc swym wózkiem inwalidzkim po bruku w stronę położonego na parterze gabinetu, w sensie ogólnym wszyscy wiedzą, że mają umrzeć. Nawet zwykli ludzie. Nikt nie wie, gdzie był człowiek, zanim się urodził, ale kiedy już się urodził, dość szybko odkrywał, że przybył ze skasowanym biletem powrotnym.
Magowie jednak wiedzieli naprawdę. Oczywiście nie wtedy, kiedy zgon wiązał się z przemocą i zabójstwem, ale kiedy chodziło o zwykły przypadek życia dobiegającego końca... wtedy się wiedziało. Zwykle przeczucie nadchodziło dość wcześnie, by zdążyć oddać książki do biblioteki, sprawdzić, czy najlepsze ubranie jest czyste, i pożyczyć od przyjaciół duże sumy pieniędzy.
Windle Poons miał już sto trzydzieści lat. Przyszło mu do głowy, że przez większą część życia był starym człowiekiem. Nie wydawało się to sprawiedliwe.
Nikt z nim o tym nie rozmawiał. W zeszłym tygodniu w sali klubowej wspomniał o tej sprawie, ale nikt nie zrozumiał aluzji. A dzisiaj przy obiedzie prawie się do niego nie odzywali. Nawet starzy tak zwani przyjaciele chyba starali się go unikać, a przecież nawet nie próbował pożyczać od nich pieniędzy.
To tak jakby wszyscy zapomnieli o jego urodzinach. Tylko gorzej.
Teraz miał umrzeć samotny i nikogo to nie obchodziło.
Pchnął drzwi przednim kółkiem wózka i na stoliku przy wejściu zaczął szukać pudełka z hubką.
To kolejna sprawa. W tych dniach mało kto używał hubki. Kupowali od alchemików wielkie, cuchnące żółte zapałki. Windle tego nie aprobował. Ogień jest ważny. Człowiek nie powinien zapalać go ot tak - okazywał tym brak szacunku. Tacy są teraz ludzie: wiecznie się gdzieś spieszą. I ogień też. No właśnie, za dawnych lat był chyba o wiele cieplejszy. Takie ognie, jakie teraz rozpalają, nie potrafią człowieka rozgrzać, chyba że prawie usiądzie na palenisku. To musi być coś z drewnem... tak, drewno jest niewłaściwe. Zresztą wszystko ostatnio jest niewłaściwe. Jakieś takie rozrzedzone... i rozmazane. W niczym nie ma prawdziwego życia. I dni są krótsze. Mmm... Coś niedobrego stało się z dniami. Są teraz takie krótkie. Mmm... Każdy dzień ciągnie się całe wieki, co jest dziwne, ponieważ dni - w liczbie mnogiej - mijają w pędzie. Ludzie niewiele już chcieli od stutrzydziestoletniego maga, a Windle Poons nabrał zwyczaju zjawiania się przy stole na dwie godziny przed posiłkiem, żeby jakoś zabić czas.
Nieskończone dni, przemijające szybko. To przecież nie ma sensu. Mmm... Zresztą sens teraz też nie bywa już taki, jak za dawnych czasów.
I jeszcze pozwalają, żeby Uniwersytetem kierowali chłopcy. Za dawnych czasów rządzili tu magowie jak należy, wielcy i zbudowani jak barki - to byli magowie, do których czuło się szacunek. A potem nagle wszyscy gdzieś zniknęli i do Windle'a zaczęli odzywać się protekcjonalnym tonem ci chłopaczkowie, z których kilku miało jeszcze własne zęby. Choćby ten młodzik Ridcully... Windle pamiętał go doskonale: chudy, ze sterczącymi uszami, nigdy porządnie nie wycierał nosa, a pierwszej nocy w internacie płakał za matką. Zawsze mu psoty w głowie. Ktoś próbował Windle'owi ostatnio tłumaczyć, że Ridcully jest teraz nadrektorem. Mmm... Chyba mają go za durnia.
Gdzie ta przeklęta hubka? Palce... Za dawnych lat miewało się palce jak należy...
Ktoś ściągnął zasłonę z lampy. Ktoś inny wcisnął Poonsowi do ręki drinka.
- Niespodzianka!

W korytarzu domu Śmierci stoi zegar z wahadłem podobnym do ostrza, ale bez wskazówek, ponieważ w domu Śmierci nie ma czasu. Istnieje tylko "teraz". (Oczywiście, było też teraz przed obecnym teraz, ale to również teraz. Tyle że starsze). Wahadło ma ostrze, na widok którego Edgar Allan Poe rzuciłby wszystko i rozpoczął karierę jako komik w barze z owocami morza. Kołysze się z cichym dudnieniem, delikatnie odcinając plasterki interwałów od szynki wieczności.
Śmierć przeszedł obok zegara i zanurzył się w posępny półmrok swojej pracowni. Albert, jego sługa, czekał już z ręcznikiem i ściereczkami.
- Dzień dobry, panie.
Śmierć bez słowa usiadł w fotelu. Albert zarzucił mu ręcznik na kanciaste ramiona.
- Kolejny piękny dzionek - zaczął swobodnie. Śmierć milczał.
Albert strzepnął ściereczkę do polerowania i zsunął Śmierci kaptur.
ALBERCIE.
- Słucham.
Śmierć wyjął małą złotą klepsydrę.
WIDZISZ TO?
- Tak, proszę pana. Bardzo ładna. Jeszcze takiej nie widziałem.
Czyja to?
MOJA.
Albert zerknął w bok. Na rogu blatu stała duża klepsydra w czarnej ramie. W środku nie było piasku.
- Myślałem, że tamta jest pańska - powiedział.
BYŁA. A TERAZ MAM TĘ. TO PREZENT POŻEGNALNY. OD SAMEGO AZRAELA.
Albert przyjrzał się klepsydrze w dłoni Śmierci.
- Ale... ten piasek, proszę pana. On się przesypuje.
W SAMEJ RZECZY.
- Ale to znaczy... Chciałem powiedzieć...
TO ZNACZY, ALBERCIE, ŻE PEWNEGO DNIA PRZESYPIE SIĘ CAŁY.
- Wiem, proszę pana, ale... ale pan... Myślałem, że Czas to coś, co zdarza się innym. Tak jest, prawda? Nie panu. Pod koniec głos Alberta przybrał błagalny ton. Śmierć ściągnął ręcznik i wstał.
CHODŹ ZE MNĄ.
- Przecież jesteś Śmiercią, panie... - mamrotał Albert, biegnąc za nim nerwowo.
Przeszli korytarz, minęli ogród i weszli do stajni.
- Czy to może jakiś żart? - dodał z nadzieją.
RACZEJ NIE JESTEM ZNANY Z POCZUCIA HUMORU.
- Nie, oczywiście, że nie. Nie chciałem pana urazić. Ale przecież nie może pan umrzeć, bo jest pan Śmiercią, musiałby pan sam się sobie przydarzyć, to by było jak z tym wężem, który pożera własny ogon...
MIMO TO BĘDĘ MUSIAŁ UMRZEĆ. NIE MA ODWOŁANIA.
- Ale co będzie ze mną? - spytał Albert. Groza zamigotała mu w oczach niby płatki metalu na ostrzu noża.
POJAWI SIĘ NOWY ŚMIERĆ.
Albert wyprostował się.
- Szczerze mówiąc, nie sądzę, żebym potrafił służyć innemu panu - oznajmił.
W TAKIM RAZIE WRACAJ DO ŚWIATA. DAM CI PIENIĄDZE. BYŁEŚ DOBRYM SŁUGĄ, ALBERCIE.
- Ale jeśli wrócę...
TAK, przyznał Śmierć. UMRZESZ.
W ciepłym mroku stajni biały rumak Śmierci uniósł łeb znad owsa i zarżał krótko na powitanie. Miał na imię Pimpuś i był prawdziwym koniem. Śmierć zrezygnował z ognistych wierzchowców i końskich szkieletów, bo stwierdził, że są niepraktyczne. Zwłaszcza te ogniste. Stale podpalały własną podściółkę, a potem stały w środku pożaru z zakłopotaną miną.
Śmierć zdjął z haka siodło i zerknął na Alberta, który wyraźnie przeżywał kryzys sumienia.
Tysiące lat temu Albert zdecydował się raczej służyć Śmierci niż umrzeć. Nie był tak naprawdę nieśmiertelny. W dziedzinie Śmierci prawdziwy czas jest zakazany. Istnieje tylko wiecznie się zmieniające "teraz", ale trwa ono bardzo długo. Albertowi pozostały niecałe dwa miesiące życia; pilnował tych dni, jakby to były sztaby złota.
- Ja, tego... - zaczął. - Znaczy...
BOISZ SIĘ UMRZEĆ?
- Nie to, że nie chcę... Właściwie to zawsze... Ale życie to nałóg, z którym bardzo trudno zerwać...
Śmierć przyglądał mu się z uwagą, tak jak można się przyglądać żukowi, który wylądował na grzbiecie i nie może się odwrócić.
Albert milczał.
ROZUMIEM, rzekł Śmierć i zdjął z gwoździa uprząż Pimpusia.
- Ale nie wydajesz się zmartwiony, panie! Czy naprawdę zamierzasz umrzeć?
TAK TO BĘDZIE WSPANIAŁA PRZYGODA.
- Będzie? Nie boisz się?
NIE UMIEM SIĘ BAĆ.
- Jeśli chcesz, mogę ci pokazać - zaproponował Albert.
NIE. CHCIAŁBYM SAM SIĘ NAUCZYĆ. BĘDĘ MIAŁ DOŚWIADCZENIA. NARESZCIE.
- Panie... Jeśli odejdziesz, czy będzie...
NOWY ŚMIERĆ ZRODZI SIĘ Z UMYSŁÓW ŻYJĄCYCH.
- Aha. - Albert odetchnął z ulgą. - A nie wiesz przypadkiem, jak będzie wyglądał?
NIE.
- Może lepiej... no wiesz, panie... Trochę posprzątam w domu, przygotuję spis inwentarza... takie rzeczy?
DOBRY POMYSŁ, zgodził się Śmierć możliwie łagodnym tonem. KIEDY ZOBACZĘ NOWEGO ŚMIERĆ, SZCZERZE CIĘ ZAREKOMENDUJĘ.
- Aha... Więc go zobaczysz, panie?
OCH, OCZYWIŚCIE. A TERAZ MUSZĘ JUŻ JECHAĆ.
- Jak to? Tak szybko?
NATURALNIE. NIE CHCĘ MARNOWAĆ CZASU! Śmierć poprawił siodło, po czym odwrócił się i z dumą podsunął Albertowi pod nos maleńką klepsydrę.
POPATRZ! MAM CZAS! NARESZCIE MAM CZAS!
Albert cofnął się nerwowo.
- A teraz, kiedy już go pan ma, co pan z nim zrobi? - zapytał. Śmierć dosiadł konia.
ZAMIERZAM GO SPĘDZIĆ.

Impreza trwała w najlepsze. Transparent z napisem "Żegnaj, Windle, po 130 Wspaniałych Latach" obwisł trochę od gorąca. Sytuacja osiągnęła ten stan, kiedy niczego już nie ma do picia oprócz ponczu i niczego do jedzenia oprócz dziwnego żółtego sosu i mocno podejrzanych tortilli, ale nikomu to nie przeszkadza. Magowie plotkowali ze sobą z wymuszoną wesołością ludzi, którzy widzieli się nawzajem przez cały dzień, a teraz widzą się nawzajem przez cały wieczór.
A pośród całego zamieszania siedział Windle Poons z wielką szklanicą rumu i w śmiesznym kapelusiku na głowie. W oczach miał łzy wzruszenia.
- Prawdziwe Przyjęcie Pożegnalne - mruczał do siebie. - Nie urządzaliśmy takich od czasu, kiedy Odszedł stary "Drapacz" Dziętopur. - Wielkie litery bez wysiłku wskakiwały na miejsca. - To było, mmm, w Roku Przerażającego, mmm, Morświna. Myślałem, że wszyscy już o nich zapomnieli.
- Bibliotekarz sprawdził dla nas szczegóły - wyjaśnił kwestor, wskazując dużego orangutana, który usiłował dmuchać w piszczałkę. - Przygotował też sos bananowy. Mam nadzieję, że ktoś zje go szybko.
Pochylił się.
- Nałożyć ci jeszcze trochę sałatki ziemniaczanej? - zaproponował donośnie i wyraźnie głosem, jakiego używa się zwykle do rozmów z imbecylami i ludźmi starymi.
Windle przysunął dłoń do ucha.
- Co? Co?
- Jeszcze! Sałatki! Windle?
- Nie, dziękuję.
- To może kiełbaskę?
- Co?
- Kiełbaska!
- Wczoraj dostałem po nich strasznego wzdęcia - odparł Windle. Zastanowił się przez chwilę i nałożył sobie pięć.
- Ehm... - krzyknął kwestor. - Nie wiesz przypadkiem, o której...?
- Co?
- O! Której?
- Wpół do dziesiątej - poinformował natychmiast Windle, odrobinę niewyraźnie.
- To miło - ucieszył się kwestor. - Dzięki temu reszta wieczoru jest, tego, wolna.
Windle pogrzebał w mrocznych zakątkach swojego wózka inwalidzkiego, cmentarza starych poduszek, książek z pomiętymi stronicami i starożytnych, na wpół wyssanych słodyczy. Wyjął nieduży notes w zielonych okładkach i wręczył go kwestorowi.
Kwestor przyjrzał się. Na okładce wypisano słowa: "Windle Poons - Yego Dziennik". Plasterek bekonu służył za zakładkę kartki z dzisiejszą datą.
Pod Sprawami do Załatwienia drżąca ręka wpisała: Umrzeć.
Kwestor nie mógł się powstrzymać. Odwrócił stronę.
Tak. Pod jutrzejszą datą zapisano: Urodzić się.
Mimo woli spojrzał w bok, w stronę niedużego stolika pod ścianą. Mimo że sala była zatłoczona, wokół stolika pozostał obszar pustej podłogi, jakby czyjaś osobista przestrzeń, której nikt nie chciał naruszać.
W opisie ceremonii pożegnalnych umieszczono specjalne instrukcje dotyczące tego stolika. Musiał mieć czarny obrus z wyhaftowanymi kilkoma symbolami magicznymi. Na obrusie stała taca z najlepszymi kanapkami; obok kieliszek wina. Po dłuższej dyskusji magowie postanowili też dołożyć śmieszny papierowy kapelusik. Wszyscy zerkali tam wyczekująco.
Kwestor wyjął zegarek i pstryknięciem otworzył pokrywkę.
Był to jeden z tych nowomodnych zegarków ze wskazówkami. Wskazywał kwadrans po dziewiątej. Kwestor potrząsnął nim. Pod 12 otworzyła się mała klapka i demon wystawił głowę.
- Daj spokój, szefuniu - powiedział. - Pedałuję jak mogę najszybciej.
Kwestor zamknął pokrywkę i rozejrzał się niepewnie. Nikt jakoś nie miał ochoty podchodzić zbyt blisko Windle'a Poonsa. Kwestor uznał, że na nim spoczywa obowiązek prowadzenia uprzejmej rozmowy. Rozważył możliwe tematy - wszystkie wróżyły problemy.
Pomógł mu sam Windle Poons.
- Rozważam powrót na ten świat jako kobieta - oświadczył ze swobodą.
Kwestor kilka razy otworzył i zamknął usta.
- Nie mogę się już doczekać - ciągnął Windle. - Myślę, że może to być, mmm, świetna zabawa.
Kwestor rozpaczliwie przeszukiwał swój skromny repertuar inteligentnych uwag dotyczących kobiet. Pochylił się do pomarszczonego ucha Windle 'a.
- Czy nie wiąże się to... - Zastanowił się. - Ze zmywaniem? I słaniem łóżek, kuchnią i takimi rzeczami?
- Nie w takim, mmm, życiu, jakie mam na myśli - odparł stanowczo Windle.
Kwestor zamknął usta. Nadrektor zastukał łyżką o stół.
- Bracia - zaczął, kiedy zapadło coś zbliżonego do ciszy. Wywołał głośny i nierówny chór entuzjastycznych okrzyków.
- Jak wszyscy wiemy, zebraliśmy się tu dzisiaj, by uczcić, hm, zakończenie kariery zawodowej... Nerwowe śmiechy...
- ...naszego drogiego przyjaciela i kolegi Windle'a Poonsa. Kiedy patrzę, jak siedzi tu wśród nas, przypominam sobie szczęśliwie historyjkę o krowie z trzema drewnianymi nogami. Jak się zdaje, żyła sobie kiedyś taka krowa i...
Kwestor zamyślił się. Znał już tę historyjkę. Nadrektor zawsze psuł pointę, zresztą kwestor miał inne sprawy na głowie.
Cały czas zerkał na mały stolik.
Kwestor był człowiekiem życzliwym, choć nieco nerwowym. Lubił swoją pracę. Pomijając wszystko inne, nikt z magów nie chciał zająć jego miejsca. Wielu pragnęło zostać nadrektorem, na przykład, albo mistrzem jednego z ośmiu obrządków magicznych, ale nikt nie marzył o spędzaniu długich godzin w gabinecie, przekładaniu papierów i dodawaniu kolumn liczb. Wszystkie dokumenty uniwersytetu zwykle trafiały na biurko kwestora, co oznaczało, że często kładł się do łóżka zmęczony, ale przynajmniej spał spokojnie i nie musiał pilnie sprawdzać, czy w nocnej koszuli nie ma jakichś nieproszonych skorpionów.
Zabicie maga wyższego stopniem uznawano za metodę awansu. Ale jedynymi ludźmi, którzy mogliby planować zabicie kwestora, byli ci, którzy czerpią spokojną rozkosz z równych rządków liczb - a tacy zwykle nie posuwają się do morderstwa .
Pamiętał swoje dzieciństwo, dawno temu w górach Ramtopów. Zawsze w Noc Strzeżenia Wiedźm zostawiali z siostrą szklaneczkę wina i ciastko dla Wiedźmikołaja. Wtedy wszystko było inne. On miał mniej lat, niewiele wiedział i prawdopodobnie był szczęśliwszy.
Nie wiedział na przykład, że pewnego dnia zostanie magiem i wspólnie z innymi magami będzie stawiał szklankę wina, ciasto, dość podejrzane paszteciki z kurczakiem i papierowy, kotylionowy kapelusik dla...
...dla kogoś innego.
Kiedy był mały, też urządzali przyjęcia Strzeżenia Wiedźm. Zawsze odbywały się według pewnego schematu: gdy wszystkie dzieci były już prawie nieprzytomne z podniecenia, ktoś z dorosłych wołał wesoło: "Będziemy chyba mieli wyjątkowego gościa!". I jakby na dany znak, za oknem rozbrzmiewało podejrzane dzwonienie i wchodził...
...wchodził...
Kwestor potrząsnął głową. Wchodził czyjś dziadek z przyprawioną brodą, oczywiście. Jakiś dziarski staruszek z worem zabawek, otrzepujący śnieg z butów. Ktoś, kto coś dawał.
Ale dzisiaj...
Oczywiście, stary Windle pewnie patrzy na to inaczej. Po stu trzydziestu latach śmierć może człowieka pociągać. Człowiek zaczyna się interesować, co będzie potem.
Splątana anegdota nadrektora z oporami zbliżała się do końca. Zebrani magowie roześmiali się uprzejmie, po czym spróbowali odgadnąć, na czym polegał dowcip.
Kwestor dyskretnie sprawdził godzinę. Było dwadzieścia po dziewiątej.
Windle Poons wygłosił mowę. Była długa, chaotyczna i niezrozumiała, a douczyła dobrych starych czasów. Windle myślał chyba, że większość zebranych wokół niego to ludzie, którzy w rzeczywistości zmarli kilkadziesiąt lat temu, ale nie miało to większego znaczenia. Magowie wyrobili sobie odruch niesłuchania Windle'a Poonsa.
Kwestor nie mógł oderwać wzroku od zegarka. Z wnętrza dobiegał zgrzyt pedałów - to demon cierpliwie pokonywał swą drogę do nieskończoności.
Dwadzieścia pięć po dziewiątej.
Kwestor myślał, jak to się odbędzie. Czy usłyszą - ...Będziemy chyba mieli wyjątkowego gościa! - stuk kopyt na zewnątrz?
Czy drzwi naprawdę się otworzą, czy On przez nie przeniknie? Znany był przecież ze swej umiejętności przedostawania się do zamkniętych szczelnie pomieszczeń... Zwłaszcza do zamkniętych szczelnie pomieszczeń, jeśli się dobrze zastanowić. Wystarczy zamknąć się naprawdę szczelnie, a reszta jest już tylko kwestią czasu.
Kwestor miał nadzieję, że On użyje drzwi w zwykły sposób. Nerwy i tak miał już napięte do granic.
Gwar rozmów cichł powoli. Coraz więcej magów, jak zauważył kwestor, spoglądało na drzwi.
Windle znalazł się pośrodku bardzo taktownie rosnącego kręgu. Nikt go właściwie nie unikał, tyle że pozornie losowe ruchy Browna delikatnie odsuwały wszystkich coraz dalej.
Magowie widzą Śmierć. A kiedy mag umiera, Śmierć przybywa osobiście, by odprowadzić go z tego świata. Kwestor nie rozumiał, dlaczego jest to uznawane za zaszczyt...
- Nie wiem, na co się wszyscy tak gapicie - rzekł wesoło Windle. Kwestor otworzył pokrywkę zegarka. Klapka pod dwunastką odskoczyła.
- Może przestaniesz wreszcie tak potrząsać? - pisnął demon. -Tracę rachubę.
- Przepraszam - syknął kwestor. Była dziewiąta dwadzieścia dziewięć.
Nadrektor wystąpił przed zebranych.
- No to żegnaj, Windle - powiedział, potrząsając pergaminową dłonią starca. - Bez ciebie to miejsce nie będzie już takie samo.
- Nie wiem, jak sobie poradzimy - dodał z wdzięcznością kwestor.
- Powodzenia w następnym życiu - dodał dziekan. - Zajrzyj kiedyś, jeśli będziesz w pobliżu i... tego, no wiesz, będziesz pamiętał, kim byłeś.
- Nie zapominaj o nas -wtrącił jeszcze nadrektor. Windle Poons przyjaźnie kiwnął głową. Nie słyszał, co do niego mówią. Kiwał głową dla zasady.
Magowie jak jeden mąż odwrócili się w stronę drzwi. Klapka pod dwunastką odskoczyła znowu.
- Bim bim bom bim - powiedział demon. - Bimbo-bimbo bom bim bim.
- Co? - Kwestor drgnął wystraszony.
- Wpół do dziesiątej - wyjaśnił demon.
Magowie z lekkim wyrzutem spojrzeli na Windle'a Poonsa.
- Na co się gapicie? - zapytał.
Sekundowa wskazówka przesuwała się, piszcząc.
- Jak się czujesz? - zapytał głośno dziekan.
- Jak nigdy - odparł Windle Poons. - Zostało jeszcze trochę tego, mmm, rumu?
Magowie przyglądali się w milczeniu, jak nalewa sobie do kubka solidną porcję.
- Nie przesadzaj z tym - poradził zdenerwowany dziekan.
- Na zdrowie! - zawołał Windle Poons. Nadrektor zabębnił palcami o blat.
- Panie Poons - rzekł. - Czy jest pan całkiem pewien?
- Macie jeszcze te torturille? Nie żebym uznawał je za uczciwe jedzenie - dodał. - Zanurzać kawałki czegoś twardego w mazi... Co w tym takiego ciekawego? Najchętniej załatwiłbym teraz jeden z tych słynnych pasztecików Dibblera...
I wtedy umarł.
Nadrektor obejrzał się na magów, podszedł na palcach do wózka, ujął przetykaną niebieskimi żyłkami dłoń starca i sprawdził puls. Pokręcił głową.
- Tak właśnie chciałbym odejść - szepnął dziekan.
- Znaczy jak? Mamrocząc o pasztecikach? - zdziwił się kwestor.
- Nie. Spóźniony.
- Zaraz. Chwileczkę - odezwał się nadrektor. - Przecież to nie w porządku. Zgodnie z tradycją sam Śmierć się zjawia, kiedy umiera mag...
- Może był zajęty - podpowiedział szybko kwestor.
- Zgadza się - przyznał dziekan. - Słyszałem, że w okolicach Quirmu wybuchła poważna epidemia grypy.
- Zeszłej nocy był niezły sztorm - przypomniał wykładowca run współczesnych. - Pewnie sporo statków poszło na dno.
- I oczywiście jest wiosna, w górach ciągle schodzą lawiny.
- I zarazy...
Nadrektor w zadumie pogładził brodę.
- Hmm... - mruknął.
MasterJunior
05-03-2005
19:00:46


napisz chociaż co to i skąd to, żeby wiedzieć czy warto czytać ;)
pzak
05-03-2005
19:39:35


Terry Pratchet...
winopijca
05-03-2005
21:30:50


ja sie naucze :) to tylko Pi :P
winopijca
05-03-2005
21:34:31


ten program w asm sluzy do assemblacji innych programow napisacnych w asm :) to FASM
remek
05-03-2005
21:59:32


Miałem asemblera w zeszłym semie na projekcie - dobrze ,że kumple go zrobili. Ja nawet palca do tego nie przyłożyłem - jestem na to odporny :)
Kal Zakath
05-03-2005
23:32:26


No to lu:

George Orwell

Folwark zwierzęcy

1

Pan Jones, właściciel Folwarku Dworskiego, zamknął na noc drzwi kurników, wypił jednak zbyt wiele i dlatego zapomniał o deskach tarasujących szczeliny pod progiem. Trzymając niepewnie latarnię, której światło zataczało chybotliwe kręgi, przeszedł chwiejnym krokiem przez podwórze, dotarł do tylnego wejścia, strząsnął buty, z beczułki w spiżami utoczył sobie ostatnią szklankę piwa i poczłapał do łóżka, skąd dochodziło chrapanie pani Jones.
Gdy tylko w sypialni zgasło światło, w budynkach folwarku ożywiło się, zewsząd słychać było szmery i trzepotanie skrzydeł. Tego dnia rozeszła się wieść, że stary Major, medalowy knur rasy angielska średnia biała, miał poprzedniej nocy dziwny sen, który pragnie wszystkim opowiedzieć. Uradzono, że skoro tylko pan Jones skończy obrządek i nie będzie więcej przeszkadzać, zwierzęta zejdą się w wielkiej stodole. Stary Major (tak go zwano, choć w wystawach brał udział jako "Piękność z Willingdon") cieszył się tak ogromnym poważaniem, że każde zwierzę chętnie było gotowe poświęcić godzinę snu, by usłyszeć to, co miał do powiedzenia.
W końcu stodoły Major spoczywał na czymś w rodzaju podwyższenia wygodnie wymoszczonego słomą; oświetlała go latarnia wisząca na górnej belce. Miał dwanaście lat i choć ostatnio się roztył, wciąż wyglądał dostojnie, a jego ryj miał mądry i dobrotliwy wyraz, mimo iż nigdy nie wycięto mu kłów. Wkrótce zaczęły przybywać inne zwierzęta, sadowiąc się jak najwygodniej. Najpierw weszły trzy psy, Bluebell, Jessie i Pincher, a za nimi świnie, które położyły się na słomie naprzeciw Majora. Kurczęta usiadły na parapetach, gołębie podfrunęły ku krokwiom, owce i krowy zajęły miejsce za świniami i natychmiast poczęły coś przeżuwać. Dwa konie pociągowe, Boxer i Clover, przyszły razem, stąpając bardzo powoli i stawiając ostrożnie wielkie, włochate kopyta, żeby przypadkiem nie nadepnąć na jakieś małe zwierzątko ukryte w słomie. Clover była okazałą klaczą o matczynym wyglądzie, wchodzącą w średni wiek; po urodzeniu czwartego źrebięcia już nigdy nie odzyskała dawnej figury. Boxer był ogromnym koniskiem, wysokim prawie na dwa metry i tak silnym jak dwa zwykłe konie. Biały pasek na nosie nadawał mu cokolwiek tępawy wygląd; istotnie, nie grzeszył mądrością, jednak cieszył się ogólnym poważaniem ze względu na niezłomny charakter i olbrzymią siłę. Po koniach zjawiła się biała koza Muriel, a za nią osioł Benjamin. Był on najstarszym zwierzęciem w gospodarstwie i miał najcięższy charakter. Rzadko się odzywał, a gdy już coś powiedział, zwykle były to złośliwości: mawiał na przykład, że choć Bóg dał mu ogon, żeby oganiał się od much, on, Benjamin, wolałby, żeby nie było ani ogona, ani much. Tylko on jeden nigdy się nie śmiał. Gdy inne zwierzęta pytały go o powód, odpowiadał, że nie widzi nic godnego śmiechu. Tym niemniej, choć nie przyznawał się do tego otwarcie, był bardzo przywiązany do Boxera; niedziele spędzali najczęściej na niewielkim spłachetku łąki za sadem, stojąc obok siebie i skubiąc w milczeniu trawę.
Zaledwie oba konie zdążyły się położyć, do stodoły przy dreptało stadko kacząt, które straciły matkę; cienko piszczały i szukały bezpiecznego miejsca, gdzie nikt na nie nie nadepnie. Clover otoczyła kaczęta przednią nogą, niby wałem ochronnym; ułożyły się ufnie za tą osłoną i natychmiast zasnęły. W ostatniej chwili wbiegła tanecznym krokiem, wdzięcząc się i pogryzając kostkę cukru, Mollie, ładna, głupawa biała klacz, którą pan Jones zaprzęgał do bryczki. Zajęła miejsce prawie na początku i zaczęła potrząsać białą grzywą, w nadziei, że otoczenie zauważy wplecione w nią czerwone wstążki. Na samym końcu wszedł kot, który najpierw jak zwykle rozejrzał się w poszukiwaniu najcieplejszego miejsca, a potem wcisnął się między Boxera i Clover; w ciągu całego przemówienia Majora mruczał z zadowoleniem, wcale nie słuchając mówcy.
Wszystkie zwierzęta były teraz na miejscu wyjąwszy Mojżesza, oswojonego kruka, który spał na żerdzi opodal tylnego wejścia. Gdy tylko Major spostrzegł, że zebrani usiedli wygodnie i czekają na jego słowa, chrząknął i zaczął:
- Towarzysze, jak słyszeliście, miałem ubiegłej nocy dziwny sen. Jednak opowiem go później, chciałbym bowiem zacząć od czegoś innego. Nie przypuszczam, towarzysze, że pozostanę z wami długo, lecz zanim umrę, sądzę, że mam obowiązek przekazać wam mądrość, którą posiadłem. Żyję już długo, miałem wiele czasu na rozmyślania leżąc samotnie w swojej przegrodzie i wydaje mi się, że pojąłem istotę życia na tej ziemi nie gorzej niż każde inne zwierzę. Właśnie o tym pragnę wam powiedzieć.
Towarzysze, zastanówcie się, czym jest to nasze życie? Nie obawiajmy się tych słów: żyjemy nędznie, harujemy i wcześnie umieramy. Rodzimy się, otrzymujemy tylko tyle pożywienia, by nie zdechnąć z głodu, a tych z nas, którzy się do tego nadają, zmusza się do pracy aż do upadłego; gdy przestajemy być użyteczni, natychmiast zabija się nas z nieopisanym okrucieństwem. W Anglii nie ma ani jednego zwierzęcia, które, ukończywszy rok życia, poznało smak szczęścia bądź odpoczynku. Nie ma w Anglii wolnych zwierząt. Życie każdego zwierzęcia to pasmo upokorzeń i zniewolenia - oto cała prawda.
Czy jednak całe to upodlenie wynika z porządku natury? Może nasz kraj jest zbyt ubogi, by jego mieszkańcy mogli żyć godziwie? Nie, towarzysze, po tysiąckroć nie! Angielska ziemia jest żyzna, klimat łagodny; Anglia może wyżywić znacznie większą liczbę zwierząt niż ta, która ją zamieszkuje. Weźmy choćby nasz folwark: mógłby utrzymać tuzin koni, dwadzieścia krów, setki owiec, zapewniając im komfortowe i godne życie, co obecnie jest prawie nie do pomyślenia. Dlaczego więc, pytam, godzimy się na taką nędzę? Dlatego, że niemal wszystkie owoce naszej pracy kradną nam ludzie. I właśnie tu, towarzysze, tkwi sedno sprawy. Można je określić jednym tylko słowem: człowiek! Człowiek jest naszym jedynym prawdziwym wrogiem. Usuńmy człowieka, a na zawsze znikną główne przyczyny głodu i pracy ponad siły.
Człowiek jest jedynym stworzeniem, które konsumuje, niczego nie produkując. Nie daje mleka, nie znosi jaj, jest zbyt słaby, by ciągnąć pług, nie potrafi dogonić królika. A jednak jest panem wszystkich zwierząt. Zapędza je do pracy, przydziela minimalne ilości pożywienia, by nie głodowały, a resztę zatrzymuje dla siebie. Naszą pracą uprawiamy ziemię, nasze odchody użyźniają ją, a jednak żadne z nas nie posiada niczego oprócz skóry na grzbiecie. Krowy, które tu widzę, powiedzcie, ile tysięcy baniek mleka oddałyście w tym roku? A co się stało z mlekiem, którym powinnyście karmić wasze dorodne cielęta? Zniknęło aż do ostatniej kropelki w gardzielach naszych wrogów. A wy, kury, ile jaj zniosłyście w tym roku i ile z tych jaj pozwolono wam wysiedzieć? Resztę zabrano na sprzedaż, po to, by Jones i jego ludzie mogli napchać sobie kabzy. A ty, Clover, gdzie są twoje cztery źrebięta, które powinny być podporą i osłodą twojej starości? Każde sprzedano, gdy miało rok - nigdy już ich nie ujrzysz. W zamian za cztery porody i ciężką pracę w polu, co otrzymałaś poza paszą i boksem w stajni?
Nie pozwalają nam nawet dokonać tego nędznego żywota w naturalny sposób. Osobiście nie mogę narzekać, miałem bowiem szczęście. Liczę sobie dwanaście lat i jestem ojcem ponad czterystu potomków. Takie jest zwykłe życie świni. Nie ma jednak zwierzęcia, któremu udałoby się uniknąć rzeźnickiego noża. Wy, młode tuczniki, siedzące naprzeciw - każdy z was będzie krzyczeć rozdzierająco, gdy za rok zawiśniecie na hakach w rzeźni. Wszystkich nas oczekuje podobny koszmar - krowy, świnie, kury, owce; wszystkich. Nawet konie i psy nie zaznają lepszego losu. Skoro tylko twoje mocarne mięśnie osłabną, Boxerze, Jones sprzeda cię do końskiej jatki, gdzie rzeźnik poderżnie ci gardło, a mięso sprzeda hodowcom psów gończych. Jeśli chodzi o psy, gdy tylko zestarzeją się i stracą zęby, Jones przywiąże każdemu kamień do szyi i utopi w najbliższym stawie.
Czy nie jest zatem, towarzysze, jasne jak słońce, że całe zło naszego życia ma przyczynę w tyranii człowieka? Pozbądźmy się go tylko, a owoce naszej pracy nam przypadną. Niemal natychmiast staniemy się bogaci i wolni. Co zatem mamy czynić? Musimy dniem i nocą zapamiętale pracować nad obaleniem rodzaju ludzkiego! Oto moja rada, towarzysze: powstanie! Nie wiem, kiedy wybuchnie, może za tydzień, może za sto lat, jestem jednak pewien - tak jak tego, że widzę tę oto słomę pod racicami - że prędzej czy później sprawiedliwości stanie się zadość. Myślcie tylko o tym, towarzysze, aż po kres życia. Lecz nade wszystko przekażcie moje słowa waszym dzieciom, by kolejne pokolenia prowadziły dalej walkę - do zwycięstwa.
Pamiętajcie też, towarzysze, że ani na chwilę nie możecie okazać słabości. Nie dajcie się zwieść żadnym argumentom. Nigdy nie dawajcie wiary, gdy będą was przekonywać, że ludzie i zwierzęta mają wspólne interesy, że dobrobyt jednej strony oznacza dobrobyt drugiej. To wszystko łgarstwa. Człowiek nie dba o interesy żadnego stworzenia - wyłącznie o własne. Niech wśród nas, zwierząt, zapanuje pełna jedność, pełne braterstwo, solidarność w walce. Wszyscy ludzie to nasi wrogowie. Wszystkie zwierzęta są braćmi.
Po ostatnich słowach podniosła się przeraźliwa wrzawa. Gdy Major przemawiał, z nor wylazły cztery wielkie szczury i stanąwszy słupka, pilnie słuchały. Nagle dostrzegły je psy i szczury ocaliły życie jedynie dzięki szybkiemu czmychnięciu do kryjówek. Major uniósł racicę, by uciszyć zwierzęta.
- Towarzysze - kontynuował - jest coś, co trzeba koniecznie ustalić. Chodzi o dzikie zwierzęta, takie jak szczury i króliki - są przyjaciółmi czy też wrogami? Głosujmy. Zwracam się do wszystkich - czy mamy uważać szczury za towarzyszy?
Głosowanie przebiegło szybko i przygniatającą większością uznano szczury za towarzyszy. Sprzeciwiły się tylko cztery zwierzęta: trzy psy i kot, który, jak się później okazało, głosował "za" i "przeciw". Major ciągnął:
- Mam jeszcze coś do powiedzenia. Powtarzam raz jeszcze: pamiętajcie zawsze o obowiązku wrogości do człowieka i jego wszelkich poczynań. Wszystko, co chodzi na dwóch nogach, jest wrogiem. Wszystko, co chodzi na czterech łapach albo ma skrzydła, jest przyjacielem. Pamiętajcie również, że walcząc z człowiekiem nie wolno wam się doń upodobnić. Nawet wtedy, kiedy go zwyciężycie, nie przejmujcie jego wad. Żadnemu zwierzęciu nie wolno mieszkać w domu, sypiać w łóżku, nosić ubrania, pić alkoholu, nawet dotknąć pieniędzy czy też zajmować się handlem. Wszystkie obyczaje człowieka są ohydne. Przede wszystkim jednak żadnemu zwierzęciu nie wolno tyranizować własnego gatunku. Słabi czy silni, mądrzy czy nierozgarnięci, wszyscy jesteśmy braćmi. Żadnemu zwierzęciu nie wolno zabić innego. Wszystkie zwierzęta są równe.
Teraz, towarzysze, opowiem wam mój sen. Nie potrafię opisać go szczegółowo. Śniła mi się ziemia bez człowieka. Lecz przypomniało mi to o czymś, o czym dawno zapomniałem. Przed wielu laty, gdy byłem małym prosięciem, moja matka wraz z innymi maciorami nuciła starą piosenkę, z której znała tylko melodię i pierwsze dwa słowa. Umiałem ją zaśpiewać w dzieciństwie, jednak od dawna jej nie pamiętam. Ostatniej nocy wszakże powróciła do mnie we śnie. Co więcej, przypomniałem sobie również słowa, które - jestem tego pewien - zwierzęta śpiewały dawno, dawno temu i które poszły w zapomnienie przed pokoleniami. Tę piosenkę zaśpiewam wam teraz, towarzysze. Jestem stary i głos mi już ochrypł, gdy jednak podam wam melodię, sami zaśpiewacie znacznie lepiej. Pieśń nazywa się "Zwierzęta Anglii".
Stary Major odchrząknął i zaczął śpiewać. Choć miał rzeczywiście ochrypły głos, radził sobie nieźle;
melodia była porywająca, coś pomiędzy "Clementine" i "La Cucaracha".
Słowa szły tak:
Zwierzęta Anglii, zwierzęta Irlandii, Zwierzęta wszystkich czterech świata stron, Słuchajcie pilnie radosnej nowiny, Wkrótce wolności będzie bił wam dzwon.
Prędzej czy później jasny dzień nadejdzie, Obalim ludzi - jawą wrócą sny, Po odzyskanych, żyznych ziemiach Anglii Stąpać będziemy w chwale jeno my.
Spadną okrutne kółka z naszych nozdrzy, Zrzucimy uzdy - wolny przyjdzie świat, Zniszczymy wszystkie wędzidła, ostrogi, Nie będzie groźnie strzelać wraży bat.
Bogactw się zrodzi, ile kto zamarzy, Pszenicy, żyta, owsa, siana w bród, Groch, koniczyna, buraki pastewne, Wreszcie do syta zje zwierzęcy ród.
Jaśniej zabłysną pola starej Anglii, Od roziskrzonych zadrży woda lśnień, Słodki powieje swobody nam wietrzyk W pierwszy wolności wytęskniony dzień.
By go przybliżyć, trzeba moc pracować, Choć wcześniej zwierząt wiele życie da. Krowy i konie, indyki i gęsi, Niech dla przyszłości wspólny mozół trwa.
Zwierzęta Anglii, zwierzęta Irlandii, Zwierzęta wszystkich czterech świata stron, Słuchajcie pilnie radosnej nowiny, Wkrótce wolności będzie bił wam dzwon.
Śpiew wprowadził zwierzęta w nieopisane podniecenie. Major jeszcze nie skończył, a słuchacze już śpiewali sami. Nawet najgłupsze zwierzęta od razu podchwyciły melodię i nieco słów, a jeśli chodzi o najpojętniejsze, na przykład świnie i psy, te po kilku zaledwie minutach umiały wszystko na pamięć. Potem, po dwóch, trzech próbach, potężnym unisono buchnęły głosy wszystkich uczestników wiecu. Krowy ryczały, psy wyły, owce beczały, konie rżały, kaczki kwakały. Towarzystwo było tak zachwycone pieśnią, że wykonało ją pięć razy z rzędu i mogłoby tak śpiewać aż do rana, gdyby mu nie przerwano.
Hałasy w stodole obudziły, niestety, pana Jonesa, który wyskoczył z łóżka w przekonaniu, że do kurnika zakradł się lis. Chwycił dwururkę, zawsze stojącą w kącie pokoju, i wygarnął "szóstką" w ciemność. Śruciny utkwiły w ścianie stodoły i zebranie rozproszyło się w mgnieniu oka. Każdy popędził w kierunku legowiska. Ptaki usiadły na grzędach, większe zwierzęta ułożyły się na słomie i wkrótce cały folwark pogrążył się we śnie.


2

Trzeciej nocy, licząc od pamiętnego zebrania, stary Major zgasł spokojnie podczas snu. Pochowano go u wejścia do sadu.
Działo się to w początkach marca. Przez trzy następne miesiące na folwarku aż kipiało od konspiracyjnej roboty. Po wysłuchaniu mowy Majora co bardziej inteligentne zwierzęta całkowicie zmieniły poglądy. Wprawdzie nie wiedziały, kiedy wybuchnie zapowiedziane przezeń powstanie, nie miały powodów do przypuszczeń, iż dożyją tego dnia, jednak doskonale rozumiały, że ich obowiązkiem jest przygotowywanie rebelii. Wyjaśnianiem wszystkich spraw i organizowaniem zwierząt zajęły się oczywiście świnie, uważane ogólnie za najmądrzejsze. Ich stadku przewodziły dwa młode samce, Snowball i Napoleon, które pan Jones hodował na sprzedaż. Napoleon był sporym knurem rasy Berkshire o dzikim wyglądzie, jedynym z tej rasy na folwarku; choć nie był zeń najlepszy mówca, znano go z tego, że potrafi postawić na swoim. Snowball był bardziej ruchliwy, bardziej wygadany i bystrzejszy, jednak nie posiadał, jak sądzono, tak silnego charakteru jak tamten. Pozostałe samce były tucznikami. Najlepiej znano wśród nich Squealera, niewielkie grube prosię o nadzwyczaj okrągłych policzkach, mrugających oczkach, szybkich ruchach i przenikliwym głosie. Miał dar wymowy, a gdy roztrząsał jakiś trudny problem, zwykle kiwał się z boku na bok, merdając ogonkiem, co jakoś bardzo przekonywało doń słuchaczy. Mawiano o Squealerze, że czarne potrafi uczynić białym.
Ci trzej opracowali nauki starego Majora w spójny system myślowy, który nazwali Animalizmem. Kilkakrotnie w ciągu tygodnia, gdy pan Jones już chrapał, organizowali w stodole potajemne spotkania, na których tłumaczyli zasady nowej ideologii. Początkowo spotykali się z głupotą i apatią. Niektóre zwierzęta mówiły o obowiązku lojalności wobec Jonesa, którego nazywały "naszym paniskiem", lub przypominały o zasadniczych, ich zdaniem, sprawach, na przykład: "Pan Jones karmi nas. Gdyby go zabrakło, umarłybyśmy z głodu". Inne zadawały pytania w rodzaju: "Dlaczego mamy troszczyć się o to, co nastąpi po naszej śmierci?" albo: "Jeśli powstanie ma i tak wybuchnąć, co za różnica, czy będziemy je przygotowywać czy też nic nie robić?", a świniom przychodziło z trudnością wbijanie im do łbów, że to, co mówią, jest sprzeczne z duchem Animalizmu. Najgłupsze pytania zadawała biała klacz Mollie. Jej pierwsze pytanie skierowane do Snowballa brzmiało: "Czy po powstaniu będzie cukier?"
- Nie - rzucił twardo Snowball. - Na folwarku nie mamy możliwości jego wytwarzania. Ponadto obejdziecie się bez cukru. Dostaniecie tyle owsa i siana, ile dusza zapragnie.
- A czy będę mogła wplatać sobie wstążki w grzywę? - Mollie nie dawała za wygraną.
- Towarzyszko - wyjaśniał cierpliwie Snowball - wstążki, do których jesteście tak przyzwyczajona, symbolizują niewolę. Czy nie dociera do was, że wolność jest więcej warta aniżeli wstążki?
Mollie zgodziła się, jednak nie wyglądała na zbyt przekonaną.
Świnie miały jeszcze twardszy orzech do zgryzienia:
musiały demaskować kłamstwa głoszone przez Mojżesza, oswojonego kruka. Mojżesz, ulubieniec pana Jonesa, był szpiclem i plotkarzem, ale posiadał również dar wymowy. Utrzymywał, że istnieje tajemnicza kraina zwana Rajem Zwierząt, dokąd idą po śmierci wszystkie stworzenia. Owa kraina znajdowała się gdzieś na niebie, nieco ponad chmurami, opowiadał Mojżesz. W Raju Zwierząt tydzień składał się wyłącznie z niedziel, koniczyna dojrzewała przez okrągły rok, a na krzewach rosły kostki cukru i pieczone makuchy lniane. Zwierzęta nienawidziły Mojżesza za te bajdy i za to, że nie musiał pracować, niektóre jednak wierzyły w Raj Zwierząt i świnie musiały dobrze się napocić, by je przekonać, że nic takiego nie istnieje.
Najbardziej oddanymi słuchaczami świń była para koni pociągowych: Boxer i Clover. Dwójce tej bardzo trudno przychodziło samodzielne myślenie, jednak uznawszy raz na zawsze autorytet świń chłonęły wszystko, co usłyszały, tłumacząc potem różne kwestie innym zwierzętom prosto i przystępnie. Oba konie nie opuściły ani jednego potajemnego spotkania w stodole i przewodziły w śpiewaniu hymnu "Zwierzęta Anglii", który kończył każde zebranie.
Jak się wkrótce okazało, powstanie wybuchło znacznie szybciej i łatwiej, niż ktokolwiek mógłby oczekiwać. Dawnymi laty pan Jones, mimo swej surowości, był dobrym gospodarzem, ostatnio jednak przyszły nań kiepskie czasy. Po stratach finansowych w wyniku przegranego procesu wpadł w przygnębienie i przebrał miarę w piciu. Całymi dniami przesiadywał w fotelu w kuchni, czytając gazety, pociągając z flaszki i karmiąc niekiedy Mojżesza ułomkami chleba umoczonego w piwie. Jego parobcy stali się gnuśni i nieuczciwi, pola zarastały chwastami, dachy przeciekały, płoty świeciły szczerbami, a zwierzęta chodziły głodne.
Nadszedł czerwiec i pora sianokosów. W wigilię świętego Jana, która wypadła w sobotę, pan Jones wybrał się do pobliskiego Willingdon, gdzie tak się upił "Pod Czerwonym Lwem", że wrócił dopiero w niedzielę po południu. Tego dnia wczesnym rankiem parobcy wydoili krowy, a potem wyszli polować na dzikie króliki, nie troszcząc się o zadanie karmy zwierzętom. Po powrocie pan Jones natychmiast wyciągnął się na sofie w saloniku nakrywszy twarz egzemplarzem "News of the World"; nadszedł wieczór, a zwierząt nikt nie nakarmił. W końcu nie wytrzymały. Jedna z krów wyłamała rogami wrota spichlerza i wokół pojemników z paszą wnet się zaroiło. Wtedy nieoczekiwanie obudził się pan Jones. Po chwili wraz z czterema parobkami był już w spichlerzu i wszyscy walili na oślep batami. Tego było za wiele głodnym zwierzętom. Choć nikt nie dał żadnego hasła do ataku, wszystkie zgodnie rzuciły się na oprawców. Na Jonesa i jego ludzi spadła nagle lawina ciosów rogami i uderzeń kopyt. Przestali panować nad sytuacją. Nigdy przedtem nie widzieli tak rozwścieczonych zwierząt i nagły bunt stworzeń, które bili i dręczyli przy lada okazji, napełnił ich panicznym strachem. Tylko przez chwilę usiłowali się bronić, a potem wszyscy wzięli nogi za pas. W krótkim czasie cała piątka gnała na złamanie karku boczną drogą prowadzącą ku szosie, a triumfujące zwierzęta ścigały mężczyzn zawzięcie.
Pani Jones wyjrzała przez okno sypialni i ujrzawszy, co się święci, szybko wrzuciła do podróżnej torby nieco rzeczy i czmychnęła bocznym wejściem. Mojżesz sfrunął ze swojej żerdki i trzepocząc skrzydłami poleciał za nią z głośnym krakaniem. Tymczasem zwierzęta wypędziły pana Jonesa i jego parobków, zatrzaskując za nimi pięciobelkową bramę. I w ten sposób, nim zwierzęta w pełni uświadomiły sobie, co się stało, powstanie zakończyło się zwycięstwem: Jones został wygnany, a Folwark Dworski należał do nich.
Początkowo nie mogły uwierzyć własnemu szczęściu. W pierwszym odruchu pobiegły gromadą dookoła folwarku, jakby chcąc sprawdzić, czy gdzieś nie ukrywa się jeszcze jakiś człowiek; potem rzuciły się hurmem do budynków gospodarskich, by usunąć ostatni ślad rządów znienawidzonego Jonesa. Wyważono drzwi siodłami znajdującej się przy końcu stajni; wszystkie wędzidła, kółka do nozdrzy, psie łańcuchy, straszliwe noże, którymi pan Jones kastrował wieprze i barany, zostały wyrzucone do studni. Lejce, postronki, końskie okulary i upokarzające worki na obrok wepchnięto w tlące się na podwórku śmieciowisko. Nie zapomniano także o batach. Wszystkie zwierzęta skakały z radości widząc, jak ogarnia je płomień. Snowball dorzucił do ognia również wstążki, które w dni targowe wplatano koniom w grzywy i ogony.
- Wstążki - oznajmił - należy uważać za ubranie, które, jak wiadomo, nosi jedynie człowiek. Wszystkie zwierzęta powinny być nagie.
Gdy usłyszał to Boxer, przyniósł słomkowy kapelusz, który zakładano mu latem dla ochrony przed muchami, i rzucił go na stos.
Wkrótce zwierzęta zniszczyły wszystko, co przypominało im pana Jonesa. Następnie Napoleon zawiódł je z powrotem do spichlerza, gdzie każde otrzymało podwójną rację ziarna, a psy po dwa biszkopty. Potem siedmiokrotnie odśpiewano hymn "Zwierzęta Anglii" - wszystkie zwrotki - a w końcu zwierzęta ułożyły się do snu: spały tak słodko jak nigdy dotąd.
Przebudziły się jak zwykle o świcie i nagle, przypomniawszy sobie o wczorajszym chwalebnym czynie, całą gromadą pobiegły na pastwisko. Opodal wznosił się niewielki pagórek, skąd rozciągał się widok na cały folwark. Zwierzęta wbiegły na szczyt i w jasnym świetle poranka rozejrzały się dookoła.
Tak – wszystko należało do nich - wszystko, na co patrzyły, było ich własnością.
Gdy sobie to uświadomiły, zaczęły w przypływie szalonej radości fikać koziołki i skakać wysoko, wysoko w górę. Tarzały się w rosie, wyrywały pyskami całe kępy słodkiej, dojrzałej trawy, grzebały w czarnej ziemi i chłonęły cudowną woń miękkich grud. Następnie postanowiły obejść cały folwark i z niemym podziwem oglądały pola uprawne, łąkę, sad, sadzawkę i lasek. Wydawało im się, że na gospodarstwo patrzą po raz pierwszy w życiu, i nawet teraz ledwo mogły uwierzyć, że wszystko należy do nich.
Wreszcie powróciły do budynków i zatrzymały się w milczeniu przed drzwiami domu. Wprawdzie również należał do nich, ale obawiały się wejść do środka. Jednak po chwili Snowball i Napoleon popchnęli drzwi i zwierzęta zaczęły wchodzić gęsiego, stąpając nadzwyczaj ostrożnie, aby czegoś nie uszkodzić. Na palcach przechodziły z pokoju do pokoju, odzywając się jedynie szeptem i wpatrując z podziwem w niebywałe luksusy, w łóżka z puchowymi materacami, lustra, sofę wypchaną końskim włosiem, brukselski dywan i litografię nad kominkiem w salonie, przedstawiającą królową Wiktorię. Właśnie schodziły po schodach, gdy nagle zauważono nieobecność Mollie. Zwierzęta zawróciły i oto okazało się, że klacz stoi w najlepszej sypialni. Z toaletki pani Jones ściągnęła kawałek błękitnej wstążki i wdzięcząc się głupio przed lustrem, przykładała ją do łopatki. Skarcono ją ostro i wszyscy opuścili dom. Z kuchni wyniesiono kilka wiszących tam szynek, by pogrzebać je w polu, a baryłka piwa w spiżami rozleciała się pod uderzeniem kopyta Boxera; poza tym nikt niczego nie dotknął. Na miejscu podjęto jednogłośnie uchwałę, że budynek zostanie zamieniony w muzeum. Wszyscy zgodzili się, że nie może w nim zamieszkać żadne zwierzę.
Zwierzęta zjadły śniadanie, po czym Snowball i Napoleon znów je zwołali.
- Towarzysze - powiedział Snowball - jest wpół do siódmej, a przed nami pracowity dzień. Trzeba rozpocząć sianokosy. Pozostało jednak coś, co musimy załatwić wcześniej.
Świnie oznajmiły, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy nauczyły się czytać i pisać ze starego podręcznika ortografii, który należał niegdyś do dzieci pana Jonesa i został wyrzucony na śmietnik. Napoleon posłał po garnki z czarną i białą farbą, a potem poprowadził zwierzęta ku pięciobelkowej bramie wychodzącej na drogę. Snowball (jako że właśnie on pisał najlepiej) ujął pędzel między kłykcie przedniej racicy, zamalował znajdujący się na szczycie napis FOLWARK DWORSKI i wpisał w tym miejscu: FOLWARK ZWIERZĘCY. Odtąd miała obowiązywać nowa nazwa. Dokonawszy zmiany zwierzęta powróciły na podwórze; Snowball i Napoleon polecili przynieść drabinę, którą przystawiono do ściany wielkiej stodoły. Knury wyjaśniły, że dzięki trzymiesięcznym studiom udało się im ująć zasady Animalizmu w Siedmiu Przykazaniach. Owych Siedem Przykazań zostanie wypisane na ścianie; mają one stanowić niezmienne prawo, któremu będą podlegać wszyscy mieszkańcy Folwarku Zwierzęcego. Zpewnym trudem (świni bowiem niełatwo utrzymać równowagę na drabinie) Snowball wspiął się na szczyt i przystąpił do pracy, w której pomagał mu stojący kilka szczebli niżej Squealer, trzymający garnek z farbą. Przykazania wypisano na smołowanej ścianie stodoły wielkimi, białymi literami, tak by były dobrze widoczne z odległości trzydziestu metrów. A oto ich treść:
SIEDEM PRZYKAZAŃ
1. Wszystko, co chodzi na dwóch nogach, jest wrogiem.
2. Wszystko, co chodzi na czterech nogach lub ma skrzydła, jest przyjacielem.
3. Żadne zwierzę nie będzie nosić ubrania.
4. Żadne zwierzę nie będzie spać w łóżku.
5. Żadne zwierzę nie będzie pić alkoholu.
6. Żadne zwierzę nie zabije innego.
7. Wszystkie zwierzęta są równe.
Pisanie poszło sprawnie i oprócz tego, że zamiast "przyjacielem" powstało "przyajcielem", a jedno "s" wykręcono w złym kierunku, nie popełniono żadnej omyłki. Snowball przeczytał głośno przykazania z myślą o zwierzętach, z których większość była analfabetami. Wszystkie kiwały łbami w geście aprobaty, a co zdolniejsze od razu zaczęły uczyć się praw na pamięć.
- A teraz, towarzysze - zawołał Snowball, ciskając pędzel - na łąkę. Postawmy sobie za punkt honoru zebranie siana w krótszym czasie, niż robił to Jones ze swoimi parobkami!
W tej samej jednak chwili trzy krowy, które od pewnego czasu wyglądały nieswojo, głośno zaryczały. Nie dojono ich od dwudziestu czterech godzin i wymiona niemal pękały im od mleka. Po krótkim namyśle świnie kazały przynieść wiadra i same wydoiły krowy, co poszło im całkiem nieźle, bo ich racice nadawały się do tej roboty. Szybko napełniono pięć wiader tłuściutkim mlekiem, na które wiele zwierząt spoglądało ze sporym zainteresowaniem.
- Co będzie z tym mlekiem? - zapytał ktoś z gromady.
- Jones dolewał czasem nieco do naszej karmy - powiedziała jedna z kur.
- Co tam mleko, mleko nie jest najważniejsze, towarzysze - zawołał Napoleon, sadowiąc się obok wiader. - Zajmiemy się nim później. Najważniejsze są teraz sianokosy. Na łąkę poprowadzi was towarzysz Snowball. Ja dołączę za chwilę. Naprzód, towarzysze! Czeka na nas siano!
Zwierzęta podążyły truchtem na łąkę, żeby wziąć się do pracy, a gdy wróciły wieczorem, zauważyły, że mleko zniknęło.

3

Ileż trudu i mozołu kosztowało ich zebranie siana! Wysiłek został jednak wynagrodzony, albowiem plony okazały się lepsze, niż oczekiwano.
Chwilami praca stawała się ciężka - nic dziwnego, narzędzia przeznaczone były bowiem dla ludzi, nie dla zwierząt, którym poważnie utrudniało zbiórkę to, że nie mogły wykonywać żadnych czynności wymagających stania na tylnych nogach. Świnie wykazały jednak tyle sprytu, że zawsze wymyślały jakiś sposób na pokonanie trudności. Jeśli chodzi o konie, te znały na pamięć niemal każdą piędź pola, a o koszeniu i grabieniu wiedziały znacznie więcej niż Jones i jego parobcy. Co zaś do świń, to właściwie nie pracowały, tylko kierowały innymi zwierzętami i nadzorowały ich pracę. Mądrością przewyższały pozostałe, było więc naturalne, że objęły przywództwo.
Boxer i Clover zaprzęgały się do kosiarki lub grabiarki (oczywiście zrezygnowano z wędzideł i lejców) i stąpały miarowym krokiem wzdłuż pola, a idąca w tyle świnia krzyczała: "wio, towarzyszu!" lub:
"k'sobie, towarzyszu!", w miarę potrzeby. Każde zwierzę, od największego do najmniejszego, zbierało siano i układało je w sterty. Nawet kaczki i kury mozolnie dreptały w słońcu przez cały dzień, przenosząc w dziobach maleńkie wiązki. W rezultacie udało się sprzątnąć siano o dwa dni szybciej, niż czynili to zwykle Jones i jego fornale. Ponadto były to najbardziej udane sianokosy na tym folwarku. Nic się nie zmarnowało, bystrookie kury i kaczki wyzbierały wszystko aż do ostatniego ździebełka. Żadne zwierzę nie uszczknęło dla siebie ani odrobiny.
Tego lata wszystko szło jak w zegarku. Zwierzęta promieniały ze szczęścia - nigdy dotąd nie sądziły, że mogą być tak szczęśliwe. Każdy kęs pożywienia dostarczał niewypowiedzianej rozkoszy, było to bowiem ich własne pożywienie, które wyprodukowały same i dla siebie, a nie wydzielane im przez wiecznie zrzędzącego gospodarza. Gdy odeszły zbędne pasożyty - ludzie - każdy mógł zjeść więcej. Było też więcej wolnego czasu, choć zwierzęta nie nabrały jeszcze niezbędnego doświadczenia w pracach polowych. Musiały uporać się z wieloma trudnościami - na przykład w drugiej połowie roku zebrane zboże trzeba było wydeptywać z kłosów staroświeckim sposobem, a plewy wydmuchiwać własnymi płucami - na folwarku nie zainstalowano młockami - jednak wszystko jakoś poszło dzięki inteligencji świń i potężnym mięśniom Boxera. Podziwiali go wszyscy. Pracował nadzwyczaj ciężko już za czasów Jonesa, jednak obecnie wykonywał robotę nie jednego, lecz trzech koni; bywały dni, kiedy jego mocarny grzbiet musiał sprostać wszystkim trudom. Od rana do wieczora pchał, ciągnął, zawsze na posterunku przy najtrudniejszych zadaniach. Zawarł umowę z jednym z kogutków, by ten budził go pół godziny przed innymi, a przed rozpoczęciem codziennych zajęć zawsze pracował ochotniczo tam, gdzie czas najbardziej naglił. Na każdy problem, każde niepowodzenie miał jedną receptę: "będę pracować jeszcze więcej!", które to słowa przyjął za swą dewizę.
Jednak żadne z pozostałych zwierząt także się nie leniło, każdy pracował na miarę swoich zdolności. Na przykład kaczki i kury uratowały podczas żniw pięć buszli zboża, zbierając porzucone ziarenka. Nikt nie kradł, nikt nie utyskiwał na skąpe racje; kłótnie i zawiść, które były dawniej codziennością, niemal zniknęły. Nikt też nie uchylał się od obowiązków, to znaczy prawie nikt. Choćby Mollie: różnie bywało ze wstawaniem o świcie, a ponadto klacz niekiedy przerywała wcześniej pracę pod pretekstem, że w kopycie utkwił jej kamień. Jeśli chodzi o kota, zachowywał się nieco dziwnie. Szybko zauważono, że gdy tylko trzeba było wykonać jakąś robotę, znikał bez śladu. Przepadał wtedy na kilka godzin jak kamień w wodę i wracał tylko na posiłki lub wieczorem, po pracy, jakby nigdy nic. Zawsze jednak potrafił wytłumaczyć się tak zręcznie, mrucząc przy tym tak przymilnie, że trudno było nie uwierzyć w jego dobre intencje. Stary osioł, Benjamin, nie zmienił się ani trochę od Powstania. Wykonywał swoją pracę tak samo i z takim samym uporem jak za czasów Jonesa; nigdy się nie lenił, ale też nigdy nie podejmował dodatkowych zajęć. Nagabywany o Powstanie i jego rezultaty, nabierał wody w usta. Na pytanie, czy obecnie, gdy Jones został wypędzony, czuje się bardziej szczęśliwy, odpowiedział tylko tyle: "Osły mają długie życie. Żadne z was nigdy nie widziało martwego osła" i zwierzęta musiały się zadowolić tą wieloznaczną odpowiedzią.
W niedziele odpoczywano. Śniadanie było o godzinę później niż w dzień powszedni, a po posiłku przychodził czas na specjalną uroczystość, którą organizowano tydzień w tydzień. Najpierw na maszt wciągano flagę. Snowball wyszukał był w siodłami stary zielony obrus należący niegdyś do pani Jones i białą farbą namalował na nim róg i kopyto. Każdego niedzielnego ranka wciągano ów sztandar na maszt w ogrodzie. Zieleń, według Snowballa, symbolizowała zielone pola Anglii, a kopyto i róg wyobrażały przyszłą Republikę Zwierząt, która ma powstać, gdy rasa ludzka zostanie obalona. Po wciągnięciu flagi wszystkie zwierzęta zbierały się w wielkiej stodole na wspólne obrady; nazywano je wiecem. Planowano wtedy pracę na nadchodzący tydzień, zgłaszano rozmaite propozycje i roztrząsano je. Wnioski zawsze zgłaszały wyłącznie świnie. Inne zwierzęta potrafiły wprawdzie głosować, nigdy jednak nie zgłaszały własnych propozycji. Najwięcej było słychać Snowballa i Napoleona. Zauważono jednak, że oba knury nigdy się ze sobą nie zgadzają: jeśli pierwszy coś zaproponował, drugi nieodmiennie zgłaszał sprzeciw. Nawet wtedy, kiedy postanowiono - przeciw czemu nikt nie oponował - wydzielić skrawek sadu na przytułek dla starych zwierząt, które nie będą mogły już pracować, rozgorzał gwałtowny spór o właściwy wiek emerytalny dla poszczególnych gatunków. Wiec kończył się zwykle odśpiewaniem hymnu "Zwierzęta Anglii", popołudnie zaś przeznaczono na wypoczynek.
Świnie zajęły siodlarnię, w której urządziły sobie kwaterę główną. Wieczorami uczyły się tam kowalstwa, stolarki i innych pożytecznych rzemiosł, korzystając z książek, które znalazły w pokoju Jonesa: Snowball zajął się także organizowaniem zwierząt w ciała, które nazwał Komitetami Zwierzęcymi. Zajęciu temu oddawał się z podziwu godną gorliwością. Utworzył więc kurom Komitet Produkcji Jaj, krowom - Ligę Czystych Ogonów, Komitet Reedukacji Dzikich Towarzyszy (którego zadaniem było obłaskawienie szczurów i królików), Ruch Walki o Bielszą Wełnę dla owiec - i wiele innych, nie wspominając już o kursach czytania i pisania. Ogólnie biorąc, wszystko spełzło na niczym. Na przykład próby obłaskawiania dzikich zwierząt od początku okazały się nieudane. Dzikusy nic sobie z niczego nie robiły, a wspaniałomyślne traktowanie wykorzystywały po prostu dla własnych celów. Kot wstąpił do Komitetu Reedukacji i przez kilka dni działał w nim niezwykle aktywnie. Raz widziano go siedzącego na dachu i przemawiającego do kilku wróbli znajdujących się poza zasięgiem jego pazurów. Tłumaczył im, że dziś wszystkie zwierzęta są towarzyszami i że każdy wróbel może bez obawy przysiąść na jego łapce; ptaki jednak trzymały się z daleka. Tylko kursy zwalczania analfabetyzmu okazały się dobrym pomysłem. Jesienią każde zwierzę na folwarku potrafiło, lepiej lub gorzej, czytać i pisać.
Jeśli chodzi o świnie, już wcześniej opanowały tę sztukę do perfekcji. Psy czytały całkiem nieźle, ale poprzestawały na Siedmiu Przykazaniach. Koza Muriel opanowała tę umiejętność nieco lepiej niż psy i czasem wieczorami czytywała innym na głos zdania ze skrawków starych gazet, które wyciągała ze śmietnika. Benjamin czytał tak dobrze jak świnie, nigdy jednak nie korzystał ze swoich umiejętności. Jak twierdził, przez całe życie nie spotkał niczego, co byłoby warte przeczytania. Clover opanowała wprawdzie cały alfabet, jednak nie nauczyła się składać z liter słów. Boxer nigdy nie zdołał wyjść poza literę D. Wielkim kopytem rysował na ziemi litery A, B, C i D, a potem stawał nad nimi i patrzył w skupieniu na kreski stuliwszy uszy, niekiedy potrząsając grzywą; usiłował za wszelką cenę przypomnieć sobie, co idzie dalej, jednak nigdy mu się nie udawało. Bywało wszakże, że zdołał zapamiętać E, F, G i H, ale gdy już nauczył się ich na pamięć, okazywało się, że zapomniał o A, B, C i D. W końcu doszedł do wniosku, że wystarczą mu pierwsze cztery litery i codziennie wypisywał je sobie kilka razy na piasku dla odświeżenia pamięci. Mollie nie chciała uczyć się żadnych liter, wyjąwszy te, które tworzyły jej imię. Układała je zręcznie z gałązek, ozdabiała kwiatami, a potem chodziła dookoła, przypatrując się z zadowoleniem własnemu dziełu.
Pozostałe zwierzęta poprzestały na literze A. Okazało się również, że co głupsze, na przykład owce, kury i kaczki nie potrafią nauczyć się na pamięć Siedmiu Przykazań. Snowball po długim namyśle ogłosił, że Przykazania można skrócić do jednego hasła, mianowicie: "cztery nogi: dobrze, dwie nogi: źle". Zdanie to - stwierdził - zawiera podstawową myśl Animalizmu. Każdy, kto ją pojął do głębi - kontynuował - zostaje na zawsze uodporniony na zgubne wpływy ludzkie. Początkowo zaprotestowały ptaki, ćwierkając, że przecież one także mają po dwie nogi, lecz Snowball wytłumaczył im, że są w błędzie.
- Ptasie skrzydło, towarzysze - objaśnił - jest narządem ruchu, nie zaś chwytnym. Powinno być zatem uważane za nogę. Wyróżniającą cechą człowieka jest ręka, która czyni wszelkie zło.
Ptaki wprawdzie nie rozumiały wywodów Snowballa, jednak przyjęły je do wiadomości i odtąd wszystkie mniej zdolne zwierzęta zaczęły się uczyć na pamięć nowego hasła. Słowa "CZTERY NOGI: DOBRZE, DWIE NOGI: ZŁE" zostały wypisane na ścianie stodoły ponad Siedmioma Przykazaniami, do tego jeszcze większymi literami. Gdy owce opanowały hasło, bardzo je polubiły; często, leżąc na pastwisku, zaczynały pobekiwać: "cztery nogi: dobrze, dwie nogi: źle", "cztery nogi: dobrze, dwie nogi: źle" i mogły tak beczeć godzinami bez znużenia.
Napoleon nie wykazał żadnego zainteresowania komitetami Snowballa. Jego zdaniem, daleko ważniejsze od czegokolwiek, co można by uczynić dla dorosłych zwierząt, było odpowiednie wychowanie młodych.
Wkrótce po zakończeniu sianokosów Jessie i Bluebell oszczeniły się, wydając na świat dziewięć silnych piesków. Gdy tylko przestały ssać, Napoleon odebrał je matkom, zapewniając, że odtąd sam będzie odpowiadać za ich wychowanie. Umieścił szczenięta na strychu, dokąd można było wejść tylko po drabinie z siodłami, i trzymał je w takim odosobnieniu, że wkrótce o nich zapomniano.
Niebawem wyszło na jaw, gdzie znikało mleko. Świnie wlewały je sobie codziennie do karmy. Tymczasem dojrzewały wczesne odmiany jabłek, a trawa w sadzie pokryła się owocami, które strącił wiatr. Zwierzęta były święcie przekonane, że spady zostaną podzielone po równo, jednak pewnego dnia ogłoszono, że mają zostać zebrane i przeniesione do siodłami - dla świń. Dały się słyszeć sarkania, ale nie odniosły żadnego skutku. Wszystkie świnie były w tym punkcie zgodne, nawet Snowball i Napoleon. Niezbędnych wyjaśnień udzielił Squealer.
- Towarzysze! - kwiczał głośno - chyba nie sądzicie, mam nadzieję, że my zjadamy jabłka i mleko, bo jesteśmy samolubni i żądamy przywilejów? Tak naprawdę, wielu z nas nie lubi ani jednego, ani drugiego. Sam nie przepadam za jabłkami. Naszym jedynym celem jest zachowanie zdrowia. Mleko i jabłka (dowiodła tego nauka, towarzysze) zawierają substancje niezbędne dla dobrego samopoczucia świń. My, świnie, pracujemy bowiem umysłami. Całe zarządzanie folwarkiem i jego organizacja spoczywają na naszych głowach. Dzień i noc trwamy na straży waszego dobrobytu. To dla własnego dobra pijemy mleko i zjadamy jabłka. Czy wiecie, co by było, gdybyśmy zaniedbali obowiązki? Wróciłby Jones! Tak, wróciłby Jones! Czy aby na pewno, towarzysze - kwiczał Squealer niemal z nutą błagania w głosie, kiwając się z boku na bok i szybko poruszając ogonkiem - czy aby na pewno nie ma wśród was nikogo, kto chciałby powrotu Jonesa?
Istotnie, jeśli zwierzęta były czegokolwiek zupełnie pewne, to tego, iż nie chcą powrotu Jonesa. Wobec takiego argumentu nie miały już nic do powiedzenia. Konieczność utrzymania świń w dobrym zdrowiu była aż nadto przekonywająca. Bez dalszych sporów wyrażono zatem zgodę, by zarówno mleko, jak strącone przez wiatr jabłka (oraz większość dojrzałych owoców, gdy zbierze się je z drzew) przypadły wyłącznie
świniom.

4

U schyłku lata o wydarzeniach na Folwarku wiedziano już w całej okolicy. Snowball i Napoleon codziennie wysyłali stado gołębi, którym nakazano odwiedzać zwierzęta z sąsiednich folwarków, opowiadać im o Powstaniu i uczyć melodii hymnu "Zwierzęta Anglii".
Pan Jones przesiadywał w pubie "Pod Czerwonym Lwem" w Willingdon, skarżąc się każdemu, kto go tylko chciał wysłuchać, na krzyczącą niesprawiedliwość, jakiej doznał: oto został wygnany z własnego majątku przez bandę podłych bydląt. Inni gospodarze współczuli mu z całego serca, początkowo jednak żaden nie kwapił się z pomocą. Każdy przemyśliwał skrycie, jakie korzyści mógłby wyciągnąć z tarapatów sąsiada. Na szczęście dla zwierząt właściciele dwóch przyległych gospodarstw stale darli ze sobą koty. Pierwszy folwark, Foxwood, był rozległy, zaniedbany i zacofany; na pola wdzierał się las, pastwiska zostały wyjałowione, a większość ogrodzeń uległa zniszczeniu. Właściciel tej ruiny, pan Pilkington, był niefrasobliwym dżentelmenem, któremu całe dnie schodziły na łowieniu ryb lub polowaniu, w zależności od sezonu. Drugie gospodarstwo, zwane Pinchfieid, było mniejsze i lepiej utrzymane. Jego właściciel, niejaki Frederick, sprytny, przebiegły jegomość, wiecznie uwikłany w procesy sądowe, znany był w okolicy z głowy do interesów. Ci dwaj nie cierpieli się do tego stopnia, że w żaden sposób nie mogli dojść do jakiegokolwiek porozumienia, nawet jeśli obu przyniosłoby ono pożytek.
Niemniej jednak obaj przerazili się Powstaniem i starali się za wszelką cenę nie dopuścić, by ich własne zwierzęta dowiedziały się zbyt wiele o rebelii. Początkowo udawali, iż pomysł, że jakieś zwierzęta mogłyby samodzielnie prowadzić gospodarstwo, bardzo ich ubawił. Przecież skończy się to najwyżej po dwóch tygodniach, szydzili. Głosili wszem i wobec, iż zwierzęta w Folwarku Dworskim (używali dawnej nazwy, ponieważ słowa "Folwark Zwierzęcy" nigdy by im nie przeszły przez gardło) toczą między sobą nieustanne bójki, a na dobitkę szybko zmierzają do śmierci głodowej. Gdy jednak okazało się, że jakoś nie zdychają z głodu, Frederick i Pilkington zmienili front i odtąd można było od nich usłyszeć, że na folwarku dzieją się okrutne niegodziwości. Tamtejsze zwierzęta, twierdzili z przekonaniem, pożerają się wzajemnie, silniejsze torturują słabsze rozpalonymi do czerwoności podkowami, a samce mają wspólne samice. Oto, do czego prowadzi łamanie praw natury, powiadali sąsiedzi pana Jonesa.
Jednak ich opowieściom nie dawano całkowicie wiary. Wiadomości o wspaniałym folwarku, skąd wyrzucono ludzi i gdzie zwierzęta rządziły się po swojemu, zaczęły krążyć w formie niejasnych i zniekształconych pogłosek i przez okolicę w ciągu roku przeszła fala buntu. Byki, potulne do tej pory, jakby giez ukąsił, owce przewracały ogrodzenia i wyjadały koniczynę, krowy rozwalały kopniakami wiadra z mlekiem, używane do polowań konie nie chciały brać przeszkód i zrzucały jeźdźców. Najgorsze zaś było to, że wszędzie znano melodię, a nawet słowa hymnu "Zwierzęta Anglii". Popularność tej pieśni rosła w zastraszającym tempie. Ludzie nie mogli ukryć wściekłości, kiedy ją słyszeli, choć - by nie utracić twarzy - twierdzili, że to żałosne pobekiwanie. Wprost nie pojmują, mawiali z wyższością, jak nawet zwierzęta mogą wyśpiewywać podobne idiotyzmy. Każde zwierzę schwytane na nuceniu hymnu natychmiast batożono. Mimo to "Zwierzęta Anglii" słychać było na każdym kroku. Kosy świstały tę pieśń w żywopłotach, gołębie gruchały ją na gałęziach wiązów, jej melodia pobrzmiewała w dźwiękach dochodzących z kuźni i w biciu kościelnych dzwonów. Słuchając "Zwierząt" ludzie skrycie drżeli, znajdując w pieśni zapowiedź swojego przyszłego losu.
Na początku października, gdy zebrano już zboże, złożono je w stogi i częściowo wymłócono, stadko gołębi zawirowało w powietrzu i usiadło na podwórzu Folwarku, wielce czymś przejęte. Oto Jones, jego wszyscy parobkowie i szóstka osiłków z Foxwood i Pinchfield wdarli się przez pięciobelkową bramę i maszerują drogą wiodącą do budynków. Wszyscy trzymają w rękach kije, a idący na czele Jones - dubeltówkę. Najwidoczniej przybyli, by odbić folwark.
Atak dawno przewidziano i wszystko zostało zawczasu przygotowane. Operacją obronną dowodził Snowball, który przestudiował starą książkę o kampaniach Juliusza Cezara, znalezioną w domu Jonesa. Szybko wydał rozkaz i za kilka minut każde zwierzę było już na posterunku.
Na widok zbliżającej się gromadki knur dał sygnał do pierwszego ataku. Wszystkie gołębie, w liczbie trzydziestu pięciu, przefrunęły nad głowami napastników, oddając z wysoka kał, a gdy poszkodowani się wycierali, ruszyły na nich gęsi, ukryte dotąd za żywopłotem, i zaczęły zajadle szczypać ludzi w łydki. Był to jednak tylko niewielki manewr taktyczny, przeprowadzony po to, by w szeregi wroga wkradło się zamieszanie, zaatakowani bowiem łatwo odpędzili gęsi kijami. Wówczas Snowball poderwał drugą falę ataku. Muriel, Benjamin i wszystkie owce, na czele z knurem, rzuciły się na wroga, pchając i bodąc ludzi ze wszystkich stron, Benjamin zaś odwrócił się tyłem i atakował przybyszów wierzgając kopytkami. Jednak walący kijami i wymierzający kopniaki podkutymi butami ludzie raz jeszcze wzięli górę; nagle Snowball kwiknął przeraźliwie, co było sygnałem do odwrotu: zwierzęta zawróciły i ruszyły przez bramę na podwórko.
Mężczyźni wydali okrzyk triumfu. Zwierzęta, zdaniem napastników, uciekały w popłochu, pobiegli więc za nimi bezładną gromadą. Tego właśnie oczekiwał Snowball Skoro tylko zapuścili się w głąb podwórza, trzy konie, trzy krowy i pozostałe świnie, czyhające w oborze, znalazły się na tyłach wroga, odcinając odwrót. Snowball dał rozkaz do ataku. On sam pędził prosto na Jonesa, który na widok rozpędzonego knura podniósł dubeltówkę i wypalił. Śruciny przeorały krwawymi pręgami świński grzbiet, a jedna z owiec padła trupem. Nie przerywając biegu Snowball z całej siły uderzył w nogi Jonesa swoimi siedemdziesięcioma kilogramami żywej wagi. Mężczyzna upadł na kupę gnoju, wypuściwszy z rąk fuzję. Jednak najbardziej przejmował zgrozą widok Boxera, który stanąwszy dęba wymachiwał wielkimi, podkutymi żelazem kopytami, niczym ogier. Pierwszy cios sięgnął głowy chłopca stajennego z Foxwood, który bez życia padł w błoto. Widząc to kilkunastu parobków porzuciło kije, usiłując czmychnąć, gdzie pieprz rośnie. W panice uciekali przed zwierzętami, które po chwili ścigały ich zawzięcie dookoła podwórka. Bodły, kopały, gryzły, tratowały. Nie było zwierzęcia, które nie mściłoby się po swojemu. Nawet kot nagle skoczył z dachu na ramiona jakiegoś pastucha i wbił mu się w kark pazurami; zaatakowany jął przeraźliwie wrzeszczeć. Gdy w pewnej chwili odsłoniło się przejście, ludzie ochoczo wybiegli z pułapki, pędząc ku szosie ile sił w nogach. Tak oto natarcie nie trwało nawet pięciu minut: napastnicy pierzchali haniebnie tą samą drogą, którą nadeszli, stadko gęsi zaś syczało na nich i szczypano w łydki.
Uciekli wszyscy wyjąwszy jednego. Na podwórzu Boxer trącał kopytem chłopca stajennego leżącego twarzą w błocie, daremnie usiłując przewrócić go na plecy. Chłopiec nie ruszał się.
- Nie żyje - stwierdził ze smutkiem Boxer. - Przecież nie chciałem go zabić. Zapomniałem, że na nogach mam żelaza. Czy ktoś mi teraz uwierzy, że nie zrobiłem tego umyślnie?
- Porzućcie sentymenty, towarzyszu! - zawołał Snowball, którego rany jeszcze krwawiły. - Wojna to wojna. Dobry człowiek to martwy człowiek.
- Nie chcę nikomu odbierać życia, nawet ludziom - powtórzył Boxer ze łzami w oczach.
- Gdzie podziała się Mollie? - ktoś zawołał. Rzeczywiście, po klaczy nie było śladu. Przez kilka minut panowało zamieszanie; obawiano się, że ludzie wyrządzili jej krzywdę lub nawet uprowadzili. Wreszcie odnaleziono Mollie w stajni: ukryła się tam, wcisnąwszy łeb w żłób wypełniony sianem. Umknęła w popłochu z pola bitwy, na odgłos wystrzału. Gdy zwierzęta wróciły z poszukiwań, okazało się, że chłopiec stajenny, który został jedynie zamroczony, odzyskał przytomność i dał nogę.
Zwierzęta zebrały się w gromadę, ślepia płonęły im z wielkiego podniecenia, a każde wykrzykiwało o swoich bohaterskich czynach w bitwie. Natychmiast zaimprowizowano uroczystość na cześć zwycięstwa. Na maszt wciągnięto flagę, kilkanaście razy odśpiewano "Zwierzęta Anglii", zabitej owcy wyprawiono uroczysty pogrzeb, a na jej grobie zasadzono krzak głogu. Przedtem Snowball wygłosił mowę, podkreślając, iż każde zwierzę powinno, jeśli zajdzie potrzeba, oddać życie za Folwark.
Wszystkie zwierzęta jednogłośnie wyraziły zgodę na ustanowienie odznaczenia wojskowego "Bohater Zwierzęcy Pierwszej Klasy", którym natychmiast udekorowano Snowballa i Boxera. Odznaczenie miało postać mosiężnego medalu (były to w istocie stare końskie brzękadła, których cały stos znaleziono w siodłami); postanowiono, że można je nosić w niedziele i dni świąteczne. Ustanowiono także odznaczenie "Bohater Zwierzęcy Drugiej Klasy", które przyznano pośmiertnie zabitej owcy.
Długo spierano się, jaką nazwę nadać bitwie. Wreszcie zdecydowano się na "Bitwę pod Oborą", jako że właśnie stamtąd ruszyła zasadzka. Odnaleziono w błocie dubeltówkę pana Jonesa, a ponieważ w domu stało pudełko ładunków, postanowiono, że fuzję umieści się u stóp masztu, niczym wiwatówkę, i co rok dwukrotnie odda się z niej strzał. Po raz pierwszy - dwunastego października, w rocznicę Bitwy pod Oborą, po raz drugi zaś - w wigilię świętego Jana, czyli w rocznicę Powstania.

5

Wraz ze zbliżaniem się zimy Mollie przysparzała coraz więcej kłopotów. Każdego ranka spóźniała się do pracy, tłumacząc zwierzętom, że zaspała; narzekała też na jakieś tajemnicze dolegliwości, choć apetyt jej dopisywał. Przerywała robotę pod byle pretekstem i szła nad sadzawkę, gdzie wystawała całymi godzinami, wpatrując się tępo w swoje odbicie. Krążyły jednak również bardziej niepokojące pogłoski. Pewnego dnia, gdy Mollie, wielce czymś rozradowana, spacerowała po podwórzu machając ogonem i żując garstkę siana, podeszła do niej Clover i wzięła ją na stronę.
- Mollie - oznajmiła - chciałabym z tobą poważnie porozmawiać. Dziś rano widziałam na własne oczy, jak patrzyłaś przez żywopłot dzielący nas od Foxwood. Po przeciwnej stronie stał jeden z parobków pana Pilkingtona. I - byłam wprawdzie daleko, jednak jestem prawie pewna, że to zobaczyłam - on mówił coś do ciebie, a ty pozwalałaś mu głaskać się po nosie. Co to ma znaczyć, Mollie?
- Nie głaskał mnie! W ogóle tam nie byłam! To wszystko nieprawda! - krzyknęła Mollie podskakując nerwowo i grzebiąc kopytem w ziemi.
- Mollie! Spójrz mi w oczy. Czy możesz dać słowo honoru, że ten parobek nie głaskał cię po nosie?
- To nieprawda! - powtórzyła Mollie, jednak nie potrafiła spojrzeć Clover prosto w oczy; w następnej chwili odwróciła się i pogalopowała na pole.
Nagła myśl uderzyła Clover. Nie mówiąc nic nikomu poszła do stajni i rozgrzebała słomę na posłaniu Mollie. Odnalazła tam stosik kostek cukru oraz kilkanaście pęków różnobarwnych wstążek.
W trzy dni później Mollie zniknęła. Przez kilka tygodni nikt o niej nie słyszał, a potem gołębie doniosły, że spostrzegły ją za Willingdon. Była zaprzężona do niewielkiej dwukółki polakierowanej na czerwono i czarno, stojącej pod miejscowym pubem. Jakiś otyły, czerwony na gębie jegomość w kraciastych bryczesach i w kamaszach, wyglądający na knajpiarza, głaskał ją po nosie i podsuwał kostkę cukru. Mollie miała świeżo podstrzyżoną sierść, a w grzywę na czole wpleciono jej szkarłatną wstążkę. Zdaniem gołębi, wyglądała na zadowoloną. Nikt nigdy więcej o niej nie wspomniał.
W styczniu nadeszły siarczyste mrozy; ziemia stwardniała na kamień, w polu nie było żadnej roboty. W wielkiej stodole odbyło się sporo wieców, a świnie zajęły się planowaniem pracy na nadchodzący sezon. Utarło się, że właśnie one, jako o niebo mądrzejsze od innych zwierząt, podejmowały wszelkie decyzje dotyczące folwarku, choć postanowienia te nabierały mocy dopiero po głosowaniu i aprobacie większości zgromadzonych. Taki system byłby całkiem dobry, gdyby nie ustawiczne kłótnie Snowballa z Napoleonem. Ci dwaj wadzili się dosłownie przy każdej okazji. Jeśli pierwszy proponował, by obsiać więcej pola jęczmieniem, było pewne jak to, że dwa razy dwa jest cztery, iż drugi zażąda więcej ziemi pod owies; jeśli pierwszy orzekł, że na takim-a-takim polu można siać kapustę, drugi twierdził, że nic podobnego - grunt nadaje się tylko pod rośliny okopowe. Oba knury miały swoich zwolenników, a ich spory wzbudzały gwałtowne dyskusje. Snowball często potrafił zjednać sobie większość dzięki swym znakomitym wystąpieniom, poza tym jednak Napoleon przewyższał go umiejętnością kaptowania sobie stronników. Znakomicie poszło mu z owcami. Z czasem zaczęły z zamiłowaniem beczeć jak najęte - czy było trzeba czy nie - "cztery nogi: dobrze, dwie nogi: źle", często przerywając w ten sposób wiec. Zauważono, iż nabrały upodobania do takich koncertów zwłaszcza w najważniejszych momentach przemówień Snowballa. Knur ów dokładnie przestudiował kilka starych egzemplarzy "Rolnika i Hodowcy Bydła", które znalazł w domu Jonesa, i snuł teraz wielkie plany rozmaitych nowości i ulepszeń. Opowiadał uczonym tonem o drenach, silosowaniu i tomasynie, a także opracował skomplikowany system nawożenia pól przez zwierzęta, które miały oddawać kał bezpośrednio na polach, codziennie w innym miejscu, by dzięki temu zaoszczędzić na transporcie nawozów. Napoleon niczego nie proponował, jedynie powtarzał spokojnie, że pomysły Snowballa są nic nie warte; ponadto widać było, że czeka tylko na sposobność, by wziąć odwet na rywalu. Ich najzajadlejszy spór dotyczył wiatraka.
Na rozległym pastwisku, opodal budynków gospodarczych, znajdowało się niewielkie wzniesienie, najwyżej położone miejsce na folwarku. Po zbadaniu terenu Snowball oświadczył, że właśnie tam najlepiej postawić wiatrak, który będzie mógł napędzać prądnicę dostarczającą energii elektrycznej. Dzięki temu oświetlono by stajnie i ogrzano je zimą; ponadto ruszy piła tarczowa, sieczkarnia, krajalnia buraków oraz elektryczna dój arka. Zwierzęta nigdy nie słyszały o podobnych wynalazkach (folwark należał do zacofanych i znajdowały się na nim jedynie najprostsze, prymitywne narzędzia), wytrzeszczały więc oczy, gdy Snowball roztaczał przed nimi obrazy wspaniałych maszyn wyręczających je w pracy, podczas gdy one będą szczypać beztrosko trawę na łąkach lub doskonalić umysły lekturą i konwersacją.
W ciągu kilku tygodni Snowball przygotował wszystkie plany. Szczegóły techniczne zaczerpnął głównie z trzech książek należących niegdyś do pana Jonesa:
Tysiąc pożytecznych usprawnień we własnym domu, Każdy może być murarzem oraz Elektryczność dla początkujących. Na pracownię przeznaczył szopę, w której dawniej stały inkubatory: podłoga była tam z gładkiego i niezbyt twardego drewna i łatwo dawało się na niej rysować. Knur zamykał się w szopie na całe godziny. Dookoła leżały książki pozakładane kamieniami, a on, chwyciwszy kłykciami racicy kawałek kredy, uwijał się szybko rysując jedną linię za drugą i pokwikując cicho z zaaferowania. Stopniowo kreski zmieniły się w skomplikowaną plątaninę korb i kół zębatych, pokrywającą niemal połowę podłogi: choć zwierzęta niczego nie pojmowały z tej gmatwaniny, robiła na nich wrażenie. Wszystkie zachodziły przynajmniej raz dziennie do pracowni, by rzucić okiem na rysunki. Przy-człapały nawet kury i kaczki, bacząc pilnie, by nie zadeptać kredowych linii. Tylko Napoleon trzymał się na uboczu. Od samego początku głosił, że jest przeciwnikiem budowy wiatraka. Jednak pewnego dnia nieoczekiwanie zjawił się, by obejrzeć plany. Obszedł je dookoła stąpając ciężko, dokładnie przyjrzał się wszystkiemu z bliska, kilkakrotnie obwąchał kreski, wreszcie nagle podniósł nogę, oddał mocz na rysunki i wyszedł bez słowa.
Sprawa wiatraka spowodowała podział wśród mieszkańców folwarku. Snowball nie ukrywał, że budowa będzie trudnym przedsięwzięciem. Należy wyrąbać kamienne bloki, ociosać je, zrobić ściany, wykonać skrzydła, na koniec - zdobyć prądnice i kable. (Gdzie - tego już Snowball nie powiedział.) Zapewniał jednak, że wszystkie prace potrwają rok. A gdy wiatrak już stanie, zapowiadał, oszczędzi się tyle wysiłku, że zwierzęta będą mogły pracować tylko przez trzy dni w tygodniu. Co się zaś tyczy Napoleona, powtarzał on z naciskiem, że najpilniejszą potrzebą chwili jest zwiększenie produkcji żywności, a jeśli będzie się tracić czas na jakieś wiatraki, wszyscy na folwarku pozdychają z głodu. Zwierzęta podzieliły się na dwa stronnictwa głosząc takie oto hasła: "Głosuj za Snowballem i trzema dniami pracy" oraz "Głosuj za Napoleonem i pełnym żłobem". Tylko Benjamin nie wypowiedział się po żadnej ze stron. Nie wierzył ani w to, że żywności będzie w bród, ani w to, że dzięki wiatrakowi zwierzętom będzie lżej. Z wiatrakiem czy bez wiatraka, filozofował, życie pójdzie tak, jak szło zawsze, to znaczy kiepsko.
Kolejnym przedmiotem sporu stała się obrona folwarku. Rozumiano doskonale, że choć ludzie zostali pokonani w Bitwie pod Oborą, mogą w każdej chwili powtórzyć atak, i to z jeszcze większą determinacją niż poprzednio, by odbić gospodarstwo i przywrócić rządy Jonesa. Istniały wszelkie powody, by tak przypuszczać, albowiem wieści o klęsce rozeszły się po okolicy, powodując, iż zwierzęta w sąsiednich folwarkach zaczęły coraz bardziej stawać okoniem. Snowball i Napoleon jak zwykle nie zgadzali się i w tym punkcie. Napoleon twierdził bowiem, że zwierzęta powinny przede wszystkim postarać się o broń palną i wyćwiczyć w jej użyciu. Snowball był za wysyłaniem coraz liczniejszych stad gołębi, które miały wzniecać bunt wśród zwierząt w całej okolicy. Pierwszy knur przekonywał, że jeśli mieszkańcy folwarku nie potrafią obronić się sami, zostaną niechybnie pokonani, drugi zaś dowodził, że gdy wszędzie wybuchną powstania, zniknie potrzeba obrony przed kimkolwiek. Zwierzęta słuchały najpierw Napoleona, potem Snowballa, i nie mogły się zdecydować, komu przyznać rację; jakoś zawsze zgadzały się z tym, który mówił ostatni.
Wreszcie nadszedł dzień, w którym plany Snowballa zostały ostatecznie ukończone. Najbliższej niedzieli podczas zwykłego zgromadzenia miano głosować o ich przyjęciu lub odrzuceniu. Gdy zwierzęta zebrały się w wielkiej stodole, Snowball wstał i mimo że co pewien czas przerywało mu beczenie owiec, przedstawił argumenty za budową. Sprzeciwił mu się Napoleon. Powstał i bardzo spokojnie powiedział, że wiatrak to bzdura i nikomu nie radzi głosować za; następnie usiadł. Jego wystąpienie trwało niecałe pół minuty i wydawało się, że wcale mu nie zależy na przekonaniu kogokolwiek. Snowball zerwał się, jakby pchnięty niewidzialną sprężyną; wrzasnął na owce, które zaczęły swój koncert, i jął namiętnie apelować do zgromadzenia, by poparło jego projekt. Dotychczas sympatie zwierząt rozkładały się równomiernie między obu oponentów, jednak dar wymowy Snowballa w jednej chwili zburzył tę równowagę. Knur w płomiennych słowach przedstawił obraz Folwarku Zwierzęcego w niedalekiej przyszłości, kiedy to z pleców zwierząt spadnie brzemię ciężkiej harówki. Wyobraźnią sięgnął daleko, poza zwykłe sieczkarnie i krajalnice rzepy. Prąd, perorował, będzie napędzać młockarnie, pługi, brony, ubijarki, żniwiarki i snopowiązałki; dzięki niemu oświetli się każdy boks, w którym będzie ciepła i zimna woda oraz grzejnik elektryczny. Gdy umilkł, nikt nie miał żadnych wątpliwości co do wyniku głosowania. W tej samej jednak chwili Napoleon wstał i rzuciwszy Snowballowi szczególne, kosę spojrzenie, wydał przenikliwy kwik, jakiego nigdy przedtem nie słyszano.
Na ów sygnał rozległo się na zewnątrz straszliwe ujadanie, a potem dziewięć ogromnych psów w obrożach nabijanych mosiężnymi kolcami wpadło jak burza do stodoły. Wszystkie rzuciły się wprost na Snowballa, który ledwie uskoczył przed ich rozwartymi paszczami. W mgnieniu oka znalazł się za wrotami, umykając ścigającej go sforze. Osłupiałym i przerażonym zwierzętom dosłownie odebrało dech w piersiach; wszystkie stłoczyły się na progu, obserwując pościg. Snowball pruł jak strzała po rozległym pastwisku, prowadzącym ku szosie. Umykał tak szybko, jak tylko potrafi umykać świnia, jednak bestie już go dopadały. Nagle potknął się i było niemal pewne, że zginął. Ale nie - podniósł się i zaczął biec jeszcze szybciej, choć psy znajdowały się tuż tuż. Wydawało się, że najbliższy chwycił go za ogon, lecz na swoje szczęście knur zdołał się jakoś uwolnić. Natężył wszystkie siły, pognał jeszcze szybciej, wyprzedził psy dosłownie o kilkanaście centymetrów, dopadł dziury w żywopłocie i nikt go nigdy więcej nie widział.
Przerażone zwierzęta weszły w milczeniu chyłkiem do stodoły. Po chwili wbiegły tam w podskokach psy. Początkowo nikt nie miał pojęcia, skąd się wzięły na folwarku, wkrótce jednak wszystko stało się jasne: były to te same szczenięta, które Napoleon odebrał niegdyś matkom i wziął na wychowanie. Choć nie osiągnęły jeszcze dojrzałego wieku, były potężnej postury, a srogim wyglądem dorównywały wilkom. Nie odstępowały Napoleona. Zauważono, że merdają doń ogonami, tak jak zwykły to czynić inne psy na widok pana Jonesa.
Napoleon, mając psy za sobą, wstąpił teraz na to samo podwyższenie, na którym spoczywał niegdyś Major, gdy wygłaszał pamiętną mowę. Oświadczył zebranym, że odtąd nie będzie już wieców w niedzielne poranki. Są zbędne, ogłosił, a ponadto zwierzęta tracą czas na darmo. W przyszłości wszelkie zagadnienia związane z pracą na folwarku będzie rozstrzygać specjalny komitet świń pod jego osobistym przewodnictwem. Członkowie takiego komitetu spotkają się na osobności, a potem zawiadomią folwark o podjętych decyzjach. Zwierzęta będą się zbierać w każdą niedzielę rano, by oddać honory fladze, odśpiewać "Zwierzęta Anglii" oraz wysłuchać rozporządzeń dotyczących planu pracy na nadchodzący tydzień; jednak swobodne dyskusje zostaną skasowane.
Mimo wstrząsu, jakiego zwierzęta doznały po wygnaniu Snowballa, słowa Napoleona wywołały pewne zaskoczenie. Niektórzy z obecnych może by i protestowali, jednak brakowało im jakoś odpowiednich argumentów. Nawet Boxer poczuł się niewyraźnie. Stulił uszy, zaczął potrząsać grzywą i usiłował zebrać myśli, jednak mimo wysiłków nie zdołał powiedzieć ani słowa. Okazało się za to, że niektóre świnie nie zapomniały języka w gębie. Cztery młode tuczniki siedzące w pierwszym rzędzie wydały przenikliwy kwik niezadowolenia;
wszystkie zerwały się z miejsc i zaczęły jednocześnie mówić. Nagle psy otaczające Napoleona wydały głuche, ostrzegawcze warknięcie: protesty ustały jak nożem uciął, a wieprzki usiadły z powrotem. Wówczas odezwały się przeraźliwym beczeniem owce, wykrzykując:
"Cztery nogi: dobrze, dwie nogi: źle"; trwało to blisko kwadrans i do reszty uniemożliwiło jakąkolwiek dalszą dyskusję.
Po pewnym czasie wysłano do zwierząt Squealera, by wyjaśnił sens nowych zarządzeń.
- Towarzysze - zaczął - ufam, że każdy z was w pełni docenia poświęcenie, które wziął na barki towarzysz Napoleon podejmując ten dodatkowy obowiązek. Niech nikomu się nie wydaje, towarzysze, że pełnienie funkcji przywódcy jest przyjemnością! Wprost przeciwnie: stanowisko to oznacza przyjęcie głębokiej i rozległej odpowiedzialności. Nikt nie jest gorętszym niż towarzysz Napoleon orędownikiem zasady, wedle której wszystkie zwierzęta są równe. Zapewniam, że byłby najszczęśliwszą świnią pod słońcem, gdybyście mogli podejmować decyzje sami. Jednak niekiedy mogłaby zdarzyć się wam niewłaściwa decyzja, towarzysze - i co wtedy? Przypuśćmy na przykład, że postanowiliście poprzeć Snowballa i jego mrzonki o wiatrakach; Snowballa, który, jak obecnie wiadomo, okazał się niewiele lepszy od zwykłego kryminalisty.
- Ale walczył dzielnie w Bitwie pod Oborą - zauważył ktoś.
- Odwaga to jeszcze nie wszystko - odparł Squealer. - Daleko ważniejsze są lojalność i posłuszeństwo. Co zaś do Bitwy pod Oborą, jestem pewny, że nadejdzie dzień, w którym okaże się, iż jego dokonania zostały wyolbrzymione. Dyscyplina, towarzysze, żelazna dyscyplina! Oto hasło dnia. Jeden fałszywy krok, towarzysze, i wrogowie wsiądą nam na karki. Czy jesteście zupełnie przekonani, że nie chcecie powrotu Jonesa?
I znów na takie dictum nikt nie znalazł odpowiedzi. Oczywiście zwierzęta nie chciały powrotu Jonesa i jeśli niedzielne zebrania miałyby spowodować ów powrót, nie ulegało wątpliwości, iż należy je skasować. Boxer, który zdążył już wszystko przemyśleć, dał wyraz ogólnemu uczuciu, oświadczając: "Jeśli tak mówi towarzysz Napoleon, musi to być słuszne". Odtąd maksymę:
"będę pracować jeszcze więcej" uzupełnił inną: "Napoleon ma zawsze rację".
Tymczasem pogoda zelżała i nadeszła pora wiosennych orek. Szopę, w której Snowball robił plany wiatraka, zamknięto na cztery spusty: wszyscy byli przekonani, że rysunki starto z podłogi. Każdego niedzielnego przedpołudnia o godzinie dziesiątej zwierzęta gromadziły się w wielkiej stodole, by wysłuchać rozkazów na nadchodzący tydzień. Odkopano w sadzie nagą już czaszkę Majora i umieszczono na pieńku u stóp masztu, obok fuzji. Po wciągnięciu flagi udające się do stodoły zwierzęta musiały przedefilować przed czaszką w skupieniu. W sali zebrań nie siedziały już wszystkie razem, jak niegdyś. Napoleon, Squealer oraz pewien wieprz imieniem Minimus, obdarzony szczególnym talentem do układania pieśni i poematów, sadowili się na przedzie podwyższenia; całą trójkę otaczało półkolem dziewięć młodych psów, a pozostałe świnie siedziały z tyłu. Reszta zwierząt zajmowała miejsca naprzeciw, wypełniając środek stodoły. Napoleon odczytywał rozkazy szorstkim, żołnierskim tonem i po odśpiewaniu "Zwierząt Anglii" wszyscy się rozchodzili.
Trzeciej niedzieli po wygnaniu Snowballa zwierzęta zostały nieco zaskoczone obwieszczeniem Napoleona, iż wiatrak będzie jednak budowany. Knur nie podał żadnych powodów zmiany decyzji; po prostu zapowiedział, że podjęcie tego dodatkowego zadania oznacza bardzo ciężką pracę, a nawet konieczność zmniejszenia racji żywnościowych. Wszystko zostało przygotowane aż do na
leon
05-03-2005
23:34:11


:/
dajcie zyc
Kal Zakath
05-03-2005
23:34:56


Cholera, ucięło w połowie


Wszystko zostało przygotowane aż do najdrobniejszego szczegółu. Specjalnie powołany komitet świń w pocie czoła opracowywał plany przez ostatnie trzy tygodnie. Obliczono, że postawienie wiatraka wraz z rozmaitymi ulepszeniami zajmie dwa lata.
Tego wieczoru Squealer tłumaczył w zaufaniu zwierzętom, że Napoleon nigdy właściwie nie był przeciwnikiem budowy wiatraka. Wprost przeciwnie, to właśnie on od samego początku popierał projekt, a plany, które Snowball rysował na podłodze wylęgami, zostały wykradzione z jego papierów. Wiatrak był faktycznie pomysłem Napoleona.
- Zgoda - zauważył ktoś - dlaczego więc tak mu się sprzeciwiał?
W tym momencie Squealer zrobił bardzo chytrą minę.
- Był to - wyjaśniał - podstęp towarzysza Napoleona. On tylko udawał, że uważa projekt za mrzonkę;
był to po prostu manewr, który miał doprowadzić do pozbycia się Snowballa, osobnika niebezpiecznego, a na dobitkę wywierającego fatalny wpływ na otoczenie.
Ale teraz, gdy Snowballa już nie ma, można przystąpić do budowy, która będzie przebiegać bez zakłóceń. Jest to coś - wyjaśniał Squealer - co nazywa się taktyką. Taktyka, towarzysze, taktyka - powtórzył kilkakrotnie, kiwając się, kręcąc ogonkiem i chichocząc wesoło. Wprawdzie zwierzęta nie były pewne, co oznacza to słowo, jednak Snowball mówił tak przekonywająco, a trzy psy, które dziwnym zbiegiem okoliczności znalazły się w pobliżu, warczały tak groźnie, że wyjaśnienie przyjęto bez dalszych pytań.

6

Przez cały rok zwierzęta harowały bez wytchnienia. Jednak na nic nie narzekały, nie szczędziły trudu i poświęceń, dobrze wiedząc, że pracują wyłącznie dla własnej korzyści oraz dla dobra przyszłych zwierzęcych pokoleń, a nie dla bandy ludzi - próżniaków i złodziei.
Wiosną i latem pracowały po sześćdziesiąt godzin tygodniowo, a w sierpniu Napoleon zapowiedział, że trzeba będzie również skasować wypoczynek w niedzielne popołudnia. Zajęcia w tym czasie byłyby oczywiście najzupełniej dobrowolne, ale każde zwierzę, które się od nich uchyli, otrzyma tylko połowę racji żywnościowych. I tak jednak musiano zrezygnować z kilku zaplanowanych zadań. Plony nie były już tak dobre jak poprzedniego roku, a dwa pola, które wczesnym latem miały być obsiane roślinami okopowymi, leżały odłogiem, ponieważ orki nie rozpoczęto we właściwym terminie. Łatwo było przewidzieć, że nadchodząca zima będzie ciężka.
Budowa wiatraka przysparzała nieprzewidzianych kłopotów. Na terenie folwarku znajdowało się zagłębienie, z którego obficie urabiano wapień, a w jednej z szop znaleziono duże zapasy piasku i cementu, materiały budowlane znajdowały się więc pod ręką. Jednak wielkim problemem, z którym zwierzęta nie potrafiły się początkowo uporać, było rozbijanie brył wapienia na kawałki odpowiedniej wielkości. Można było tego dokonać wyłącznie za pomocą kilofów i łomów żelaznych, którymi nie potrafiło posługiwać się żadne zwierzę, bo też i żadne zwierzę nie umiało stanąć na tylnych nogach. Dopiero po tygodniach bezowocnych wysiłków ktoś wpadł na trafny pomysł, by wykorzystać siłę ciążenia. Masywne głazy, zbyt wielkie na potrzeby budowy, leżały na dnie kamieniołomu. Zwierzęta obwiązywały je linami, a potem wszystkie razem, kozy, konie, owce, każde zwierzę, które mogło utrzymać linę - nawet świnie czasem pomagały w gorących momentach - z rozpaczliwą powolnością wlokły bryły na szczyt wzniesienia, skąd spychano je w dół, gdzie rozbijały się na kawałki. Przenoszenie rozkruszonego materiału było już stosunkowo łatwe. Konie wywoziły go w wozach, owce wlokły pojedyncze bloki, nawet Muriel i Benjamin zaprzęgały się do starej dwukółki, uczestnicząc we wspólnym wysiłku. U schyłku lata zebrano wystarczający zapas kamieni, a następnie pod nadzorem świń rozpoczęto budowę.
Postępowała ona jednak powoli i żmudnie. Często wciągnięcie pojedynczej bryły wapienia na szczyt wzgórka kosztowało cały dzień nieopisanego trudu i mozołu, a bywało, że gdy kamień spadł, nie rozbijał się. Zwierzęta nie osiągnęłyby wiele, gdyby nie Boxer, którego siła dorównywała chyba sile pozostałych mieszkańców folwarku razem. Gdy wleczony ciężar zaczynał się staczać, ściągając w dół krzyczące z rozpaczy zwierzęta, koń zawsze przychodził w sukurs: napinał potężne mięśnie, naprężał linę i zatrzymywał głaz. Wspinał się ciężko, krok po kroku, szybko oddychał, czubki podków wczepiały się w grunt, a z wielkich boków zwierzęcia lały się strumienie potu. Ów widok napełniał wszystkich podziwem. Clover ostrzegała niekiedy Boxera, żeby uważał na siebie i nie przeciążał mięśni, jednak koń jej nie słuchał. Uznał, że jego dwie maksymy: "Będę pracować jeszcze więcej" i "Napoleon ma zawsze rację" są wystarczającą receptą na wszystkie problemy. Umówił się z kogutkiem, by ten budził go trzy kwadranse zamiast pół godziny przed innymi zwierzętami. W wolnych chwilach, które teraz zdarzały się jedynie z rzadka, chadzał samotnie do kamieniołomu, ładował wóz odłamkami wapienia i bez niczyjej pomocy ciągnął go na plac budowy.
Mimo ciężkiej pracy zwierzętom nie działo się tego lata źle. Jeśli nawet nie miały więcej pożywienia niż za rządów Jonesa, nie miały też go mniej. Korzyść wypływająca z tego, że produkowały żywność tylko dla siebie i nie musiały już utrzymywać pięciorga ludzi – marnotrawców, była tak wielka, iż trzeba byłoby wielu porażek, by to zniwelować. Wielokroć zwierzęce metody pracy okazywały się też wydajniejsze i szybsze od ludzkich. Niektóre czynności, na przykład pielenie, można było teraz wykonać tak starannie, jak nie potrafiłby żaden człowiek. A ponieważ żadne zwierzę już nie kradło, nie było potrzeby odgradzania pastwisk od pól uprawnych; w ten sposób zaoszczędzono wiele pracy na utrzymaniu w dobrym stanie ogrodzeń i furtek. Niemniej jednak, u schyłku lata zaczęto odczuwać rozmaite nieprzewidziane niedostatki. Brakowało parafiny, oleju, gwoździ, sznura, biszkoptów dla psów, żelaza na końskie podkowy, a żadnego z tych artykułów nie dało się wyprodukować własnymi siłami. Później spodziewano się zapotrzebowania na nasiona, nawozy sztuczne, ponadto różne narzędzia, wreszcie zaś - maszyny do wiatraka. Nikt nie miał zielonego pojęcia, skąd to wszystko wziąć.
Pewnego niedzielnego poranka, gdy zwierzęta się zebrały, aby wysłuchać rozkazów, Napoleon ogłosił, że zdecydował się prowadzić nową politykę. Odtąd Folwark Zwierzęcy nawiąże stosunki handlowe z sąsiednimi gospodarstwami, oczywiście nie dla zarobku, ale po prostu w celu zdobycia pewnych towarów, które są pilnie potrzebne. Uruchomienie wiatraka jest ważniejsze od czegokolwiek innego, oznajmił. Poczynił tedy odpowiednie kroki, by sprzedać stertę siana oraz część tegorocznego zbioru jęczmienia, a później, jeśli potrzeba będzie więcej pieniędzy, zdobędzie się je sprzedając jaja, na które jest zawsze zbyt w Willingdon. Kury, dodał knur, powinny z radością ponieść tę ofiarę, traktując ją jako własny, szczególny wkład w dzieło budowy wiatraka.
Również tym razem zwierzęta poczuły się jakoś niewyraźnie. Nigdy nie zadawać się z ludźmi, nigdy nie zajmować się handlem, nigdy nie używać pieniędzy - czyż postanowienia te nie znalazły się wśród najwcześniejszych uchwał, podjętych na ich pierwszym, triumfalnym wiecu po wygnaniu Jonesa? Wszystkie zwierzęta miały w pamięci te uchwały lub przynajmniej tak im się wydawało. Cztery młode wieprzki, które protestowały, gdy Napoleon skasował wiece, wydały nieśmiały kwik sprzeciwu; ten jednak natychmiast ucichł, bo psy warknęły wściekle. Potem, jak zwykle, owce zabeczały: Cztery nogi: dobrze, dwie nogi: źle!" i szybko zapomniano o tym drobnym incydencie. Wreszcie Napoleon uniósł racicę, by uciszyć zgromadzenie, i ogłosił, że wszystko już załatwił. Żadne zwierzę nie będzie musiało stykać się z ludźmi; byłoby to wysoce niepożądane. On sam gotów jest wziąć na barki wszelkie sprawy związane z prowadzeniem transakcji. Niejaki pan Whymper, prawnik z Willingdon, zgodził się pośredniczyć między Folwarkiem Zwierzęcym i światem zewnętrznym; w każdy poniedziałkowy ranek będzie przyjeżdżać po instrukcje. Napoleon zakończył przemówienie zwykłym okrzykiem: "Niech żyje Folwark Zwierzęcy!" i po odśpiewaniu hymnu "Zwierzęta Anglii" zebranie zostało rozwiązane.
Wkrótce Squealer obszedł obory, stajnie i kurniki, łagodząc niepokój zwierząt. Zapewniał je, że wniosek dotyczący zakazu zajmowania się handlem i używania pieniędzy nigdy właściwie nie został uchwalony, czy też nawet zgłoszony. Tak się tylko wszystkim wydawało, a źródłem nieporozumienia były zapewne kłamstwa rozsiewane przez Snowballa. Wprawdzie kilka zwierząt miało jeszcze pewne wątpliwości, jednak Squealer zadał im kilka chytrych pytań: "Czy jesteście pewni, towarzysze, że to się wam nie śniło? Czy macie jakikolwiek dowód na istnienie takiej uchwały? Czy gdzieś ją zapisano?" Ponieważ nie ulegało żadnej wątpliwości, że nikt nie widział takiego dokumentu, zwierzęta uznały, że się po prostu pomyliły.
Tak jak ustalono, w każdy poniedziałek na folwark przyjeżdżał pan Whymper. Był on niedużym człowieczkiem o cwaniackim wyglądzie; nosił bokobrody, a choć był tylko drobnym doradcą, miał jednak sporo sprytu i pierwszy zrozumiał, że Folwark Zwierzęcy będzie potrzebować pośrednika i że taki interes mu się opłaci. Zwierzęta patrzyły przerażone, jak człowiek kręci się po dziedzińcu, i unikały go, jak mogły. Tym niemniej, widok Napoleona na czworakach, wydającego polecenia Whymperowi stojącemu na dwóch nogach, łechtał ich próżność i częściowo pozwolił pogodzić się z nową sytuacją. Obecnie stosunki z ludźmi uległy zmianie.
Zawiść sąsiadów, gdy zwierzętom zaczęło się lepiej powodzić, bynajmniej nie zmalała, wprost przeciwnie: ludzie nienawidzili teraz zwierząt jak nigdy dotąd. Każdy w okolicy był święcie przekonany, że folwark prędzej czy później zbankrutuje, a nade wszystko - że wiatrak okaże się wielkim niewypałem. Udowadniano sobie przy piwie, posługując się wykresami, że budowla musi się zawalić, jeśli zaś nawet stanie, to i tak maszyny nie będą działać. A jednak mimowolnie zaczęto stopniowo spoglądać z pewnym szacunkiem na sprawność, z jaką zwierzęta sobie radziły. Jednym z objawów tego szacunku było to, że zaprzestano używać poprzedniej nazwy Folwarku Zwierzęcego i już nie upierano się przy mianie "Folwark Dworski". Przestano również popierać Jonesa, który porzucił nadzieje na odzyskanie gospodarstwa i osiedlił się w innej części kraju. Dotychczas Folwark Zwierzęcy utrzymywał kontakty ze światem zewnętrznym wyłącznie za pośrednictwem Whympera, wciąż jednak krążyły pogłoski, że Napoleon lada dzień nawiąże porozumienie handlowe albo z panem Pilkingtonem z Foxwood, albo z panem Frederickiem z Pinchfieid - w żadnym wszakże wypadku, jak zauważono, z obydwoma naraz.
Mniej więcej w tym czasie świnie nieoczekiwanie przeniosły się do domu pana Jonesa i zamieszkały tam na stałe. Zwierzętom znów się wydawało, że wcześniej podjęto rezolucję przeciw takiemu postępowaniu, ale Squealer ponownie je przekonał, iż są w błędzie. Jest bezwzględnie konieczne, dowodził, by świnie, które wykonują na folwarku pracę umysłową, mogły mieć do niej odpowiednie warunki. Ponadto godności Przywódcy (ostatnio zaczął tytułować Napoleona "Przywódcą") bardziej odpowiada mieszkanie w domu niż w zwykłym chlewie. Mimo to niektóre zwierzęta były poruszone, gdy usłyszały, że świnie nie tylko spożywają posiłki w kuchni, a bawialnię zamieniły w pokój wypoczynkowy, ale również sypiają w łóżkach. Boxer przeszedł nad tym do porządku dziennego, mówiąc jak zwykle:
"Napoleon ma zawsze rację", jednak Clover, której wydawało się, że pamięta wyraźny zakaz używania łóżek, poszła pod stodołę i usiłowała odczytać Siedem Przykazań, które wypisano na ścianie. Ponieważ umiała odczytać tylko pojedyncze litery, przywołała Muriel.
- Muriel - poprosiła - przeczytaj mi Czwarte Przykazanie. Czy nie ma tam czegoś o tym, że nie wolno sypiać w łóżku?
Muriel z pewnym trudem przesylabizowała napis.
- Tam jest napisane: "Żadne zwierzę nie będzie spać w łóżku z prześcieradłami"- powiedziała wreszcie.
Clover jakoś dziwnie nie mogła sobie przypomnieć, żeby Czwarte Przykazanie wspominało o prześcieradłach; skoro jednak wypisano to na ścianie, widocznie tak było. Squealer, który akurat przechodził opodal w asyście dwóch czy trzech psów, natychmiast przedstawił ów sporny punkt we właściwym świetle.
- Zapewne już słyszałyście, towarzyszki, że my, świnie, sypiamy teraz w łóżkach, w domu Jonesa. Dlaczegóżby nie? Doprawdy, nie sądziłyście chyba, że istnieje jakiś zakaz używania łóżek? Łóżko jest po prostu miejscem do spania. Wiązka słomy w boksie jest także, ściśle biorąc, łóżkiem. Zakaz dotyczył prześcieradeł, które są wynalazkiem człowieka. Usunęliśmy prześcieradła i zastąpiliśmy je kocami. Łóżka są rzeczywiście bardzo wygodne! Jednak podkreślam, towarzyszki, nie zapewniają nam takiej wygody, na jaką zasługujemy, biorąc pod uwagę całą tę pracę umysłową, którą musimy obecnie wykonywać. Przecież nie pozbawicie nas chyba miejsca wytchnienia, prawda, towarzyszki? Chyba nie chciałybyście, żebyśmy byli zbyt zmęczeni, by sprostać obowiązkom? Z pewnością żadna z was nie chce powrotu Jonesa?
Koza i klacz natychmiast zapewniły go, że nie chcą Jonesa, i odtąd nikt już nie kwestionował tego, iż świnie śpią w łóżkach. A gdy po kilku dniach ogłoszono, że będą wstawać godzinę później od innych zwierząt, też nie słyszano żadnych protestów.
Jesienią zwierzęta były utrudzone, ale szczęśliwe. Rok okazał się trudny i po sprzedaży części ziarna zapasy na zimę nie pozostały zbyt obfite, jednak perspektywa posiadania wiatraka powodowała, że nikt nie upadał na duchu. Budowa była na półmetku. Po żniwach wypadło kilkanaście bezdeszczowych, pogodnych dni; wszystkie zwierzęta mozoliły się wtedy jeszcze bardziej niż zwykle, uważały bowiem, że warto taszczyć od świtu do zmroku ciężkie kamienne bloki, jeśli można przez to podciągnąć ścianę jeszcze o kilkanaście centymetrów. Boxer wstawał nawet w środku nocy i pracował w pojedynkę przy świetle jesiennego księżyca. W wolnych chwilach zwierzęta obchodziły dookoła na wpół zbudowany wiatrak, podziwiając grubość i pionowość murów i zachwycając się, że oto bez niczyjej pomocy potrafiły wznieść tak imponującą budowlę. Tylko stary Benjamin nie chciał cieszyć się wiatrakiem, rzucając jedynie dwuznaczne uwagi, że osły mają długie życie.
Nadszedł listopad, a wraz z nim porywiste, południowo-zachodnie wiatry. Musiano przerwać budowę, bo było zbyt mokro na mieszanie cementu. Wreszcie nadeszła noc, gdy wichura rozszalała się tak gwałtownie, że budynki aż drżały w posadach, a ze stodoły spadło kilka dachówek. Obudziły się kury, skrzecząc z przerażenia, albowiem wszystkim jednocześnie się śniło, że słyszą w oddali wystrzał z dubeltówki. Rankiem zwierzęta wyszły na zewnątrz i ujrzały, że maszt leży złamany, a rosnący na skraju sadu wiąz został wyrwany z korzeniami. W chwilę później wydały okrzyk rozpaczy. Widok był zaiste przerażający. Wiatrak leżał w gruzach.
Całą gromadą rzuciły się na wzniesienie. Napoleon, który jedynie z rzadka wychodził na przechadzkę, biegł teraz na czele. Tak, owoc ich wysiłków został zrównany z ziemią, kamienie zbierane z takim trudem leżały rozrzucone. Zwierzęta chwyciła za gardło czarna rozpacz; wszystkie stały nieruchomo, wpatrzone w gruzowisko. Napoleon dreptał w milczeniu tam i z powrotem, co chwila węsząc przy ziemi. Zesztywniał mu ogonek, którym knur zaczął szybko wymachiwać na boki, co świadczyło o intensywnym wysiłku umysłowym. Wreszcie przystanął, jakby podjął jakąś decyzję.
- Towarzysze - zaczął łagodnie - czy wiecie, kto jest za to odpowiedzialny? Czy wiecie, kim jest wróg, który zakradł się nocą i zniszczył wiatrak? SNOWBALL! - zagrzmiał nieoczekiwanie. - To sprawka Snowballa! Powodowany czystą złośliwością, knując, jak pokrzyżować nasze plany i zemścić się za wygnanie, wśliznął się tu pod osłoną nocy i zniweczył efekt niemal całego roku pracy. Towarzysze, ogłaszam wyrok śmierci na Snowballa. "Bohater Zwierzęcy Drugiej Klasy" i pół korca jabłek dla tego, kto wymierzy mu sprawiedliwość. Cały korzec dla tego, kto schwyta go żywcem!
Zwierzęta były głęboko tym wstrząśnięte, iż Snowball mógł się dopuścić równie podłego czynu. Rozległy się okrzyki oburzenia i każdy zaczął przemyśliwać, jak przydybać zdrajcę, gdyby kiedykolwiek pokazał się na folwarku. Niemal natychmiast odkryto w trawie opodal wzniesienia ślady świńskich racic. Ciągnęły się tylko przez kilka metrów, lecz najwyraźniej prowadziły do otworu w żywopłocie. Napoleon węszył w skupieniu i orzekł, że pozostawił je Snowball. Jego zdaniem musiał on przybyć z kierunku Foxwood.
- Nie marnujmy czasu, towarzysze! - zawołał po zbadaniu tropów. - Mamy sporo pracy. Z nastaniem świtu zaczynamy odbudowę wiatraka i będziemy ciągnąć ją przez całą zimę, bez względu na pogodę. Pokażemy temu godnemu pogardy renegatowi, że nie tak łatwo zniszczyć owoce naszego wysiłku. Pamiętajcie, towarzysze - nie będzie żadnych zmian w planach, które musimy wykonać z dokładnością co do dnia. Naprzód, towarzysze! Niech żyje wiatrak! Niech żyje Folwark Zwierzęcy!

7

Zima była sroga. Po wichurach przyszedł deszcz ze śniegiem, potem śnieg, a następnie ścisnął ostry mróz, który nie zelżał aż do połowy lutego. Zwierzęta mozoliły się przy odbudowie wiatraka tak ciężko, jak potrafiły, dobrze wiedząc, że obserwują je dziesiątki zawistników i że zazdrośni ludzie będą się cieszyć i triumfować, jeśli wiatrak nie zostanie ukończony na czas.
Złośliwi sąsiedzi udawali, iż nie wierzą, że to Snowball zniszczył wiatrak: twierdzili, że budowla się zawaliła, bo miała zbyt cienkie ściany. Zwierzęta dobrze wiedziały, że powód był inny. Zdecydowano jednak postawić ściany o grubości blisko metra zamiast półmetrowych, jak poprzednio; wymagało to wszakże zebrania znacznie większej ilości wapienia. Przez długi czas kamieniołom pokrywał głęboki śnieg i nie można było przystąpić do pracy. W ciągu kilku dni suchej i mroźnej pogody poczyniono wprawdzie niewielkie postępy, lecz była to okrutna harówka, a na dobitkę zwierzęta nie pracowały już tak żwawo jak niegdyś. Stale trzęsły się z zimna, a często bywały głodne. Jedynie Boxer i Clover nie upadały na duchu. Squealer często wygłaszał błyskotliwe mowy o radości, jaką daje wypełnianie obowiązku, i o godności pracy, jednak dla zwierząt znacznie lepszym natchnieniem była siła mięśni Boxera oraz jego niezłomne hasło: "Będę pracować jeszcze więcej!"
W styczniu skurczyły się zapasy żywności. Ograniczono drastycznie racje ziarna i ogłoszono, że w zamian zostanie zwiększony przydział kartofli. Niestety, jak się okazało, większość ziemniaków zamarzła w kopcach, których jesienią nie przykryto odpowiednio grubo. Bulwy zmiękły i straciły barwę; tylko pojedyncze sztuki nadawały się do jedzenia. Bywały dni, gdy zwierzęta nie miały żadnego pokarmu oprócz sieczki i buraków pastewnych. Wydawało się, że głód zaczyna im zaglądać w oczy.
Należało za wszelką cenę ukryć ów fakt przed światem. Ośmieleni zniszczeniem wiatraka ludzie wciąż wymyślali coraz to nowe kłamstwa na temat Folwarku. Ponownie zaczęto twierdzić, że jego mieszkańcy zdychają z głodu i od różnych chorób, że toczą się wśród nich nieustanne walki, wreszcie - że pożerają się wzajemnie i zabijają własne młode. Napoleon doskonale zdawał sobie sprawę z fatalnych skutków, jakie mogłyby nastąpić, gdyby wyszło na jaw, jak się przedstawia sytuacja żywnościowa, postanowił więc wykorzystać Whympera, żeby zamydlić wrogom oczy. Dotychczas mieszkańcy Folwarku prawie nie widywali pośrednika, gdy przyjeżdżał co poniedziałek, jednak obecnie nakazano kilku wybranym zwierzętom, w większości owcom, by w jego obecności wspominały, niby to mimochodem, iż racje pokarmowe zostały zwiększone. Ponadto Napoleon przykazał, by niemal puste skrzynie stojące w spichlerzu napełniono prawie po brzegi piaskiem, a na wierzch wysypano resztki ziarna i mąki. Pod jakimś wiarygodnym pretekstem przeprowadzono Whympera przez spichlerz, tak by zobaczył te skrzynie. Podstęp się udał, a prawnik opowiadał potem sąsiadom, że na Folwarku Zwierzęcym żywności jest pod dostatkiem.
Niemniej jednak pod koniec stycznia stało się jasne, iż trzeba koniecznie gdzieś zdobyć nieco ziarna. W tym czasie Napoleon rzadko ukazywał się publicznie, całe dnie spędzając w domu Jonesa, którego wszystkie wejścia były strzeżone przez groźne psy. Gdy opuszczał siedzibę, zawsze czynił to z wielką pompą; otaczała go wtedy zwarta eskorta złożona z sześciu psów, które zaczynały warczeć, ilekroć jakieś zwierzę podeszło zbyt blisko. Często knur nie pokazywał się nawet w niedzielę rano; wydawał wtedy rozkazy za pośrednictwem którejś ze świń, najczęściej Squealera.
Pewnego niedzielnego poranka Squealer ogłosił, że kury, dla których nadszedł właśnie czas nioski, muszą oddawać swoje jajka. Napoleon zawarł bowiem, za pośrednictwem Whympera, umowę na dostawę czterystu jaj tygodniowo. Za uzyskane pieniądze miano zakupić dostateczną ilość ziarna i mąki, aby zwierzęta mogły wyżywić się aż do lata, kiedy to warunki życia się poprawią.
Gdy usłyszały to kury, podniosły straszliwy lament. Wprawdzie uprzedzono je wcześniej, że takie poświęcenie może okazać się konieczne, jednak nie wierzyły, iż dojdzie do najgorszego. Dopiero co przydzielono im partie jaj do wysiedzenia i teraz protestowały, krzycząc, że odbieranie ich jest morderstwem. Po raz pierwszy od wygnania Jonesa na folwarku wybuchł rodzaj buntu. Pod wodzą trzech czarnych minorek kury zdecydowanie postanowiły pokrzyżować zamiary Napoleona. Podfruwały więc aż pod krokwie i znosiły tam jajka, które spadały i rozbijały się. Napoleon podjął szybkie i bezwzględne kroki. Nakazał wstrzymać kurom racje żywnościowe i ostrzegł, iż każde zwierzę, które ośmieli się podać im choćby jedno ziarnko, zostanie ukarane śmiercią. Psy dopilnowały wykonania rozkazów. Kury wytrzymały przez pięć dni, potem skapitulowały i powróciły do swoich koszy. Dziewięć buntowniczek zmarło. Ich ciała pochowano w sadzie, po czym ogłoszono, że zdechły na kokcydiozę. Whymper nigdy nie dowiedział się o zajściu, a jajka zostały dostarczone zgodnie z umową; chłopak od miejscowego kupca przyjeżdżał raz na tydzień furgonetką, by odebrać towar.
Przez cały ten czas Snowballa nikt nie widział na oczy. Chodziły jedynie słuchy, iż ukrywa się w którymś z sąsiednich folwarków, w Foxwood albo w Pinchfield. Obecnie Napoleon był w nieco lepszych stosunkach z okolicznymi gospodarzami. Akurat w obejściu odkryto stos drewna, ułożony tam dziesięć lat temu, gdy karczowano lasek bukowy. Drewno było dobrze wyleżałe i Whymper doradzał Napoleonowi jego sprzedaż; zarówno pan Pilkington, jak i pan Frederick przejawiali chęć kupna. Napoleon dłuższy czas wahał się, kogo wybrać. Zauważono wszelako, iż gdy tylko był bliski porozumienia z Frederickiem, opowiadano, że Snowball ukrywa się w Foxwood; gdy zamierzał sprzedać buczynę Pilkingtonowi, Snowball "przenosił się" do Pinchfield.
Nagle wczesną wiosną wybuchła bomba. Oto okazało się, że Snowball potajemnie nawiedza nocami folwark! Zwierzęta były tak poruszone, że aż nie mogły usnąć. Mawiano, że regularnie zakrada się chyłkiem pod osłoną mroku i czyni rozmaite szkody. To właśnie on ukradł zboże, przewrócił wiadra z mlekiem, potłukł jaja, stratował świeżo obsiane zagony, obgryzł korę z drzew owocowych. Odtąd weszło w zwyczaj przypisywanie wszelkiego zła Snowballowi. Jeśli stłukła się szyba lub zatkał się ściek, zawsze znalazł się ktoś, kto twierdził, że to sprawka nocnego gościa; gdy pewnego dnia gdzieś zapodział się klucz od spichlerza, cały folwark był święcie przekonany, że Snowball cisnął go do studni. Co zaś najdziwniejsze, nie przestano w to wierzyć nawet wtedy, kiedy zagubiony rzekomo klucz odnalazł się pod workiem mąki. Krowy zgodnie świadczyły, że Snowball zakrada się do obory i doi je podczas snu. O szczurach, które dały się we znaki, mówiono, iż są sprzymierzeńcami knura-zdrajcy.
Napoleon oświadczył, że zbrodnicza działalność Snowballa zostanie dokładnie zbadana. Otoczony psami dokonał starannej inspekcji budynków gospodarskich, podczas gdy inne zwierzęta stąpały z szacunkiem w pewnej odległości. Co chwila knur zatrzymywał się i węszył w poszukiwaniu śladów Snowballa, które, jak twierdził, rozpoznaje po zapachu. Obwąchał każdy kąt w stodole, w oborze, w kurnikach, w warzywniku, i niemal wszędzie wyczuł Snowballa. Zniżał ryj do ziemi, kilkakrotnie wciągał głęboko powietrze i wołał straszliwym głosem:
- Snowball! Był tutaj! Czuję go wyraźnie! Na dźwięk imienia "Snowball" psy złowrogo warczały i obnażały kły.
Zwierzęta były do głębi przerażone. Wydawało się im, iż Snowball posiadł coś w rodzaju tajemnej mocy, czającej się dookoła, zewsząd im zagrażającej. Wieczorem zwołał je Squealer, wielce czymś podekscytowany, zapowiadając, że ma do przekazania ważne wiadomości.
- Towarzysze! - zawołał, podrygując ze zdenerwowania - wyszła na jaw rzecz straszliwa. Oto Snowball przeszedł na żołd Fredericka z Pinchfieid, który obecnie knuje przeciw nam, chce na nas napaść i odebrać nam folwark! Gdy nastąpi atak, Snowball posłuży za przewodnika. Jest jednak coś jeszcze gorszego. Dotychczas sądziliśmy, że Snowball się zbuntował, powodowany próżnością i wygórowanymi ambicjami. Byliśmy w błędzie, towarzysze! Czy wiecie, jakie były rzeczywiste przyczyny tego buntu? Snowball był od samego początku w zmowie z Jonesem! Cały czas działał jako jego tajny agent. Wynika to czarno na białym z dokumentów, które pozostawił i które odkryliśmy dopiero teraz. Tak sobie myślę, towarzysze, że wyjaśnia to bardzo wiele. Czyż bowiem nie widzieliście na własne oczy, jak ów zdrajca usiłował - na szczęście bezskutecznie - spowodować naszą klęskę i pogrom w Bitwie po Oborą?
Oszołomione zwierzęta milczały. Jeżeli Squealer mówił prawdę, była to niegodziwość znacznie przewyższająca zniszczenie wiatraka. Nim jednak połapały się we wszystkim, upłynęło kilka minut. Pamiętały jednak, bądź też wydawało się im, że pamiętają, jak Snowball prowadził natarcie w Bitwie pod Oborą, jak zwoływał je do szeregu i nieustannie zagrzewał do walki, jak nie zatrzymał się ani na moment, gdy śrut wystrzelony z dubeltówki Jonesa poranił mu grzbiet. Początkowo wydawało się niepojęte, jak to wszystko ma się do zarzutu, iż pozostaje w zmowie z Jonesem. Nawet Boxer, który nie był szczególnie dociekliwy, czuł się nieswojo. Wyciągnął się na ziemi, podkurczył przednie kopyta, przymknął oczy i z wielkim wysiłkiem przystąpił do formułowania swoich myśli.
- W to nie uwierzę - oznajmił wreszcie. - Snowball walczył dzielnie w Bitwie pod Oborą. Sam widziałem. Czy nie odznaczyliśmy go orderem "Bohater Zwierzęcy Pierwszej Klasy" zaraz po zwycięstwie?
- I to był właśnie nasz błąd, towarzyszu. Wiemy obecnie - a znajduje to potwierdzenie w tajnych dokumentach, które pozostawił - że w rzeczywistości starał się doprowadzić do naszej klęski.
- Ale przecież został ranny - zauważył Boxer. - Wszyscy widzieliśmy, jak broczył krwią.
- To także był podstęp! - wykrzyknął Squealer.
- Śrut zadrasnął go tylko. Gdybyście umieli czytać, pokazałbym wam zapiski, w których sam to przyznaje. Zadanie tego nikczemnika polegało na tym, iż w krytycznym momencie miał dać sygnał do ucieczki i w ten sposób oddać pole nieprzyjacielowi. Mało brakowało, a byłoby mu się powiodło - można rzec, towarzysze, że powiodłoby się z całą pewnością, gdyby nie nasz bohaterski przywódca, towarzysz Napoleon. Czy nie pamiętacie, jak w tej samej chwili, gdy Jones i jego parobcy wpadli na podwórze, Snowball nagle się odwrócił i dał nogę, a za nim wiele zwierząt? A czy nie pamiętacie, że gdy w naszych szeregach zapanował popłoch i wszystko wydawało się stracone, towarzysz Napoleon rzucił się jak burza naprzód, krzycząc: "Śmierć ludzkości!" i zatopił zęby w łydce Jonesa? Towarzysze, TO przecież chyba pamiętacie! - wołał Squealer, kiwając się z boku na bok.
Ponieważ opisał tę scenę tak plastycznie, zwierzętom wydawało się, że istotnie wszystko pamiętają. W każdym bądź razie pamiętają, iż w krytycznym momencie bitwy Snowball rzucił się do ucieczki. Jeden Boxer nadal czuł się odrobinę nieswojo.
- Nie wierzę, żeby Snowball był zdrajcą od samego początku - rzekł w końcu. - Potem, to co innego. Ale w Bitwie pod Oborą okazał się dobrym towarzyszem.
- Nasz Przywódca, towarzysz Napoleon - oznajmił Squealer powoli i dobitnie - twierdzi kategorycznie, powtarzam: kategorycznie, towarzysze - że Snowball pozostawał na usługach Jonesa od samego początku - tak, nawet wtedy, kiedy jeszcze nikomu nie śniło się o Powstaniu.
- A, to co innego - powiedział Boxer. - Jeśli towarzysz Napoleon tak mówi, musi to być słuszne.
- Oto właściwa postawa! - zawołał Squealer, zauważono jednak, że mrugając nieustannie oczkami spojrzał krzywo na Boxera. Zbierał się już do odejścia, ale przystanął, odwrócił się i dodał wymownym tonem:
- Ostrzegam wszystkie zwierzęta: miejcie oczy szeroko otwarte. Mamy bowiem powody, by przypuszczać, że wśród nas ukrywa się kilku tajnych agentów Snowballa!
Po czterech dniach, późnym popołudniem, Napoleon rozkazał, by wszystkie zwierzęta zebrały się na podwórzu. Gdy to nastąpiło, knur wymaszerował z domu strojny w swoje dwa medale (ostatnio przyznał sobie "Bohatera Zwierzęcego Pierwszej Klasy" oraz "Bohatera Zwierzęcego Drugiej Klasy"); dookoła niego kręciło się dziewięć psów, warczących tak groźnie, że zwierzęta aż drżały z przerażenia. Wszystkie przycupnęły, jakby wiedząc z góry, że będą się działy straszliwe rzeczy.
Napoleon stał tymczasem nieruchomo, groźnie spoglądając na całą gromadę, po czym wydał ostry i donośny kwik. Na ów sygnał psy skoczyły naprzód, chwyciły za uszy cztery świnie i powlokły je, kwiczące z bólu i trwogi, do jego stóp. Uszy ofiar krwawiły, psy zakosztowały krwi i przez kilka chwil wydawało się, że oszaleją. Ku powszechnemu osłupieniu trzy z nich rzuciły się na Boxera. Koń dostrzegł w porę napastników, wysunął kopyto, trafił pierwszego psa w powietrzu i przygwoździł go do ziemi. Pies zaczął skowyczeć o łaskę, a dwa pozostałe uciekły, podkuliwszy pod siebie ogony. Boxer spojrzał pytająco na Napoleona, nie wiedząc, czy ma zmiażdżyć psa, czy też puścić go wolno. Napoleon jakby się zmieszał i ostro nakazał Boxerowi puścić psa; koń natychmiast podniósł kopyto i poturbowany kundel uciekł wyjąc.
Wkrótce wrzawa ucichła. Cztery świnie oczekiwały, drżąc ze strachu, z winą jaskrawo wypisaną na ryjach. Napoleon wezwał je, by przyznały się do zbrodni. Były to te same świnie, które protestowały, gdy zniesiono niedzielne wiece. Bez dalszych nacisków wyznały, iż od czasu wygnania Snowballa utrzymywały z nim tajne kontakty, współdziałały w zburzeniu wiatraka oraz brały udział w spisku, którego celem było oddanie Folwarku panu Frederickowi. Dodały, iż Snowball powiedział im w prywatnej rozmowie, że od lat jest tajnym agentem Jonesa. Gdy skończyły, psy natychmiast przegryzły im gardła, a Napoleon spytał potężnym głosem, czy może któreś ze zwierząt również pragnie coś ujawnić.
Wtedy wyszły na środek trzy kury, które stały na czele stłumionego buntu jajecznego, wyznając, iż Snowball ukazał się im we śnie i namawiał, by sprzeciwiały się rozkazom Napoleona. Kury także ubito na miejscu. Następnie wystąpiła gęś, przyznając się do kradzieży podczas ubiegłorocznych żniw sześciu kłosów żyta, które wydziobała potem w nocy. Po gęsi jedna z owiec ujawniła, że oddawała mocz do sadzawki z wodą do picia - do czego namówił ją, jak twierdziła, Snowball; potem dwie inne owce przyznały się do zamordowania starego barana, znanego z oddania Napoleonowi. Zbrodni tej dokonały goniąc go wokół ogniska, gdy biedak cierpiał na duszności. Wszyscy ci winowajcy także ponieśli śmierć. Zeznania i egzekucje ciągnęły się dotąd, aż przed Napoleonem wyrósł stos trupów, a powietrze przesiąkło zapachem krwi, nie znanym od czasu wygnania Jonesa.
Gdy już było po wszystkim, zwierzęta z wyjątkiem świń i psów wyniosły się w pośpiechu. Doznały wstrząsu i czuły przygnębienie. Nie wiedziały, co jest bardziej przerażające - zdrada tych towarzyszy, którzy weszli w zmowę ze Snowballem, czy też okrutna kara, jaką wymierzono im na ich oczach. Wprawdzie dawnymi czasy widywały równie okropne krwawe sceny, jednak wydawało się im, że obecne wydarzenia są znacznie gorsze, albowiem rozegrały się w ich własnym gronie. Od odejścia Jonesa żadne zwierzę nie zabiło drugiego. Nie zamordowano nawet najpodlejszego szczura. Zwierzęta powlokły się na niewielkie wzniesienie, gdzie stał na wpół ukończony wiatrak, a kiedy tam dotarły, wszystkie, zda się odruchowo, jednocześnie się położyły i przywarły do siebie, jakby pragnąc się ogrzać - Clover, Muriel, Benjamin, krowy, owce, całe stado gęsi i kur - zabrakło tylko kota, który, nim Napoleon przywołał zwierzęta na podwórze, gdzieś nagle znikł. Przez pewien czas nikt nie odezwał się ani słowem. Tylko Boxer pozostał na nogach. Kręcił się niespokojnie tu i tam, smagając boki długim, ciemnym ogonem, co pewien czas rżąc cichutko ze zdziwienia. Wreszcie powiedział:
- Nic nie rozumiem. Nigdy nie przypuszczałem, że coś takiego może się stać w naszym gospodarstwie. W tym musi być jakaś nasza wina. Widzę tylko jedno wyjście: więcej pracować. Od dziś będę wstawać całą godzinę wcześniej.
Ciężkim truchtem podążył w kierunku kamieniołomu. Dotarłszy tam, zebrał dwa ładunki kamieni i przed udaniem się na spoczynek pociągnął je kolejno na budowę.
Zwierzęta w milczeniu tuliły się do Clover. Z wzniesienia, na którym leżały, rozciągał się szeroki widok na okolicę. Obejmowały wzrokiem większą część Folwarku: rozległe pastwiska graniczące z szosą, łąkę, gaik, sadzawkę, pola pokryte gęstym zielonym dywanem wschodzącej pszenicy, czerwone dachy budynków gospodarskich z dymiącymi kominami. Był pogodny wieczór wiosenny. Trawę i zieleniejące żywopłoty złociły ukośne promienie słońca. Nigdy dotychczas folwark - z pewnym zdziwieniem nagle przypomniały sobie, że należy do nich, że każda piędź ziemi jest ich własnością - nie wydawał się zwierzętom tak drogi. Kiedy Clover popatrzyła w dół, oczy jej zwilgotniały. Gdyby potrafiła wyrazić swoje myśli, zapewne powiedziałaby, że bynajmniej nie osiągnęli tego, co spodziewali się osiągnąć, gdy przed laty zabierali się do obalenia rodzaju ludzkiego. Akty terroru i rzezi nie były tym, co wyobrażały sobie zwierzęta owej nocy, gdy stary Major po raz pierwszy wezwał je do powstania. Kiedy ona sama myślała o przyszłości, marzyła o społeczeństwie zwierząt wolnym od głodu i bata, gdzie panowałaby równość, każde zwierzę pracowałoby stosownie do swoich zdolności, a silni opiekowaliby się słabszymi, tak jak ona zaopiekowała się stadkiem kacząt tej nocy, kiedy przemawiał Major. Zamiast tego - Clover sama nie wiedziała dlaczego - nadeszły czasy, gdy każdy boi się mówić prawdę, wszędzie włóczą się okrutne, warczące psy i trzeba patrzeć, jak towarzyszom przyznającym się do ohydnych zbrodni rozszarpuje się gardła. Clover ani przez chwilę nie pomyślała o buncie czy nieposłuszeństwie. Wiedziała, że nawet w obecnej sytuacji zwierzętom dzieje się o wiele lepiej niż za rządów Jonesa i ich najważniejszą powinnością jest niedopuszczenie do powrotu ludzi. Bez względu na to, co nastąpi, ona pozostanie wierna wspólnym ideałom, będzie ciężko pracować, wykona rozkazy, które jej wydadzą, i będzie nadal uznawać przywództwo Napoleona. A jednak, rozważała, ona sama i inne zwierzęta nie na to przecież liczyły i nie po to harowały. Nie po to budowały wiatrak i narażały się na kule ze strzelby Jonesa. Takie były myśli Clover, choć brakowało jej słów, by je wyrazić.
Wreszcie, czując, że może to w pewnym sensie zastąpić słowa, których nie umiała odnaleźć, zaintonowała "Zwierzęta Anglii". Otaczające ją zwierzęta podchwyciły melodię i zaśpiewały pieśń trzykrotnie - wprawdzie bardzo poprawnie, jednak wolno i posępnie, tak jak nigdy dotąd.
Zaledwie skończyły, podszedł do nich Squealer w towarzystwie dwóch psów: jego mina zdradzała, że ma coś ważnego do powiedzenia. Oświadczył, że na mocy specjalnego dekretu towarzysza Napoleona hymn "Zwierzęta Anglii" został zakazany. Od dziś nie wolno go śpiewać.
Zwierzęta aż zamurowało.
- Ale dlaczego? - krzyknęła Muriel.
- Pieśń stała się zbędna - odrzekł sucho Squealer. - "Zwierzęta Anglii" były hymnem Powstania. Ale Powstanie zostało zakończone. Dzisiejsza popołudniowa egzekucja zdrajców była ostatnim jego aktem. Wróg, zarówno zewnętrzny, jak i wewnętrzny, został pokonany. W "Zwierzętach Anglii" wyrażaliśmy tęsknotę za lepszą społecznością, którą zbudujemy. Ona już jednak istnieje. A zatem pieśń stała się nieaktualna.
Choć zwierzęta się bały, niektóre byłyby może i zaprotestowały, w tej samej jednak chwili owce rozpoczęły swój stały koncert: "Cztery nogi: dobrze, dwie nogi: źle", który trwał kilkanaście minut i położył kres wszelkim dyskusjom.
Odtąd "Zwierząt Anglii" więcej nie słyszano. Zamiast zakazanej pieśni poeta Minimus skomponował inną, która zaczynała się od słów: Folwarku Zwierzęcy, ojczyzno ma słodka, Nigdy przeze mnie krzywda Cię nie spotka!
Pieśń tę śpiewano każdego niedzielnego ranka po wywieszeniu flagi. Jednak każdy twierdził, że jej słowa i melodia nawet nie umywają się do "Zwierząt Anglii".

8

Kilka dni później, gdy groza spowodowana egzekucjami nieco opadła, niektóre zwierzęta przypomniały sobie - bądź też wydawało się im, że pamiętają - iż Szóste Przykazanie brzmi: "Żadne zwierzę nie zabije innego". Choć nikt nie ośmielił się wspomnieć o tym w obecności świń lub psów, panowało ogólne przeświadczenie, iż zabójstwa, których się dopuszczono, są sprzeczne z tym nakazem. Clover poprosiła Benjamina, by odczytał jej Szóste Przykazanie, a gdy osioł jak zwykle odmówił, twierdząc, iż nie będzie zawracać sobie głowy takimi sprawami, udała się do Muriel. Muriel spełniła jej prośbę. Szóste przykazanie brzmiało:
"Żadne zwierzę nie zabije innego bez powodu". Nie wiedzieć czemu, ostatnie dwa słowa dotąd jakoś umykały pamięci zwierząt. Przekonano się jednak, że przykazanie nie zostało pogwałcone: zaistniały bowiem uzasadnione powody, by zgładzić zdrajców, którzy spiskowali ze Snowballem.
Przez cały rok zwierzęta pracowały z jeszcze większym wysiłkiem niż poprzednio. Odbudowa wiatraka, którego ściany miały być dwa razy grubsze, i wykończenie go w przewidzianym terminie, a także codzienna praca w gospodarstwie, stanowiły niezwykle ciężkie zadanie. Niekiedy zwierzętom wydawało się, że pracują dłużej i nie jedzą lepiej aniżeli za czasów Jonesa. W niedzielne ranki Squealer, trzymając w racicy długi zwój papieru, odczytywał im zestawienia liczb, z których wynikało, iż produkcja rozmaitych artykułów żywnościowych wzrosła o dwieście, trzysta, a niekiedy nawet o pięćset procent. Zwierzęta nie miały żadnego powodu, żeby mu nie wierzyć, zwłaszcza że nie pamiętały dobrze warunków życia przed Powstaniem. Z drugiej jednak strony bywały dni, kiedy myślały, że wolałyby mniej liczb, a więcej jedzenia.
Wszystkie rozkazy były teraz wydawane za pośrednictwem Squealera bądź też którejś z pozostałych świń. Napoleon ukazywał się publicznie nie częściej niż raz na dwa tygodnie. Kiedy wychodził do zwierząt, towarzyszyła mu nie tylko psia eskorta, ale również czarny kogucik, który niby herold maszerował na czele orszaku, piejąc donośnie "kukuryku!", ilekroć knur zabierał głos. Chodziły słuchy, iż nawet w domu Napoleon zamieszkał osobno. Obsługiwany przez dwa psy jadał samotnie, a potrawy podawano mu na kosztownym porcelanowym serwisie, który wyjęto z oszklonej serwantki w saloniku. Ogłoszono też, że oprócz pozostałych dwóch uroczystości, ze strzelby będzie się dawać ognia na wiwat również w dniu urodzin Napoleona.
Obecnie przestano go nazywać jedynie po imieniu. Przybierano ton oficjalny tytułując knura: "naszym Przywódcą, towarzyszem Napoleonem", a świnie zaczęły wynajdować dlań takie tytuły jak "Ojciec Wszystkich Zwierząt", "Postrach Ludzkości", "Dobroczyńca Owczarni", "Przyjaciel Kacząt" - i tak dalej. W swoich przemówieniach Squealer, któremu ze wzruszenia łzy spływały po ryju, prawił o mądrości Napoleona, o dobroci jego serca i o tym, jak głęboką miłością Przywódca darzy wszystkie zwierzęta, również, a może nawet w szczególności, nieszczęśliwe stworzenia nadal żyjące w ujarzmieniu i ciemnocie na innych folwarkach. Weszło w zwyczaj przypisywanie Napoleonowi zasług za każde osiągnięcie i każde pomyślne zdarzenie. Często można było usłyszeć, jak jedna kura chwali się drugiej:
"Dzięki naszemu Przywódcy, towarzyszowi Napoleonowi, zniosłam pięć jaj w ciągu sześciu dni" lub jak para krów pijących wodę z sadzawki wznosi okrzyki:
"Dzięki naszemu Przywódcy, towarzyszowi Napoleonowi, woda ma przewspaniały smak!" Ogólny nastrój panujący na folwarku znakomicie wyraził ułożony przez Minimusa poemat zatytułowany "Towarzysz Napoleon"; jego słowa brzmiały tak:
Sierot dobroczyńco!
Szczęścia krynico!
Panie wiadra z pomyjami! Dusza ma płonie
Miłością do Ciebie,
Nie opuścisz nas w potrzebie,
Tyś jest jak słońce na niebie,
Towarzyszu Napoleonie!
O, jak szczodrze szafujesz Tym, co Twe stworzenia miłują:
Świeża słoma w przegrodzie,
Moc strawy w zagonie.
Każde zwierzę, duże czy małe
Śpi spokojnie, w dzień głosząc Twą chwałę,
Sławiąc imię Twe wspaniałe,
Towarzyszu Napoleonie!
Gdybym miał maleńkie prosiątko,
Zanim by podrosło, niebożątko,
Jeszcze grzałoby się w matki łonie
- A już by dobrze wiedziało,
Że czcić Cię i wielbić - to mało,
I pierwszy kwik by wydało: " Towarzyszu Napoleonie!"
Napoleon pochwalił utwór i nakazał spisać go na ścianie wielkiej stodoły, gdzie po przeciwległej stronie znajdowało się Siedem Przykazań. Ponad wierszem górował portret Napoleona z profilu, który Squealer wymalował białą farbą.
Tymczasem Napoleon wdał się za pośrednictwem Whympera w zawiłe pertraktacje z Frederickiem i Pilkingtonem. Stos drewna jeszcze nie został sprzedany. Pierwszy sąsiad miał nań większą chrapkę niż drugi, nie chciał jednak dać przyzwoitej ceny. Właśnie wtedy znów zaczęły krążyć pogłoski, iż właściciel Pinchfieid i jego ludzie knują napaść na Folwark oraz zniszczenie wiatraka, którego budowa budziła wściekłą zazdrość Fredericka. Podobno Snowball nadal ukrywał się w jego gospodarstwie. W środku lata zwierzęta przeraziła wiadomość, że trzy kury przyznały się, iż za namową tego renegata zawiązały spisek na życie Napoleona. Natychmiast zostały stracone, a w celu zapewnienia bezpieczeństwa Przywódcy podjęto nowe środki ochrony. Nocą jego łoża strzegły cztery psy, po jednym przy każdym rogu, a młodej świni imieniem Pinkeye nakazano kosztować wszystkich potraw przed Napoleonem, w obawie, iż może być w nich trucizna.
Wkrótce potem ogłoszono, że Napoleon postanowił sprzedać stos drewna panu Pilkingtonowi; zamierzał również zawrzeć z nim stałe porozumienie w celu wymiany pewnych produktów między Folwarkiem Zwierzęcym i Foxwood. Stosunki Napoleona z Pilkingtonem, mimo że ich kontakty odbywały się wyłącznie poprzez Whympera, stały się obecnie niemal przyjacielskie. Zwierzęta nie ufały Pilkingtonowi - był wszak człowiekiem - stokroć jednak wolały go od Fredericka, którego jednocześnie bały się i nienawidziły. Mijało lato, budowa wiatraka zbliżała się do końca, a pogłoski o grożącym zdradzieckim ataku wciąż się nasilały. Opowiadano, że Frederick wynajął przeciw zwierzętom dwunastu parobków uzbrojonych w strzelby, że już przekupił urzędników oraz policję, tak iż gdyby dostał w ręce tytuł własności Folwarku Zwierzęcego, nie dociekano by, jak go zdobył. Na dobitkę z Pinchfieid dochodziły straszliwe wieści o okrucieństwach, jakie Frederick zadawał swoim zwierzętom. Starego konia zaćwiczył batem na śmierć, krowy głodził, psa wrzucił do rozpalonego pieca piekarskiego, a wieczorami zabawiał się zmuszając do walki koguty, którym przywiązywał do ostróg odłamki żyletek. Zwierzęta unosiły się wściekłością słysząc o losie swoich towarzyszy i niekiedy domagały się, by im pozwolono wyruszyć całą gromadą na Pinchfieid, wygnać stamtąd ludzi i uwolnić prześladowanych pobratymców. Jednak Squealer odradzał takie pochopne czyny i radził zaufać strategii towarzysza Napoleona.
Niemniej jednak wrogość do Fredericka bynajmniej nie osłabła. Pewnego niedzielnego poranka Napoleon zwołał zebranie w stodole i wyjaśnił zwierzętom, że nigdy, ani przez chwilę, nie nosił się z zamiarem sprzedaży drewna Frederickowi; stwierdził, iż zadawanie się z takim łotrem jest poniżej jego godności. Gołębiom, które nadal wysyłano w celu głoszenia wiadomości o Powstaniu, zabroniono siadać gdziekolwiek w Foxwood; ponadto nakazano im zmienić hasło "Śmierć ludzkości" na: "Śmierć Frederickowi". U schyłku lata wyszła na jaw jeszcze jedna podła machinacja Snowballa. Oto okazało się, że łany pszenicy przerośnięte są chwastami: niebawem odkryto, iż podczas jednej z potajemnych nocnych wizyt Snowball domieszał nasion chwastów do ziarna przeznaczonego na siew. Gąsior, który brał udział w spisku, wyznał Squealerowi winę i natychmiast popełnił samobójstwo łykając trujące wilcze jagody. Zwierzęta dowiedziały się również, iż Snowball nigdy nie otrzymał - wbrew mniemaniom wielu - orderu "Bohater Zwierzęcy Pierwszej Klasy". Była to po prostu zwykła plotka, którą sam Snowball zaczął rozsiewać kilka dni po Bitwie pod Oborą. Jednak nie koniec na tym: jak się okazało, zdrajca ów otrzymał naganę za tchórzostwo wykazane podczas walki. Niektóre zwierzęta znów słuchały tego wszystkiego z lekkim zdumieniem, ale Squealer wkrótce zdołał je przekonać, że pamięć im szwankuje.
Jesienią, dzięki ogromnemu, wyczerpującemu wysiłkowi - niemal równocześnie wypadły bowiem żniwa
- wiatrak został ukończony. Wprawdzie należało jeszcze zainstalować maszyny, których zakupem zajął się Whymper, ale budynek stał gotowy. Wbrew wszelkim trudnościom, mimo braku doświadczenia i stosowania prymitywnych narzędzi, mimo niepowodzeń i zdrady Snowballa, robotę ukończono dokładnie tak, jak zaplanowano: co do dnia! Zmęczone, lecz dumne zwierzęta chodziły dookoła swego arcydzieła, które wydawało się im jeszcze piękniejsze niż poprzednia, zburzona budowla. Najważniejsze było to, iż nowy wiatrak miał dwa razy grubsze ściany. Można by je rozwalić chyba tylko materiałem wybuchowym! A gdy uświadomiły sobie, jak ciężko harowały, jakie przeszkody pokonały i jaka olbrzymia zmiana nastąpi w ich życiu, kiedy śmigi zaczną się obracać, a prądnice dostarczą energii
- gdy sobie to wszystko uświadomiły, zapomniawszy o zmęczeniu puściły się w szaleńczym tańcu radości wokół budowli, wydając okrzyki triumfu. Sam Napoleon, w towarzystwie psów i kogutka, przybył na miejsce, by obejrzeć ukończone dzieło; osobiście pogratulował zwierzętom i ogłosił, że wiatrak będzie zwać się "Wiatrakiem Napoleona".
W dwa dni później nieoczekiwanie zwołano zwierzęta do wielkiej stodoły. Wszystkie aż zaniemówiły ze zdumienia, kiedy Napoleon oznajmił im, że sprzedano drewno Frederickowi. Nazajutrz mieli przybyć jego furmani, by rozpocząć wywózkę buczyny. Przez cały czas pozornej przyjaźni z Pilkingtonem Napoleon pozostawał w tajnym porozumieniu z Frederickiem.
Zerwano wszelkie stosunki z Foxwood, a Pilkingtonowi wysłano obelżywe pisma. Gołębiom nakazano unikać Pinchfieid i zmienić hasło "Śmierć Frederickowi" na: "Śmierć Pilkingtonowi". Jednocześnie Napoleon zapewnił zwierzęta, że pogłoski zapowiadające napaść na Folwark są całkowicie nieprawdziwe, a doniesienia o okrucieństwach Fredericka - grubo przesadzone. Plotki te rozpuszczali zapewne Snowball i jego poplecznicy. Okazało się teraz, iż Snowball wcale nie ukrywał się w Pinchfieid i tak naprawdę nie był tam nigdy: zamieszkiwał - pławiąc się, jak twierdzono, w wielkim zbytku – w Foxwood i w rzeczywistości był od lat płatnym sługusem Pilkingtona.
Świnie zachwycały się przebiegłością Napoleona. Udając przyjaźń z Pilkingtonem zmusił Fredericka do podwyższenia o dwanaście funtów oferowanej ceny za buczynę. Jednak geniusz Napoleona, twierdził Squealer, polegał na tym, iż w gruncie rzeczy nie ufał on nikomu, nawet Frederickowi. Ten chciał zapłacić czymś, co nazywa się czek: kawałkiem papieru z wypisaną obietnicą wypłaty. Napoleon okazał jednak chytrość. Zażądał prawdziwych banknotów pięciofuntowych, które miały być dostarczone przed zabraniem drewna. Frederick już zapłacił żądaną sumę, która wystarczy na zakup urządzeń niezbędnych do wiatraka.
Wkrótce parobcy załadowali buczynę na wozy i wywieźli ją w pośpiechu. Gdy drewno zostało uprzątnięte, zwołano w stodole drugie specjalne zebranie, by zwierzęta mogły obejrzeć banknoty otrzymane od Fredericka. Napoleon, błogo uśmiechnięty, przy swoich dwóch orderach, spoczywał na wymoszczonym słomą podwyższeniu; obok, na porcelanowym półmisku pochodzącym z kuchni, ułożono starannie pieniądze. Zwierzęta wolno defilowały przed knurem: każde mogło napatrzeć się do woli, Boxer zniżył łeb, by powąchać banknoty, a wątłe, białe papierki poruszyły się i zaszeleściły pod jego oddechem.
W trzy dni później wybuchła straszliwa awantura. Blady jak ściana Whymper pedałował co sił, a kiedy znalazł się na podwórzu, cisnął rower na ziemię i pobiegł jak strzała prosto do domu. Po chwili z apartamentów Napoleona dobiegł zdławiony ryk wściekłości. Wiadomość o tym, co się stało, obiegła folwark w mgnieniu oka. Banknoty były fałszywe! Frederick otrzymał drewno za darmo!
Napoleon natychmiast zwołał zwierzęta i straszliwym głosem obwieścił wyrok śmierci na Fredericka. Jeśli zostanie schwytany, zapowiedział, będzie ugotowany żywcem. Jednocześnie knur ostrzegł zgromadzonych, iż po tym zdradzieckim uczynku należy spodziewać się najgorszego. Frederick i jego parobcy mogą lada chwila przeprowadzić długo oczekiwany atak. Na wszystkich drogach wiodących do folwarku ustawiono warty. Ponadto do Foxwood wysłano cztery gołębie z pojednawczą odezwą, która, czego się spodziewali, umożliwi przywrócenie dobrych stosunków z Pilkingtonem.
Atak nastąpił z samego rana. Zwierzęta jadły śniadanie, gdy nadbiegli czatownicy, krzycząc, iż Frederick i jego ludzie przedostali się już przez pięciobelkową bramę. Bez wahania ruszono na ich spotkanie; tym razem jednak zwycięstwo wydawało się daleko trudniejsze aniżeli w Bitwie pod Oborą. Napastników było piętnastu, mieli pół tuzina dubeltówek, z których dali ognia, gdy tylko zbliżyli się na pięćdziesiąt metrów. Zaatakowanych przeraził straszliwy huk wystrzałów oraz kąśliwy śrut i mimo nawoływań Napoleona oraz Boxera wkrótce szeregi się rozluźniły. Byli już pierwsi ranni. Zwierzęta schroniły się więc do budynków gospodarskich, skąd ostrożnie zerkały przez szpary i otwory. Całe wielkie pastwisko, łącznie z wiatrakiem, wpadło w ręce wroga. Przez chwilę wydawało się, że nawet Napoleon stracił głowę. W milczeniu biegał tu i tam, merdając wyprostowanym ogonkiem. Tęsknie spoglądano w stronę Foxwood. Gdyby Pilkington i jego parobcy przyszli im z pomocą, jeszcze mogliby zwyciężyć. W tej samej jednak chwili powróciły cztery gołębie wysłane poprzedniego dnia, a jeden z nich trzymał w dziobie świstek papieru - odpowiedź Pilkingtona. Napisano na nim ołówkiem: "Dobrze wam tak".
Tymczasem Frederick i jego ludzie zatrzymali się przed wiatrakiem. Zwierzęta obserwowały wrogów i wkrótce rozległy się przerażone szepty. Jeden z parobków trzymał żelazny drąg, a drugi - młot kowalski. Najwyraźniej zamierzali zburzyć mury.
- To niemożliwe! - krzyknął Napoleon. – Ściany są zbyt grube. Mogą walić nawet i tydzień. Odwagi, towarzysze!
Ale Benjamin uważnie śledził poczynania ludzi. Dwaj z młotem i łomem wiercili dziurę u podstaw budowli. Powoli, niemal z rozbawieniem, osioł skinął długim pyskiem.
- Tak myślałem - potwierdził. - Czy nie widzicie, co oni robią? Za chwilę wpakują do tej dziury ładunek wybuchowy.
Zwierzęta czekały w osłupieniu. Teraz nie mogły opuścić schronienia, jakie dawały budynki. Po kilku minutach ujrzały, jak ludzie uciekają na wszystkie strony. Wkrótce rozległ się ogłuszający huk. Gołębie zawirowały w powietrzu, a wszystkie zwierzęta z wyjątkiem Napoleona padły na brzuchy, przyciskając pyski do ziemi. Gdy powstały, ujrzały zamiast wiatraka wielką chmurę czarnego dymu. Powoli rozwiewał ją wiatr. Wiatrak przestał istnieć!
Na ten widok wróciła im odwaga. Strach i rozpacz sprzed kilku chwil ustąpiły wściekłości z powodu podłego i nikczemnego czynu ludzi. Zwierzęta wydały potężny okrzyk zemsty i nie czekając na dalsze rozkazy, zwartą gromadą runęły na wroga. Tym razem nie zważały na okrutne śruciny, które smagały je niczym grad. Rozgorzała dzika i zajadła walka. Ludzie strzelali raz po raz, a gdy zwierzęta ich dopadły, zaczęli walić je kijami i kopać ciężkimi buciorami. Zabito krowę, trzy owce i dwie gęsi, a prawie każdy został ranny. Nawet Napoleonowi, który z tyłów kierował natarciem, śrucina urwała koniuszek ogona. Jednak napastnicy także zdrowo dostali za swoje. Trzem parobkom pękły czaszki pod ciosami kopyt Boxera, innemu krowa przebiła rogiem brzuch, a jeszcze innemu Jessie i Bluebell podarły spodnie na strzępy. Gdy zaś dziewięć psów z gwardii przybocznej Napoleona, którym nakazał on wykonać pod osłoną żywopłotu manewr oskrzydlający, ujadając przeraźliwie pojawiło się nagle na flance wroga, parobków ogarnęła panika. Zrozumieli, że mogą zostać otoczeni. Frederick krzyknął do nich, by uciekali póki czas, i tchórzliwi napastnicy jęli zmykać, gdzie pieprz rośnie. Zwierzęta ścigały ich aż do skraju pola i zdążyły wlepić jeszcze kilka kopniaków, gdy ludzie przeciskali się przez kolce.
Zwyciężyły, lecz były u kresu sił i ociekały krwią. Kulejąc podążyły powoli w kierunku gospodarstwa. Widok martwych towarzyszy, rozciągniętych na trawie, przyprawił niektórych o łzy. Zatrzymały się na chwilę w żałobnym milczeniu, w miejscu, gdzie niegdyś stał wiatrak. Tak, wiatraka nie było; zniknęły niemal wszystkie ślady ich trudu. Nawet fundamenty zostały częściowo zburzone. Gdyby zwierzęta chciały ponownie przystąpić do odbudowy, tym razem nie mogłyby, jak poprzednio, wykorzystać pokruszonych kamieni; te bowiem także zniknęły. Siła wybuchu rozrzuciła je na setki metrów dookoła. Mogło się wydawać, że wiatrak nigdy nie istniał.
Gdy gromada zbliżyła się do folwarku, na jej spotkanie wybiegł w podskokach, wymachując ogonkiem, rozpromieniony Squealer, który podczas bitwy podziewał się nie wiadomo gdzie. Od strony budynków dochodziły uroczyste wystrzały z fuzji.
- Po co ta kanonada? - odezwał się Boxer.
- Żeby uczcić nasze zwycięstwo! - zawołał Squealer.
- Jakie zwycięstwo? - zapytał Boxer. Krwawił z kolan, stracił podkowę, miał pęknięte kopyto, a pod skórą tylnej nogi utkwiło mu kilkanaście śrucin.
- Jakie zwycięstwo, towarzyszu? Czy nie wyparliśmy wroga z naszej ziemi, świętej ziemi Folwarku Zwierzęcego?
- Ale przecież oni zniszczyli nam wiatrak. Pracowaliśmy przy nim dwa lata!
- I co z tego? Zbudujemy następny wiatrak. Postawimy i sześć wiatraków, jeśli będzie się nam podobało. Nie doceniacie, towarzyszu, doniosłości tego, czegośmy dokonali. Wróg okupował ziemię, na której stoimy. Obecnie - dzięki genialnemu przywództwu towarzysza Napoleona - odzyskaliśmy każdy jej utracony skrawek!
- Odzyskaliśmy więc to, co mieliśmy przedtem - powiedział Boxer.
- Oto właśnie nasze zwycięstwo - zakończył Squealer.
Zwierzęta pokuśtykały na podwórze. Śruciny w tylnej nodze zadawały Boxerowi nieznośny ból. Koń widział przed sobą ciężką pracę przy budowie wiatraka od fundamentów i już teraz wewnętrznie przygotowywał się do wysiłku. Jednak po raz pierwszy pomyślał, że ma już jedenaście lat i że jego potężne muskuły może nie są już takie, jakie były.
Gdy jednak zwierzęta ujrzały zielony sztandar łopoczący na wietrze, gdy znów usłyszały huk wystrzałów z dubeltówki - dano ognia aż siedem razy - i wysłuchały przemówienia Napoleona, w którym pogratulował im męstwa, wydało im się, że mimo wszystko odniosły wielkie zwycięstwo. Poległym w boju wyprawiono uroczysty pogrzeb. Boxer i Clover ciągnęli furę służącą za karawan, a orszak żałobny prowadził sam Napoleon. Zwycięstwo świętowano przez całe dwa dni. Były śpiewy, wygłaszano mowy, huczała strzelba, a każde zwierzę otrzymało specjalny przydział w postaci jabłka; ptaki dostały po dwie uncje ziarna, a psy po trzy biszkopty. Ogłoszono, iż stoczona bitwa zostaje nazwana "Bitwą pod Wiatrakiem" i że Napoleon ustanowił nowe odznaczenie "Order Zielonego Sztandaru", które natychmiast sobie przyznał. Wśród ogólnej radości zapomniano o sprawie fałszywych banknotów.
W kilka dni później świnie natrafiły w piwnicy na skrzynkę whisky. Nie zauważono jej, gdy zwierzęta po raz pierwszy zajęły dom. Tej samej nocy na folwarku usłyszano dochodzące stamtąd głośne śpiewy, w których, ku ogólnemu zaskoczeniu, rozpoznano fragmenty "Zwierząt Anglii". Około wpół do dziewiątej wyraźnie widziano Napoleona, jak w starym meloniku pana Jonesa wyszedł tylnymi drzwiami, przegalopował dookoła podwórza i znów zniknął wewnątrz. Jednak następnego ranka w kwaterze świń panowała głucha cisza. Nikt nie dawał najmniejszego znaku życia. Dochodziła dziewiąta, gdy w drzwiach ukazał się Squealer: szedł powoli, wyglądał ponuro, miał mętne oczy i obwisły ogon; wydawało się, że jest poważnie chory. Przywołał zwierzęta i oznajmił im, że ma straszliwą wiadomość: towarzysz Napoleon jest umierający!
Uderzono w wielki płacz. Teren dookoła domu wyłożono słomą, a zwierzęta zaczęły chodzić na paluszkach. Ze łzami w oczach pytały się wzajemnie, co będzie, jeśli zabraknie ich Przywódcy. Poszła plotka, iż Snowballowi udało się koniec końców zatruć jedzenie Napoleona. O jedenastej Squealer wyszedł, by przekazać następną wiadomość. Ostatnim aktem woli towarzysz Napoleon wydał uroczysty dekret: picie alkoholu ma być karane śmiercią.
Aliści pod wieczór knurowi nieco się polepszyło i następnego ranka Squealer mógł oznajmić, iż towarzysz Napoleon jest na najlepszej drodze do wyzdrowienia. U schyłku dnia rekonwalescent powrócił do zwykłych zajęć, a nazajutrz zwierzęta dowiedziały się, że polecił Whymperowi zakupić w Willingdon kilka broszurek o warzeniu piwa i pędzeniu wódki. Po tygodniu nakazał, by zaorano niewielki skrawek gruntu za sadem, który pierwotnie zamierzano przeznaczyć na wypas dla emerytowanych zwierząt. Podano, że pastwisko jest wyjałowione i należy obsiać je na nowo; atoli zwierzęta szybko się dowiedziały, że Napoleon zamierza przeznaczyć je pod uprawę jęczmienia.
Mniej więcej wtedy zdarzył się dziwny wypadek, którego prawie nikt nie potrafił sobie wytłumaczyć.
Pewnej nocy, około dwunastej, na podwórzu rozległ się donośny trzask, a zaskoczone zwierzęta wybiegły ze swoich legowisk. Była pełnia księżyca. U stóp szczytowej ściany wielkiej stodoły, gdzie wypisano Siedem Przykazań, leżała złamana drabina. Obok spoczywał chwilowo oszołomiony Squealer, przy którym zauważono latarnię, pędzel i przewrócony garnek z białą farbą. Psy natychmiast otoczyły wieprza, a gdy doszedł do siebie, odprowadziły go do domu. Żadne zwierzę nie rozumiało ani w ząb, co to wszystko znaczy; żadne, wyjąwszy starego Benjamina, który ze zrozumieniem kiwał pyskiem, a choć wydawało się, że wie - milczał.
Jednak po kilku dniach Muriel, która czytała sobie Siedem Przykazań, zauważyła, że jest wśród nich jeszcze jedno, które brzmi inaczej niż to, które zwierzęta pamiętały. Oto bowiem wszystkim wydawało się, że Piąte Przykazanie brzmi: "Żadne zwierzę nie będzie pić alkoholu"; jednak zapomniano o dwóch słowach. Przykazanie faktycznie brzmiało tak: "Żadne zwierzę nie będzie pić alkoholu bez umiaru".

9

Pęknięte kopyto Boxera goiło się długo. Nazajutrz po uroczystościach ku czci zwycięstwa zwierzęta przystąpiły do budowy wiatraka. Dzielny koń nie chciał przeznaczyć nawet dnia na wypoczynek, a nadto postawił sobie za punkt honoru, by nikt nie dostrzegł, że cierpi. Wieczorem mówił do Clover, że chore kopyto bardzo mu dokucza. Klacz leczyła je okładami z ziół, które przedtem żuła; wraz z Benjaminem usiłowała przekonać Boxera, żeby nie pracował tak ciężko. - Końskie płuca nie są ze stali - mawiała doń. Ale Boxer nie słuchał. Miał tylko, jak twierdził, jedną, jedyną ambicję życiową: nim dojdzie do wieku emerytalnego, pragnie ujrzeć wiatrak niemal ukończony.
Na początku, gdy ustalono prawa obowiązujące na Folwarku Zwierzęcym, postanowiono, że konie i świnie mogą przechodzić na emeryturę po ukończeniu dwunastu lat, krowy - po czternastu latach, psy - po dziesięciu, owce - po siedmiu, a kury i gęsi - po pięciu. Uchwalono spore emerytury. Jak dotychczas żadne zwierzę nie przeszło w stan spoczynku, jednak ostatnimi czasy zaczęto coraz więcej o tym mówić. Ponieważ skrawek pola opodal sadu świnie przeznaczyły pod jęczmień, rozeszły się pogłoski, iż część dużej łąki zostanie ogrodzona i przeznaczona na pastwisko dla starych zwierząt. Koń, opowiadano sobie, będzie otrzymywać dwa i pół kilograma zboża dziennie, a zimą siedem kilogramów siana; w oficjalne zaś święta marchew czy nawet jabłko. Dwunaste urodziny Boxera przypadały późnym latem przyszłego roku.
Tymczasem życie było ciężkie. Zimą zapanowały tak ostre mrozy jak poprzednio, a żywności było jeszcze mniej. Racje znów zostały zmniejszone, co jednak nie dotyczyło świń i psów. Zbyt surowy egalitaryzm w racjonowaniu, dowodził Squealer, byłby sprzeczny z zasadami Animalizmu. W każdym razie nie miał żadnych trudności w wykazaniu zwierzętom, że na folwarku w istocie nie występują niedostatki żywności, choć pozory mogą mylić. Owszem, wprawdzie tymczasowo uznano za niezbędne wprowadzenie regulacji przydziałów (Squealer zawsze używał słowa "regulacja", nigdy "zmniejszenie"), jednak w porównaniu z czasami Jonesa poprawa jest ogromna. Odczytując szybko liczby piskliwym głosem, szczegółowo dowodził, iż zwierzęta mają więcej owsa, więcej siana i więcej rzepy aniżeli za Jonesa, że pracują krócej niż wtedy, że poprawiła się jakość wody do picia, żyją dłużej, zmniejszyła się śmiertelność wśród młodych, mają więcej słomy w boksach oraz że pchły nie dokuczają im już tak bardzo. Zwierzęta wierzyły w każde słowo Squealera. Bogiem a prawdą, Jones i wszystko, co się z nim łączyło, niemal całkowicie zniknęło z ich pamięci. Wiedziały, że życie jest obecnie ciężkie i znojne, że często cierpią głód i chłód i że dni mają wypełnione wyłącznie pracą. Jednak dawniej z pewnością było jeszcze gorzej. Zwierzęta pocieszały się tą myślą. Ponadto były wtedy niewolnikami, dziś są wolne, a jest to zasadnicza różnica - czego nigdy nie omieszkał przypomnieć Squealer.
Obecnie znacznie przybyło gąb do wykarmienia. Jesienią cztery maciory oprosiły się niemal jednocześnie, wydając na świat trzydzieści jeden małych świnek. Wszystkie były łaciate, a ponieważ Napoleon był w gospodarstwie jedynym knurem rozpłodowym, każdy mógł łatwo zgadnąć, kto jest ojcem. Zapowiedziano, iż w późniejszym terminie, gdy zakupi się cegłę i budulec, w ogrodzie stanie szkółka. Na razie sam Napoleon uczył prosięta w kuchni Jonesa. Świnki hasały po ogrodzie i raczej odradzano im zabawę z innymi zwierzętami. Mniej więcej w tym samym czasie ogłoszono, że ilekroć świnia spotka na drodze inne zwierzę, to ostatnie musi ustąpić na bok, a także, iż wszystkie świnie bez wyjątku otrzymują przywilej noszenia w niedziele zielonych wstążek na ogonkach.
Rok okazał się dość pomyślny, ale na folwarku nadal brakowało gotówki. Trzeba było kupić cegłę, piasek i wapno na budowę szkółki dla prosiąt; ponadto znów należało zacząć gromadzić pieniądze na maszyny do wiatraka. Potrzebowano też oleju do lamp, świec do domu świń, cukru na stół Napoleona (knur zabraniał spożywać go innym świniom pod pozorem, iż tyją od niego) i takich artykułów jak narzędzia, gwoździe, sznur, węgiel, drut, żelazo i biszkopty dla psów. Sprzedano stóg siana oraz część zbiorów kartofli, a dostawy jaj zwiększono do sześciuset sztuk tygodniowo, wskutek czego kury z trudem wysiadywały zaledwie tyle jaj, by utrzymać liczebność stada. Racje żywnościowe, już i tak zmniejszone w grudniu, zostały ponownie uszczuplone w lutym, a ponadto w stajniach zdjęto latarnie dla zaoszczędzenia oleju. Świnie wszelako miały się całkiem nieźle i nawet przybierały na wadze. Jednego popołudnia pod koniec lutego z niewielkiej szopy za kuchnią, w której dawnymi laty warzono piwo, powiało przez podwórze ciepłym, ciężkim, smakowitym zapachem, jakiego zwierzęta dotąd nie wąchały. Ktoś powiedział, że to pachnie warzony jęczmień. Zwierzęta łakomie niuchały, zastanawiając się, czy może gotują im na kolację ciepłą papkę. Nie było jednak żadnej papki, a najbliższej niedzieli oznajmiono, iż odtąd cały jęczmień zostanie przeznaczony wyłącznie dla świń. Wkrótce rozeszła się wieść, iż świniom przydzielono pół litra piwa dziennie, a Napoleon otrzymał dwa i pół litra, które podają mu w porcelanowej wazie do zupy.
Pomimo że trzeba było znosić trudy, częściowo łagodziło je to, iż życie zwierząt nabrało większej godności. Było więcej wspólnych śpiewów, więcej przemówień, więcej pochodów. Napoleon ogłosił, że raz na tydzień będzie odbywać się coś, co nazwał Spontaniczną Demonstracją, celem uczczenia zmagań z przeciwnościami oraz osiągnięć Folwarku. O wyznaczonej porze zwierzęta odrywały się od zajęć i maszerowały w wojskowym szyku po całym folwarku:
z przodu szły świnie, za nimi konie, kozy, owce i drób. Psy szły na flankach kolumny, a przed wszystkimi kroczył czarny kogucik Napoleona. Boxer i Clover zawsze trzymali we dwójkę zielony sztandar z kopytem i rogiem, oraz napisem: "Niech żyje towarzysz Napoleon!" Następnie deklamowano wiersze ułożone na cześć Napoleona i słuchano mowy Squealera podającego dokładne dane dotyczące wzrostu produkcji żywności;
niekiedy też strzelano na wiwat z fuzji. Najgorliwszymi zwolenniczkami Spontanicznych Demonstracji były owce, a ilekroć ktoś zaczynał narzekać (co czyniły czasem nieliczne zwierzęta, jeśli w pobliżu nie było świń ani psów), że traci się czas na darmo i trzeba stać na zimnie, owce natychmiast uciszały takiego malkontenta potężnym beczeniem: "Cztery nogi: dobrze, dwie nogi: źle!" Na ogół jednak zwierzęta lubiły te uroczystości. Znajdowały pociechę w prz
Kal Zakath
05-03-2005
23:36:33


znowu cut :/

Znajdowały pociechę w przypominaniu, iż mimo wszystko są sobie panami i pracują dla własnego dobra. Śpiewając, maszerując, słuchając wyliczeń Squealera, wystrzałów z fuzji i piania kogucika, spoglądając na łopoczącą na wietrze flagę, łatwiej było zapomnieć, przynajmniej na pewien czas, o burczącym brzuchu.
W kwietniu Folwark Zwierzęcy został ogłoszony republiką i należało wybrać prezydenta. Był tylko jeden kandydat - Napoleon - którego wybrano jednomyślnie. Tego samego dnia ogłoszono, iż znaleziono nowe dokumenty ujawniające dalsze szczegóły zmowy Snowballa z Jonesem. Okazało się, że Snowball nie tylko, jak się poprzednio wydawało zwierzętom, usiłował doprowadzić podstępem do klęski w Bitwie pod Oborą, ale otwarcie walczył w niej po stronie Jonesa. Jednak to nie wszystko: w istocie stał on na czele bandy napastników i ruszył do ataku z okrzykiem: "Niech żyje ludzkość!" Co zaś do ran na grzbiecie, które pewne zwierzęta wciąż pamiętały, zostały one zadane zębami Napoleona.
W środku lata, po kilkuletniej nieobecności, na folwarku znów pojawił się kruk Mojżesz. Nie zmienił się ani na jotę, nie pracował i jak dawniej gadał o Raju Zwierząt. Siadywał na pniaku, trzepotał czarnymi skrzydłami i godzinami opowiadał każdemu, kto chciał go słuchać.
- Tam wysoko, towarzysze - mówił uroczyście wskazując na niebo potężnym dziobem - tam wysoko, za tą ciemną chmurą, którą właśnie widzicie, leży Raj Zwierząt, szczęśliwa kraina, w której my, biedne zwierzęta, będziemy odpoczywać przez wieki po naszych trudach.
Kruk utrzymywał nawet, iż dotarł tam, gdy pewnego dnia wzniósł się bardzo wysoko, i widział łany wiecznie kwitnącej koniczyny oraz rosnące na płotach makuchowe ciastka i kostki cukru. Wiele zwierząt wierzyło Mojżeszowi. Żyją obecnie, rozmyślały, w głodzie i trudzie, czy nie byłoby więc mądre i sprawiedliwe, gdyby istniał gdzieś jakiś lepszy świat? Trudno było określić stosunek świń do Mojżesza. Wszystkie twierdziły pogardliwie, że jego opowieści o Raju Zwierząt to wierutne kłamstwo, a jednak pozwalały mu mieszkać na folwarku i nie pracować, a nawet przydzieliły kieliszek piwa dziennie.
Gdy Boxerowi zagoiło się kopyto, zaczął pracować jeszcze ciężej niż dotąd. Nie ustępowały mu zresztą także inne zwierzęta, które przez cały rok harowały w pocie czoła. Począwszy od marca, do zwykłych zajęć gospodarskich i odbudowy wiatraka przybyło jeszcze stawianie szkółki dla młodych świnek. Niekiedy długie godziny pracy przy ubogim pożywieniu wydawały się nie do zniesienia, lecz Boxer nie załamywał się nigdy. Ani jednym słowem bądź czynem nie zdradził nikomu, że nie ma już tyle sił co niegdyś. Zmienił się tylko nieco jego wygląd - skóra straciła na blasku, a potężne boki były teraz zapadnięte. Zwierzęta mówiły: "Boxer dojdzie do siebie, gdy tylko zazieleni się trawa"; jednak nadeszła wiosna, a koń nadal wyglądał nędznie. Gdy nieraz widywano go na zboczu kamieniołomu, jak pręży muskuły pod ciężarem ogromnego głazu, wydawało się, że Boxera trzyma na nogach jedynie wola wytrwania. Dostrzegano wtedy, iż niemo szepce (bo nie ma nawet tyle sił, żeby powiedzieć cokolwiek na głos):
"Będę pracować jeszcze więcej". Clover i Benjamin ponownie ostrzegali go, żeby uważał na siebie, ale koń puszczał te przestrogi mimo uszu. Zbliżały się jego dwunaste urodziny. Nie dbał już o nic, byle tylko, nim przejdzie na emeryturę, został zebrany odpowiedni zapas kamieni.
Latem, pewnego późnego wieczora gruchnęła nagle wieść, że podobno Boxerowi przydarzyło się coś złego. Jak zwykle wyszedł on samotnie do pracy, by przywlec na budowę ładunek kamieni. Niestety, okazało się, że pogłoska jest prawdziwa. W kilka minut później dwa gołębie przyfrunęły ile sił w skrzydłach z hiobową wieścią:
- Boxer upadł! Leży na boku i nie może się podnieść! Niemal połowa zwierząt rzuciła się w kierunku wzniesienia, na którym budowano wiatrak. Boxer leżał nieruchomo między dyszlami wózka z wyciągniętą szyją; nie mógł nawet podnieść łba. Oczy mu się szkliły, boki świeciły od potu. Z pyska ciekła strużka krwi. Clover przysiadła obok.
- Boxerze! - krzyknęła - co ci jest?
- To płuca - cicho odpowiedział koń. - Nie bójcie się, nic się nie stało. Dacie radę zakończyć budowę beze mnie. Jest już spory zapas kamieni. Tak czy owak, bardzo chciałbym odpocząć. Benjamin też się starzeje; może pozwolą mu przejść na emeryturę ze mną i dotrzymać mi towarzystwa.
- Musimy natychmiast sprowadzić pomoc - zawołała Clover. - Niech ktoś szybko pobiegnie i powie Squealerowi, co się stało.
Wszystkie zwierzęta ruszyły do domu świń, żeby zawiadomić Squealera o wypadku. Przy Boxerze pozostali tylko Clover i Benjamin, który położył się obok konia i w milczeniu odganiał odeń muchy swoim długim ogonem. Mniej więcej po kwadransie zjawił się Squealer, pełen współczucia i troski. Oświadczył, iż towarzysz Napoleon głęboko zmartwił się wieścią o nieszczęśliwym wypadku jednego z najbardziej lojalnych obywateli Folwarku i że poczynił już kroki, by wysłać Boxera do szpitala w Willingdon. Usłyszawszy to zwierzęta poczuły się trochę nieswojo. Poza Mollie i Snowballem żadne zwierzę nigdy nie opuściło gospodarstwa, a ponadto nie były zachwycone tym, że ich chory towarzysz ma dostać się w ręce ludzi. Squealer łatwo ich jednak przekonał, iż weterynarz z Willingdon skuteczniej wyleczy Boxera, aniżeli można by to uczynić na folwarku. Po półgodzinie zaś, gdy Boxer doszedł już nieco do siebie, wstał nie bez trudu z pomocą zwierząt i pokuśtykał do boksu, który Clover i Benjamin wymościli wygodnie słomą.
Przez następne dwa dni Boxer nie opuszczał stajni. Świnie przysłały mu dużą butelkę jakiegoś różowego lekarstwa znalezionego w apteczce w łazience, a Clover wydzielała mu po łyżeczce leku dwa razy dziennie po posiłkach. Wieczorami kładła się obok i gawędziła z nim, a Benjamin odganiał od przyjaciela muchy. Boxer twierdził, że nie martwi się wypadkiem. Jeśli wyzdrowieje, ma jeszcze przed sobą, jak obliczał, trzy lata życia; marzył o spokojnych chwilach, które spędzi w zakątku dużego pastwiska. Po raz pierwszy znajdzie wolny czas, który poświęci na studia i rozwijanie umysłu. Resztę życia, zapowiadał, ma zamiar przeznaczyć na naukę pozostałych dwudziestu dwóch liter alfabetu.
Benjamin i Clover mogli czuwać przy Boxerze jedynie po pracy, a furgon, który miał odwieźć konia do szpitala, zajechał w środku dnia. Wszystkie zwierzęta pełły rzepę pod nadzorem jednej ze świń, gdy ze zdziwieniem ujrzały Benjamina galopującego od strony zabudowań, ryczącego na całe gardło. Po raz pierwszy widziały Benjamina podnieconego - po raz pierwszy też zobaczono starego osła w galopie.
- Szybko, szybko! - krzyczał. - Chodźcie szybko! Zabierają Boxera!
Nie czekając na rozkazy świń zwierzęta przerwały pracę i pobiegły w kierunku zabudowań. Rzeczywiście, na podwórzu stał duży kryty wóz, zaprzężony w dwa konie; na jednej ze ścian pojazdu był jakiś napis, a na koźle siedział cwaniakowaty jegomość w płytkim meloniku. Miejsce Boxera w stajni było puste.
Zwierzęta otoczyły wóz.
- Do widzenia, Boxerze! - krzyczały chórem. - Do widzenia!
- Głupcy! Głupcy! - wołał Benjamin, skacząc wokół nich i tupiąc małymi kopytkami. - Głupcy! Czy nie widzicie, co jest napisane na tym wozie?
Zwierzęta umilkły i zaczęły poszeptywać. Muriel usiłowała sylabizować słowa. Benjamin odepchnął ją i wśród głuchej ciszy przeczytał:
- "Alfred Simmonds. Ubój koni i wytwarzanie kleju kostnego, Willingdon. Handel skórami i mączką kostną. Dostawy do psiarni". Czy nie rozumiecie, co to znaczy? Boxera zabierają do końskiej jatki!
Zwierzęta wydały okrzyk przerażenia. W tej samej chwili człowiek na koźle podciął konie batem i wóz ostro ruszył w kierunku bramy. Wszyscy popędzili za nim, wrzeszcząc ile sił. Na czoło pogoni wysunęła się Clover. Wóz nabierał szybkości. Klacz starała się zmusić swe mocne kończyny do galopu i na krótką chwilę zrównała się z furgonem.
- Boxerze! - krzyczała. - Boxerze! Boxerze! Boxerze! - Właśnie wtedy koń jakby usłyszał wołanie i w tylnym okienku ukazał się jego pysk z białą strzałką na nosie. - Boxerze! - krzyczała Clover rozdzierająco. - Boxerze! Wyskakuj! Wyskakuj szybko! Zabierają cię na śmierć!
Wszystkie zwierzęta zawtórowały:
- Wyskakuj, Boxerze, wyskakuj!
Jednak wóz jechał już szybko i oddalał się coraz bardziej. Nie wiadomo na pewno, czy Boxer zrozumiał wołanie Clover. Jednak po chwili jego pysk zniknął z okienka i od wewnątrz wozu dało się słyszeć potężne dudnienie podków. Koń próbował rozwalić deski i utorować sobie drogę ucieczki. Były czasy, gdy kilka uderzeń jego kopyt roztrzaskałoby wóz w drzazgi. Lecz niestety, siły opuściły Boxera i po kilku minutach dudnienie osłabło, a potem ucichło. Zrozpaczone zwierzęta zaczęły wołać do koni ciągnących wóz, by się zatrzymały.
- Hej, towarzysze, towarzysze! - krzyczały. - Nie wieźcie własnego brata na śmierć!
Jednak głupie bydlęta, zbyt ciemne, by zdawać sobie sprawę, co się dzieje, położyły tylko uszy po sobie i przyspieszyły biegu. Okienko pozostało puste. Komuś przyszło do głowy, niestety poniewczasie, by pobiec naprzód i zatrzasnąć bramę, ale wóz już ją minął i po chwili zniknął na drodze. Boxera nie ujrzano już nigdy.
Po trzech dniach oznajmiono, iż koń zmarł w szpitalu w Willingdon mimo wszelkiej pomocy lekarskiej, jaką może otrzymać koń. Zwierzętom doniósł o tym Squealer. Twierdził, iż był świadkiem ostatnich chwil Boxera.
- Był to najbardziej wzruszający widok w moim życiu! - opowiadał, ścierając łzy racicą. - Stałem przy jego posłaniu aż do samego końca. Gdy śmierć zaglądała mu w oczy, biedak niemal nie miał już sił, by mówić, więc tylko wyszeptał mi do ucha, iż rozpacza jedynie dlatego, że nie dane mu było dożyć zakończenia budowy wiatraka. "Naprzód, towarzysze!" wyszeptał. "Naprzód, w imię Powstania. Niech żyje Folwark Zwierzęcy! Niech żyje towarzysz Napoleon! Napoleon ma zawsze rację". Były to jego ostatnie słowa, towarzysze.
W tej samej chwili zachowanie Squealera uległo nagłej zmianie. Umilkł na chwilę i nim znów zaczął mówić, jego małe oczka rzucały czas jakiś podejrzliwe spojrzenia na prawo i lewo.
Doszło do jego wiadomości, kontynuował, iż gdy zabierano Boxera, zaczęła krążyć głupia i złośliwa pogłoska. Niektóre zwierzęta zauważyły, iż wóz nosił napis "Ubój koni", i wyciągnęły z tego pochopny wniosek, że Boxer jedzie do końskiej jatki. Wprost trudno uwierzyć, ironizował Squealer, że panikarze mogą być aż tak nierozsądni. Przecież nikt chyba nie wątpi w ukochanego Przywódcę, towarzysza Napoleona? - z oburzeniem pytał Squealer, trzepocąc ogonkiem i kiwając się z boku na bok. Wyjaśnienie jest bardzo proste. Wóz należał poprzednio do rzeźnika i został odeń zakupiony przez weterynarza, który nie zdążył zamalować dawnego napisu. Stąd właśnie całe nieporozumienie.
Zwierzęta poczuły ogromną ulgę. A kiedy Squealer barwnie przedstawił dalsze szczegóły ostatnich chwil Boxera, opowiadając o wspaniałej opiece, jaką został otoczony, oraz o drogich lekarstwach, za które, nie oglądając się na koszty, zapłacił Napoleon, pierzchły ostatnie wątpliwości, a żal z powodu śmierci przyjaciela został złagodzony myślą o tym, iż koń przynajmniej umierał szczęśliwy.
W najbliższą niedzielę na porannym zebraniu pojawił się sam Napoleon i wygłosił krótką żałobną mowę ku czci Boxera. Wprawdzie nie ma możliwości sprowadzenia szczątków ich opłakiwanego przyjaciela, by je pogrzebać na folwarku, powiedział, niemniej jednak on sam zamówił duży wieniec z liści wawrzynu rosnącego w ogrodzie, który pośle się na grób Boxera. Za kilka dni świnie urządzą też bankiet dla uczczenia jego pamięci. Napoleon przypomniał na koniec dwie ulubione maksymy Boxera: "Będę pracować jeszcze więcej" i "Towarzysz Napoleon ma zawsze rację", które to maksymy, kontynuował, każde zwierzę powinno przyjąć za swoje.
W dniu wyznaczonym na bankiet furgonetka kupca z Willingdon przywiozła do domu świń sporą drewnianą skrzynię. Tej samej nocy rozległy się stamtąd wrzaskliwe śpiewy, po których nastąpiła jakby gwałtowna kłótnia zakończona około godziny jedenastej straszliwym brzękiem tłuczonego szkła. Nazajutrz na folwarku nikt się nie poruszył aż do południa; rozeszła się pogłoska, że świnie zdobyły gdzieś pieniądze na jeszcze jedną skrzynkę whisky.

10

Minęły lata. Zmieniały się pory roku, upływały krótkie żywoty zwierząt. Przyszedł dzień, gdy poza Clover, Benjaminem, krukiem Mojżeszem oraz niektórymi świniami nikt już nie pamiętał życia przed Powstaniem.
Zdechła Muriel, zdechły psy: Bluebell, Jessie i Pincher. Nie żył również Jones - zmarł gdzieś daleko, w przytułku dla alkoholików. Zapomniano o Snowballu. Boxera pamiętało jedynie kilka zwierząt, które go znały. Clover była teraz starą, grubą klaczą o sztywnych od reumatyzmu stawach i kaprawych oczach. Przekroczyła o dwa lata wiek emerytalny, jednak ani ona, ani żadne inne zwierzę nie doczekało się emerytury. Już dawno przestano wspominać o wydzieleniu skrawka pastwiska dla zasłużonych zwierząt. Napoleon był teraz dojrzałym knurem, ważącym ponad sto pięćdziesiąt kilogramów. Squealer tak porósł w tłuszcz, że jego fałdy zasłaniały mu oczy. Jedynie stary Benjamin niewiele się zmienił, nieco tylko posiwiał na pysku; ponadto od śmierci Boxera zrobił się jeszcze bardziej ponury i małomówny.
Folwark liczył obecnie znacznie więcej mieszkańców niż dawniej, choć przyrost ów okazał się mniejszy, aniżeli się spodziewano. Dla wielu urodzonych tu zwierząt Powstanie było jedynie mglistą tradycją, przekazywaną słowami; inne, zakupione zwierzęta nigdy przedtem nie słyszały o tym wydarzeniu. Oprócz Clover folwark posiadał teraz jeszcze trzy konie. Były to ładne, silne zwierzęta, chętne do pracy - były również dobrymi towarzyszami - ale bardzo głupie. Żaden z nich nie potrafił nauczyć się alfabetu poza literę B. Wierzyły we wszystko, co im opowiadano o Powstaniu i zasadach Animalizmu - chętnie słuchały zwłaszcza starej klaczy, której okazywały niemal synowski szacunek - jednak wydawało się wątpliwe, czy wiele rozumiały.
Gospodarstwo rozwijało się całkiem nieźle, było też lepiej zorganizowane, a jego obszar powiększył się nawet o dwa pola, które zakupiono od pana Pilkingtona. Dokończono wreszcie budowę wiatraka, który napędzał młockarnię, oraz wzniesiono elewator do siana; przybyło też sporo nowych budynków. Whymper kupił sobie powozik. Atoli wiatrak nie został wykorzystany, jak to niegdyś zapowiadano, do wytwarzania prądu. Używano go do mielenia ziarna, co przynosiło spore dochody. Zwierzęta ciężko pracowały przy budowie następnego wiatraka; dopiero po jego postawieniu, zapowiadały świnie, zainstaluje się prądnice. Nikt jednak nie wspominał już o luksusach, których obraz Snowball roztaczał dawno temu przed zwierzętami, o stajniach oświetlonych elektrycznością, z ciepłą i zimną wodą, oraz o trzydniowym tygodniu pracy. Napoleon potępił owe pomysły jako sprzeczne z duchem Animalizmu. Prawdziwe szczęście, dowodził, polega na ciężkiej pracy przy skromnym życiu.
Wyglądało na to, że folwark się wzbogacił, co jednak w żadnej mierze nie dotyczyło zwierząt, oczywiście wyjąwszy świnie i psy. Być może działo się tak częściowo dlatego, że było tak dużo świń i tak dużo psów. Nikt nie mógł zarzucić im lenistwa; one także na swój sposób pracowały. Cały czas zajmowały się, jak to niestrudzenie wyjaśniał Squealer, nadzorem i organizacją pracy na folwarku. Znaczna część tych zajęć była tego rodzaju, że inne, głupsze zwierzęta nijak nie pojmowały, na czym to wszystko polega. Squealer powiedział im, że świnie dzień w dzień harują przy sporządzaniu takich tajemniczych rzeczy jak "rejestry", "sprawozdania", "protokoły" i "memoranda". Były to spore arkusze papieru, które od góry do dołu należało pokryć pismem, a następnie wrzucić do ognia. Czynność ta miała zasadnicze znaczenie dla dobrobytu folwarku, zapewniał Squealer. Jednak ani świnie, ani psy nie wytwarzały żywności własną pracą; za to było ich wiele i zawsze dopisywał im apetyt.
Co zaś do innych zwierząt, to życie wydawało się im takie, jakie było na początku. Zwykle cierpiały głód, sypiały na słomie, piły wodę z sadzawki, pracowały w polu; zimą dokuczał im chłód, latem muchy. Niekiedy co starsze sięgały przytępioną pamięcią w przeszłość, usiłując przypomnieć sobie, czy w pierwszych dniach Powstania, wkrótce po wypędzeniu Jonesa, żyło im się gorzej czy lepiej niż obecnie. Jednak nic to nie dawało. Nie miały z czym porównać dzisiejszych warunków życia; mogły oprzeć się jedynie na kolumnach liczb Squealera, z których niezmiennie wynikało, że wszystko wciąż idzie ku lepszemu. Zwierzęta uznały zatem, iż problem jest nie do rozstrzygnięcia; na dobitkę miały zbyt mało wolnego czasu, aby się zastanawiać nad podobnymi sprawami. Tylko stary Benjamin twierdził, że pamięta każdy szczegół swojego długiego życia oraz że nigdy nie było dużo lepiej czy też dużo gorzej; jest to niemożliwe, albowiem - jak dowodził osioł - głód, niedostatek i rozczarowania stanowią niezmienne prawo życia.
Mimo wszystko zwierzęta nigdy nie traciły nadziei. Co więcej, ani na chwilę nie opuszczało ich poczucie dumy i wyróżnienia: wszak były mieszkańcami Folwarku Zwierzęcego, jedynego gospodarstwa w całym hrabstwie - ba, nawet w całej Anglii! - należącego do zwierząt i przez nie zarządzanego. Żadne z nich, nawet te najmłodsze, nawet nowi przybysze, których zakupiono z folwarków odległych o dwadzieścia czy trzydzieści kilometrów, nie przestało się tym zachwycać. Gdy zaś słyszały huk wystrzałów z fuzji i spoglądały na zielony sztandar łopoczący na wietrze, ich serca napełniała nieugięta duma; w takich chwilach zawsze powracano do dawnych heroicznych dni, do wygnania Jonesa, spisania Siedmiu Przykazań oraz do pamiętnych bitew, w których rozgromiono dwunożnych napastników. Nie wyrzeczone się żadnego z dawnych marzeń. Wciąż wierzono w Republikę Zwierząt zapowiadaną przez starego Majora, Republikę, która powstanie, gdy po zielonych łąkach Anglii stąpać będą jeno zwierzęta. Prędzej czy później jej czas nadejdzie: może nieprędko, może nie za życia obecnego pokolenia, ale nadejdzie na pewno. Tu i ówdzie nucono nawet potajemnie melodię "Zwierząt Anglii"; w każdym razie wszystkie zwierzęta z pewnością znały tę pieśń, choć żadne nie odważyłoby się zapewne zaśpiewać jej głośno. Możliwe, że żyło się teraz ciężko i nie wszystkie nadzieje zostały spełnione, jednak zwierzęta zdawały sobie sprawę z tego, iż różnią się od swoich pobratymców z innych folwarków. Jeśli nawet cierpią głód, to przecież nie dlatego, że muszą żywić ludzi, swoich ciemięży cieli; jeśli nawet ciężko pracują, to przynajmniej pracują dla siebie. Żadne z nich nie chodziło na dwóch nogach. Żadne nie zwracało się do drugiego: "panie". Wszystkie zwierzęta były równe.
Pewnego dnia, wczesnym latem, Squealer rozkazał owcom, by poszły za nim, i poprowadził całe stado na skraj folwarku, tam gdzie znajdował się skrawek nieużytku porośnięty brzeziną. Pod opieką Squealera owce spędziły na nim cały dzień, skubiąc liście. Wieczorem knur powrócił do domu, ale ponieważ było ciepło; nakazał owcom, by pozostały na miejscu. Skończyło się na tym, że trzymał je przez cały tydzień w odosobnieniu, z dala od pozostałych zwierząt. Squealer przebywał z owcami przez większą część dnia. Ciekawskim tłumaczył, iż uczy je nowej pieśni, w czym nikt nie powinien przeszkadzać.
Wkrótce po powrocie owiec do domu, o słodkiej, wieczornej porze wytchnienia, gdy zwierzęta skończyły pracę i wracały do budynków, z podwórza dało się słyszeć przerażone rżenie. Zwierzęta zatrzymały się zaskoczone. Poznały głos Clover. Klacz zarżała ponownie; wszyscy ruszyli galopem i wpadli na podwórze. Tam ujrzeli to, co zobaczyła Clover.
Świnię chodzącą na zadnich nogach.
Tak, był to Squealer. Trochę niezgrabnie, jakby jeszcze nie przywykł do dźwigania swojego grubego cielska w tej pozycji, niemniej całkowicie utrzymując równowagę szedł po podwórzu. W chwilę później z domu Jonesa wysunął się długi rząd świń kroczących gęsiego, wszystkie na zadnich nogach. Niektórym wychodziło to lepiej, innym gorzej, kilka nawet chwiało się nieco i wydawało się, że marzą o kiju do podparcia, jednak wszystkie bez wyjątku kroczyły bez szczególnych kłopotów. Wreszcie rozległo się przeraźliwe ujadanie psów i przenikliwe pianie czarnego kogucika, a na podwórzu, w otoczeniu psiej eskorty, ukazał się sam Napoleon, majestatycznie wyprostowany, ciskając wokół wyniosłe spojrzenia.
W racicy trzymał bat.
Zapadła śmiertelna cisza. Osłupiałe i przerażone zwierzęta zbiły się w gromadkę, łypiąc na długi rząd świń stąpających powoli dookoła podwórza. Wydawało się, że świat stanął na głowie. Potem, kiedy minął pierwszy szok, przyszła chwila, gdy wbrew wszystkiemu - wbrew trwodze, jaką wzbudzały psy, wbrew przyzwyczajeniu nabytemu w ciągu długich lat, by nigdy na nic nie narzekać i niczego nie krytykować - zwierzęta zdobyłyby się może na protest. W tej samej jednak chwili owce, jak na komendę, zaczęły przeraźliwie beczeć:
- Cztery nogi: dobrze, dwie nogi: lepiej! Cztery nogi: dobrze, dwie nogi: lepiej! Cztery nogi: dobrze, dwie nogi: lepiej!
Koncert ten trwał bitych pięć minut. Kiedy zaś owce się uspokoiły, przepadła jakakolwiek sposobność wniesienia sprzeciwu, albowiem świnie zdążyły już zniknąć w domu.
Benjamin poczuł, że czyjś nos muska go po grzbiecie. Obejrzał się. Była to Clover. Jej stare oczy zasnuły się mgłą jeszcze bardziej niż zwykle. Nie mówiąc ani słowa pociągnęła go lekko za grzywę i zaprowadziła pod ścianę wielkiej stodoły, na której wypisano Siedem Przykazań. Przez kilka chwil osioł i klacz patrzyli w milczeniu na smołowaną ścianę z wymalowanymi na niej białymi literami.
- Oczy mam już nie te - powiedziała wreszcie Clover. - Nawet gdy byłam młoda, nie potrafiłam przeczytać tego, co tam wypisano. Ale wydaje mi się, że ta ściana wygląda inaczej niż ongiś. Czy nasze Przykazania są te same, co dawniej, Benjaminie?
Po raz pierwszy osioł odstąpił od swoich zasad i przeczytał Clover to, co było wypisane na ścianie. Pozostało na niej tylko jedno Przykazanie. Brzmiało ono tak:
WSZYSTKIE ZWIERZĘTA SĄ RÓWNE, ALE NIEKTÓRE ZWIERZĘTA SĄ RÓWNIEJSZE OD INNYCH
Potem nikogo już nie zdziwiło, że nazajutrz świnie nadzorujące prace gospodarskie trzymały w racicach baty. Nikogo też nie dziwiło, że świnie kupiły sobie radio, poczyniły starania o założenie telefonu, oraz zaprenumerowały "Johna Bulla", "Tit-Bits" i "Daily Mirror". Nikogo nie dziwił widok Napoleona spacerującego z fajką w zębach po ogrodzie; nie, nikogo nie dziwiło nawet to, że świnie wyciągnęły z szaf ubrania pana Jonesa i nałożyły je na siebie. Sam Napoleon ukazał się w czarnym paltocie, myśliwskich bryczesach i skórzanych sztylpach, a jego ulubiona maciora paradowała we wzorzystej jedwabnej sukni, którą pani Jones wkładała w niedzielę.
W tydzień później po południu na podwórze zajechało kilka bryczek. Na objazd folwarku zaproszono delegację właścicieli sąsiednich gospodarstw. Oprowadzono ich po całym terenie: delegaci wyrazili swój wielki podziw dla wszystkiego, co zobaczyli, szczególne zaś uznanie znalazł w ich oczach wiatrak. Zwierzęta pełły w tym czasie zagony rzepy. Pracowały pilnie, niemal nie podnosząc wzroku, nie wiedząc, kogo bać się bardziej - świń czy ludzi.
Tego wieczora z domu świń dochodziły wybuchy głośnego śmiechu i odgłosy śpiewów. Nagle, na dźwięk pomieszanych głosów, zwierzęta tknęła ciekawość. Co mogło się dziać tam wewnątrz, gdzie po raz pierwszy zwierzęta i ludzie rozmawiali jak równy z równym? Wszystkie zwierzęta zaczęły skradać się jak najciszej do ogródka przed domem.
Przy furtce zatrzymały się nieco wystraszone, ale Clover dała znak, by podążyły za nią. Podeszły więc cichuteńko aż pod sam dom, a potem te, które były dość wysokie, zajrzały przez okno do pokoju stołowego. Przy długim stole siedziało sześciu gospodarzy i sześć co znamienitszych świń, a Napoleon zajmował honorowe miejsce. Świnie najwyraźniej czuły się całkiem swobodnie na swoich krzesłach. Towarzystwo grało w karty, ale akurat nastąpiła przerwa, widocznie po to, by mógł zostać spełniony toast. Wśród zebranych krążył wielki dzban, do kufli dolewano piwa. Nikt nie zauważył zdziwionych pysków zwierząt gapiących się z ogrodu.
Pan Pilkington z Foxwood powstał, trzymając kufel w dłoni. Za chwilę, zapowiedział, poprosi zgromadzonych, by spełnili toast. Nim to jednak uczyni, czuje się w obowiązku wygłosić kilka słów.
Otóż zarówno on sam, jak i (czego jest pewien) pozostali obecni, czerpie, powiedział, ogromną satysfakcję z tego, iż długi okres nieufności oraz nieporozumień dobiegł końca. Był bowiem czas - oczywiście należy zastrzec, iż ani on, ani ktokolwiek z gości nie żywi dziś podobnych przekonań - był więc czas, gdy szanowni właściciele Folwarku Zwierzęcego spotykali się z pewną - słowo: "wrogością" nie jest tu chyba na miejscu - ale być może z niejaką rezerwą ze strony sąsiadów - ludzi. Miały miejsce niezbyt fortunne incydenty, szerzyły się błędne poglądy. Mniemano, że istnienie folwarku, którego właścicielami i gospodarzami są świnie, jest czymś poniekąd nienormalnym, a ponadto mogłoby wywrzeć niekorzystny wpływ na sąsiedztwo. Zbyt wielu sąsiadów przyjęło za pewnik, nie wnikając, niestety, głębiej w istotę sprawy, iż na takim folwarku będzie się szerzyć rozpasanie i brak dyscypliny. Właściciele ci wykazywali zaniepokojenie, obawiając się o skutki podobnych wpływów na ich własne zwierzęta, a nawet na pracowników. Wszelkie wątpliwości zostały jednak rozproszone. W dniu dzisiejszym bowiem on sam i jego przyjaciele przybyli na Folwark Zwierzęcy i obejrzeli go bardzo dokładnie. Cóż takiego się okazało? Oto ujrzeli nie tylko najnowocześniejsze metody rolnicze, ale taką dyscyplinę i porządek, jakie powinny stanowić wzór dla wszystkich bez wyjątku gospodarzy. Nie pomyli się chyba, jeśli stwierdzi, iż pośledniejsze zwierzęta na Folwarku pracują więcej i otrzymują za to mniej żywności niż jakiekolwiek inne zwierzęta w ich hrabstwie. On sam zaś i towarzyszący mu goście podpatrzyli dziś sporo innowacji, które natychmiast zamierzają wprowadzić w swoich gospodarstwach.
Tych kilka uwag, dodał, pragnie zakończyć raz jeszcze podkreślając dobitnie, iż Folwark Zwierzęcy oraz jego sąsiadów łączą i powinny łączyć przyjacielskie więzy. Między świniami i ludźmi nie ma i nie powinno być żadnych sprzecznych interesów. Wspólne są bowiem ich wysiłki, wspólne trudności. Czyż problemy z siłą roboczą nie są wszędzie takie same? W tym momencie słuchacze dostrzegli, że pan Pilkington chciałby zabłysnąć przed towarzystwem jakimś starannie przygotowanym dowcipem, jednak przez chwilę tak był nim ubawiony, że nie mógł wykrztusić ani słowa. Wreszcie, dławiąc się dłuższy czas śmiechem, co zabarwiło na purpurowo jego liczne podbródki, zdołał wyjąkać:
- Skoro wy macie swoje niższe zwierzęta, z którymi musicie się użerać, wiedzcie, że my mamy nasze niższe klasy!
Ów bon mot wywołał ryk śmiechu, pan Pilkington raz jeszcze pogratulował świniom mniejszych racji żywnościowych, dłuższych godzin pracy i ogólnego braku pobłażania innym zwierzętom, co zauważył na Folwarku. Teraz zaś, dokończył, wzywa szanownych zebranych, by powstali i napełnili kufle.
- Panowie - zawołał - panowie, oto wznoszę toast: za pomyślność Folwarku Zwierzęcego!
Toast przyjęto entuzjastycznymi okrzykami i tupaniem. Napoleon był tak uszczęśliwiony, że opuścił swoje miejsce i obszedł stół, by przed wypiciem trącić się kuflem z panem Pilkingtonem. Gdy wrzawa ucichła, Napoleon, który nie usiadł, oznajmił, iż również on chciałby wygłosić kilka słów.
Tak jak wszystkie jego poprzednie mowy, ta również była krótka i dotykała sedna sprawy. On także, powiedział knur, jest szczęśliwy, iż okres nieporozumień się zakończył. Przez dłuższy czas krążyły pogłoski - rozsiewane, jak miał powody przypuszczać, przez złośliwych wrogów - że poglądy jego i jego towarzyszy pachną wywrotowością, a nawet rewolucją. Zarzucano im usiłowanie wzniecenia buntu wśród zwierząt sąsiednich folwarków. Nic bardziej błędnego! Ich jedynym pragnieniem jest żyć w pokoju i utrzymywać normalne stosunki handlowe z sąsiadami. Folwark, którym ma zaszczyt kierować, dodał, jest spółdzielnią. Tytuł własności, który on sam przechowuje, należy wspólnie do wszystkich świń.
Choć osobiście nie wierzy, dodał, by wciąż jeszcze utrzymywały się dawne uprzedzenia, niemniej jednak na folwarku zostały ostatnio wprowadzone pewne zmiany, których celem jest utrwalenie zaufania sąsiadów. Dotychczas zwierzęta miały na przykład niezbyt mądry zwyczaj zwracania się do siebie per "towarzyszu". Ów zwyczaj będzie zniesiony. Inną dziwaczną tradycją nieznanego pochodzenia było defilowanie w niedzielę rano przed czaszką jakiegoś wieprza, przytwierdzoną do słupa ogrodowego. Temu także położy się kres, a czaszkę już zakopano. Szanowni goście być może zauważyli też zielony sztandar na maszcie. Jeśli tak, zapewne spostrzegli, iż białe kopyto i róg, które uprzednio zdobiły ów sztandar, zostały usunięte. Odtąd będzie to zwykła zielona flaga.
Jeśli chodzi o wspaniałą, dobrosąsiedzką mowę pana Pilkingtona, stwierdził Napoleon, on ma tylko jedno jedyne zastrzeżenie. Otóż pan Pilkington przez cały czas mówił o "Folwarku Zwierzęcym". Oczywiście nie mógł wiedzieć - albowiem podaje się to po raz pierwszy do wiadomości - iż nazwa "Folwark Zwierzęcy" została zniesiona. Odtąd folwark ma nosić dawną nazwę: "Folwark Dworski", która to nazwa, jak sądzi, jest właściwa.
- Panowie - zakończył Napoleon - pozwólcie, iż wzniosę taki sam toast jak poprzednio, tyle że w innej formie. Napełnijcie kufle po brzegi. Panowie, oto mój toast: za pomyślność Folwarku Dworskiego!
Wybuchł tak ogromny aplauz jak chwilę wcześniej i kufle wychylono do samego dna. Jednak zwierzętom, które przyglądały się temu z ogrodu, wydało się, że oto zachodzi jakaś dziwna przemiana. Cóż takiego zmieniło się w wyglądzie świń? Clover przyglądała się starczymi, przyćmionymi oczami to jednemu ryjowi, to drugiemu. Niektóre miały po pięć podbródków, inne po cztery, jeszcze inne po trzy. Cóż takiego jakby się w nich przeobrażało i rozpływało? Umilkły już wesołe okrzyki, zebrani znów zasiedli do kart i podjęli przerwaną grę, a zwierzęta wycofały się cichcem.
Nie uszły jednak i dwudziestu metrów, gdy naraz zatrzymały się w pół kroku. Z budynku doleciał je gwar podniesionych głosów. Pośpieszyły więc z powrotem i znów zajrzały przez okno. Tak, wewnątrz wybuchła zajadła kłótnia. Wrzeszczano na siebie, walono pięściami w stół, rzucano podejrzliwe spojrzenia, gwałtownie się zapierano. Źródłem nieporozumienia było to, iż Napoleon i pan Pilkington równocześnie zagrali asem pik.
Słychać było dwanaście wściekłych głosów, a wszystkie brzmiały jednakowo. Nie było już żadnych wątpliwości, co się zmieniło w ryjach świń. Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim.

Listopad 1943 - luty 1944
witek
06-03-2005
00:06:59


to powinno chyba dać co poniektórym do myślenia nad ograniczeniem dlugosci komentarza...
MasterJunior
06-03-2005
00:12:15


nie...
pzak
06-03-2005
22:14:00


folwark zwierzęcy - dobra książka...
film też może być...
Ksiezniczka
06-03-2005
23:22:27


zajebista książka ... ogólnie Orwell jest QL ... :)
leon
06-03-2005
23:24:07


ja tam lubie coelho
Ala667
06-03-2005
23:27:50


a ja czytam wszystko co mi wpadnie w ręce
ale fantazy rulezzzz ;]
Ksiezniczka
06-03-2005
23:30:03


Coelho i Carrola przeczytałam już wszystko
kiedyś zaczytywałam się w Kingu, Chmielewskiej i Christie :)
uwielbiam czytac :)
J. Fowles górą :)

a ostatnimi czasy znów sięgnęłam do "Dzieci z Bullerbyn" i "O psie, który jeździł koleją"
Ala667
06-03-2005
23:54:45


teraz jestem na etapie, że wszystko co mi się podoba kupuję
pzak
07-03-2005
00:38:42


mi się coraz bardziej podoba Dan Brown...
vetter
11-04-2006
14:24:18


ufff, nauczylem sie w koncu - moge powtorzyc z zamknietymi oczami ,-D
zul
12-04-2006
08:30:56


yyyy
Kastor_Polluxxx
12-04-2006
10:59:22


bardzo trafny komentarz zul
vetter
12-04-2006
15:22:02


to qrde, czlowiek sie meczy zeby sie wykazac, a tu co go spotyka?? NIEZROZUMIENIE

czarna rozpacz i nic tylko sie upic (kazda okazja jest dobra,-)
Aro
12-04-2006
23:04:22


matrix kurwa
vetter
17-04-2006
20:10:35


noo dzis faktycznie mam taki klimat, ze tylko jakas czarna kaspulke lyknac ...
vetter
17-04-2006
20:14:00


nie, tchorzem nie jestem ...

choc kusi...

nie dam sie !!
jamires
17-04-2006
22:01:28


wzywać pogotowie?
LadyVampi
17-04-2006
22:09:34


ja moge udzielic pierwszej pomocy w razie czego:)
jamires
17-04-2006
22:22:04


vetter uważaj
wyssie Cię do końca
LadyVampi
17-04-2006
22:22:48


a tam zaraz wyssa do konca...no moze tylko troche possam dla przyjemnosci:)
jamires
17-04-2006
22:25:39


no chyba, że obopólnej
vetter zaczynam Ci zazdrościć

hilfe, hilfe
vetter
17-04-2006
22:30:50


spadaj, bylem pierwszy ,-)
jamires
17-04-2006
22:40:00


będę czekał karnie
z nadzieją, że LV lubi ssać ;)
LadyVampi
17-04-2006
22:40:52


hehhehe no nie kolejka sie do mnie ustawia......
pzak
17-04-2006
22:43:13


ja mieszkam najbliżej, no...

:]
Kastor_Polluxxx
17-04-2006
22:48:45


>_>

<_<

^.~
vetter
17-04-2006
22:49:45


tu nie o mieszkanie chodzi ,-P

,-D
jamires
17-04-2006
23:09:19


pzako mieszkasz najbliżej i jak widać nie wiesz co tracisz ;)
pzak
17-04-2006
23:10:10


wiem :]
LadyVampi
17-04-2006
23:11:29


pzako to zabrzmialo jak komplement
pzak
17-04-2006
23:13:00


miało tak zabrzmieć :]
Kastor_Polluxxx
17-04-2006
23:13:26


chcial zaimponic :D
quince
18-04-2006
20:35:05


o kurwa!
kloc
18-04-2006
23:15:25


<!DOCTYPE HTML PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN">
<html dir="ltr">
<head>
<meta http-equiv="Content-Type" content="text/html; charset=iso-8859-2">
<meta http-equiv="Content-Style-Type" content="text/css">

<link rel="top" href="./index.php" title=" rotfl.pl " />
<link rel="search" href="./search.php" title="Szukaj" />
<link rel="help" href="./faq.php" title="FAQ" />
<link rel="author" href="./memberlist.php" title="Użytkownicy" />
<link rel="prev" href="viewtopic.php?t=11645&amp;view=previous" title="Zobacz poprzedni temat" />
<link rel="next" href="viewtopic.php?t=11645&amp;view=next" title="Zobacz następny temat" />
<link rel="up" href="viewforum.php?f=4" title="teksty" />
<link rel="chapter forum" href="viewforum.php?f=7" title="NEWS" />
<link rel="chapter forum" href="viewforum.php?f=4" title="teksty" />
<link rel="chapter forum" href="viewforum.php?f=5" title="linki" />
<link rel="chapter forum" href="viewforum.php?f=9" title="kwarantanna" />

<link rel="chapter forum" href="viewforum.php?f=1" title="forum" />
<link rel="chapter forum" href="viewforum.php?f=8" title="krytyk" />
<link rel="chapter forum" href="viewforum.php?f=2" title="uwagi, sugestie, opinie" />
<link rel="chapter forum" href="viewforum.php?f=3" title="HydePark" />
<link rel="chapter forum" href="viewforum.php?f=16" title="rekrutacja" />
<link rel="chapter forum" href="viewforum.php?f=10" title="wiedomości" />
<link rel="chapter forum" href="viewforum.php?f=13" title="listy do redakcji" />
<link rel="chapter forum" href="viewforum.php?f=18" title="Czy to normalne?" />

<title>Zobacz temat - Jak Stevie Wonder sprzed laaaat - rotfl.pl</title>
<!-- link rel="stylesheet" href="templates/subSilver/subSilver.css" type="text/css" -->
<style type="text/css">
<!--
/*
The original subSilver Theme for phpBB version 2+
Created by subBlue design
http://www.subBlue.com

NOTE: These CSS definitions are stored within the main page body so that you can use the phpBB2
theme administration centre. When you have finalised your style you could cut the final CSS code
and place it in an external file, deleting this section to save bandwidth.
*/

/* General page style. The scroll bar colours only visible in IE5.5+ */
body {
margin-top: 10px;
background-repeat: repeat-x;
background-image: url(../img/g.gif);
background-color: #FFFFFF;
}

/* General font families for common tags */
/* font,th,td,p { font-family: Arial, Verdana, Helvetica, sans-serif }
*/
th,td,p { font-family: Arial, Verdana, Helvetica, sans-serif }
a:link,a:active,a:visited { color : #800000; }
a:hover { text-decoration: none; background-color: #FFFF00; color : #000000; }
hr { height: 0px; border: solid #DEE3E7 0px; border-top-width: 1px;}

/* This is the border line & background colour round the entire page */
.bodyline { background-color: #FFFFFF; border: 1px #FFFFFF solid; }

/* This is the outline round the main forum tables */
.forumline { background-color: #FFFFFF; border: 1px #FFFFFF solid; }

/* Main table cell colours and backgrounds */
td.row1 { background-color: #F0F0F0; }
td.row2 { background-color: #F9F9F9; }
td.row3 { background-color: #E0E0E0; }

/*
This is for the table cell above the Topics, Post & Last posts on the index.php page
By default this is the fading out gradiated silver background.
However, you could replace this with a bitmap specific for each forum
*/
td.rowpic {
background-color: #E0E0E0;
/* background-image: url(templates/subSilver/images/cellpic2.jpg);
background-repeat: repeat-y;
*/
}

/* Header cells - the blue and silver gradient backgrounds */
th {
color: #FFFFFF; font-size: 12px; font-weight : bold;
background-color: #aa0033; height: 25px;
background-image: url(templates/subSilver/images/);
}

td.cat,td.catHead,td.catSides,td.catLeft,td.catRight {
background-image: url(templates/subSilver/images/);
background-color:#E0E0E0;
border: #FFFFFF;
border-style:
solid;
height: 28px;
}
td.catHead {
background-color:#FFFFFF;
border-top: 2px #CCCCCC solid;
}
td.catBottom {
background-color:#FFFFFF;
border-top: 2px #FFFFFF solid;
}

/*
Setting additional nice inner borders for the main table cells.
The names indicate which sides the border will be on.
Don't worry if you don't understand this, just ignore it :-)
*/
td.cat,td.catHead,td.catBottom {
height: 29px;
border-width: 0px 0px 0px 0px;
}
th.thHead,th.thSides,th.thTop,th.thLeft,th.thRight,th.thBottom,th.thCornerL,th.thCornerR {
font-weight: bold; border: #FFFFFF; border-style: solid; height: 28px;
}
td.row3Right,td.spaceRow {
background-color: #E0E0E0;
/* border: #FFFFFF;
border-style: solid;
*/ }

th.thHead,td.catHead { font-size: 13px; border-width: 1px 1px 0px 1px; }
th.thSides,td.catSides,td.spaceRow { border-width: 0px 1px 0px 1px; }
th.thRight,td.catRight,td.row3Right { border-width: 0px 1px 0px 0px; }
th.thLeft,td.catLeft { border-width: 0px 0px 0px 1px; }
th.thBottom,td.catBottom { border-width: 0px 1px 1px 1px; }
th.thTop { border-width: 1px 0px 0px 0px; }
th.thCornerL { border-width: 1px 0px 0px 1px; }
th.thCornerR { border-width: 1px 1px 0px 0px; }

/* The largest text used in the index page title and toptic title etc. */
.maintitle {
font-weight: bold; font-size: 22px; font-family: "Trebuchet MS",Arial, Verdana, Helvetica, sans-serif;
text-decoration: none; line-height : 120%; color : #000000;
}

/* General text */
.gen { font-size : 13px; }
.genmed { font-size : 12px; }
.gensmall { font-size : 11px; }
.gen,.genmed,.gensmall { color : #000000; }
a.gen,a.genmed,a.gensmall { color: #800000; text-decoration: none; }
a.gen:hover,a.genmed:hover,a.gensmall:hover { background-color: #FFFF00; color: #000000; text-decoration: underline; }

/* The register, login, search etc links at the top of the page */
.mainmenu { font-size : 12px; color : #000000 }
a.mainmenu { text-decoration: none; color : #800000; }
a.mainmenu:hover{ background-color: #FFFF00; text-decoration: underline; color : #000000; }

/* Forum category titles */
.cattitle { font-weight: bold; font-size: 13px ; color : #800000}
a.cattitle { text-decoration: none; color : #800000; }
a.cattitle:hover{ background-color: #FFFF00; color: #000000; text-decoration: underline; }

/* Forum title: Text and link to the forums used in: index.php */
.forumlink { font-weight: bold; font-size: 13px; color : #800000; }
a.forumlink { text-decoration: none; color : #800000; }
a.forumlink:hover{ text-decoration: underline; background-color: #FFFF00 color : #000000; }

/* Used for the navigation text, (Page 1,2,3 etc) and the navigation bar when in a forum */
.nav { text-decoration: none; font-weight: bold; font-size: 12px; color : #000000;}
a.nav { text-decoration: underline; color : #800000; }
a.nav:hover { text-decoration: none; background-color: #FFFF00; color: #000000 }

/* titles for the topics: could specify viewed link colour too */
.topictitle,h1,h2 { font-weight: bold; font-size: 12px; color : #000000; }
a.topictitle:link { text-decoration: none; color : #800000; }
a.topictitle:visited { text-decoration: none; color : #333333; }
a.topictitle:hover { text-decoration: none; background-color: #FFFF00; color : #000000; }

/* Name of poster in viewmsg.php and viewtopic.php and other places */
.name { font-size : 12px; color : #000000;}

/* Location, number of posts, post date etc */
.postdetails { font-size : 11px; color : #000000; }

/* The content of the posts (body of text) */
.postbody { font-size : 13px; line-height: 18px}
a.postlink:link { text-decoration: none; color : #800000 }
a.postlink:visited { text-decoration: none; color : #333333; }
a.postlink:hover { text-decoration: none; background-color: #FFFF00; color : #000000}

/* Quote & Code blocks */
.code {
font-family: Courier, 'Courier New', sans-serif; font-size: 12px; color: #006600;
background-color: #FAFAFA; border: #DEE3E7; border-style: solid;
border-left-width: 1px; border-top-width: 1px; border-right-width: 1px; border-bottom-width: 1px
}

.quote {
font-family: Arial, Verdana, Helvetica, sans-serif; font-size: 12px; color: #444444; line-height: 125%;
background-color: #FAFAFA; border: #DEE3E7; border-style: solid;
border-left-width: 1px; border-top-width: 1px; border-right-width: 1px; border-bottom-width: 1px
}

/* Copyright and bottom info */
.copyright { font-size: 11px; font-family: Arial, Verdana, Helvetica, sans-serif; color: #444444;}
a.copyright { color: #444444; text-decoration: none;}
a.copyright:hover { background-color: #FFFF00; color: #000000; text-decoration: none;}

/* Form elements */
/*
input,textarea, select {
color : #000000;
font: normal 12px Arial, Verdana, Helvetica, sans-serif;
border-color : #000000;
}

*/

/* The text input fields background colour */
/*
input.post, textarea.post, select {
background-color : #FFFFFF;
}
*/

input { text-indent : 2px; }

/* The buttons used for bbCode styling in message post */
/*
input.button {
background-color : #F6F6F6;
color : #000000;
font-size: 12px; font-family: Arial, Verdana, Helvetica, sans-serif;
}
*/

/* The main submit button option */
/*
input.mainoption {
background-color : #FAFAFA;
font-weight : bold;
}

*/

/* None-bold submit button */
/*
input.liteoption {
background-color : #FAFAFA;
font-weight : normal;
}
*/

/* This is the line in the posting page which shows the rollover
help line. This is actually a text box, but if set to be the same
colour as the background no one will know ;)
*/
.helpline { background-color: #FFFFFF; border-style: none; }

/* Import the fancy styles for IE only (NS4.x doesn't use the @import function) */
@import url("templates/subSilver/formIE.css");
-->
</style>
<script language="Javascript" type="text/javascript">
<!--
if ( 0 )
{
window.open('privmsg.php?mode=newpm', '_phpbbprivmsg', 'HEIGHT=225,resizable=yes,WIDTH=400');;
}
//-->
</script>
<script language="javascript" type="text/javascript" src="nowe.js"></script>

</head>
<!-- <body onLoad='setInterval("checker(,)", 15000);' topmargin="0" bgcolor="#FFFFFF" text="#000000" link="#800000" vlink="#333333" /> -->
<body topmargin="0" bgcolor="#FFFFFF" text="#000000" link="#800000" vlink="#333333" />
<a name="top"></a>

<table width="100%" cellspacing="0" cellpadding="0" border="0" align="center">
<tr>
<td bgcolor="#ffffff" align="center"><table width="100%" cellspacing="0" cellpadding="0" border="0">
<tr>
<td align="left" valign="top">
<a href="../index.php"><img src="../img/rotfl-pl.gif" width=169 height=60 border=0 alt="rotfl.pl - rolling on the floor laughing"></a>
</td>

<td align="right" valign="bottom">
<!-- SiteSearch Google -->
<form method="get" action="http://www.google.pl/custom" target="google_window">
<table border="0" bgcolor="#ffffff">
<tr><td nowrap="nowrap" valign="top" align="left" height="32">

</td>
<td nowrap="nowrap">
<input type="hidden" name="domains" value="rotfl.pl"></input>

<input type="text" name="q" size="16" maxlength="255" value=""></input>
<input type="submit" name="sa" value="Wyszukiwarka Google"></input>
<input type="hidden" name="sitesearch" value="rotfl.pl"></input>
<input type="hidden" name="client" value="pub-1133719495456955"></input>
<input type="hidden" name="forid" value="1"></input>
<input type="hidden" name="channel" value="4158812618"></input>
<input type="hidden" name="ie" value="ISO-8859-2"></input>
<input type="hidden" name="oe" value="ISO-8859-2"></input>
<input type="hidden" name="cof" value="GALT:#008000;GL:1;DIV:#336699;VLC:663399;AH:center;BGC:FFFFFF;LBGC:FFFFFF;ALC:0000FF;LC:0000FF;T:000000;GFNT:0000FF;GIMP:0000FF;LH:60;LW:169;L:http://rotfl.pl/img/rotfl-pl.gif;S:http://rotfl.pl;LP:1;FORID:1;"></input>

<input type="hidden" name="hl" value="pl"></input>
</td></tr></table>
</form>
<!-- SiteSearch Google -->

<span class="mainmenu"><a href="faq.php" class="mainmenu">FAQ</a> - </span><span class="mainmenu"><a href="search.php" class="mainmenu">Szukaj</a> - <a href="memberlist.php" class="mainmenu">Użytkownicy</a> - <a href="groupcp.php" class="mainmenu">Grupy</a>&nbsp;&nbsp;&nbsp;</span>

</td>
</tr>
<tr>
<td colspan="2" align="right">
<table cellspacing="0" cellpadding="2" border="0">
<tr>
<td align="right" valign="middle" nowrap="nowrap"><nobr><span class="mainmenu">&nbsp;<a href="profile.php?mode=editprofile" class="mainmenu">Profil</a>&nbsp; - &nbsp;<a href="privmsg.php?folder=inbox" class="mainmenu">Nie masz nowych wiadomości</a>&nbsp; - &nbsp;<a href="login.php?logout=true&amp;sid=833c32e86deecf6c1fda56849fcea26b" class="mainmenu">Wyloguj [ kloc ]</a>&nbsp;</span></nobr></td>

<td align="right" valign="middle" nowrap="nowrap">
</td>
</tr>
</table>
</td>
</tr>
</table>
<hr>
<div align="left"><font face=Arial color=#FF0000 size=2>Porada:</font> <font face=Arial color=#000000 size=2>Aby szybko i precyzyjnie przeszukac zasoby <a href="http://rotfl.pl">rotfl.pl</a>, uzyj <a href="http://www.google.pl/custom?domains=rotfl.pl&q=&sitesearch=rotfl.pl&client=pub-1133719495456955&forid=1&channel=4158812618&ie=ISO-8859-2&oe=ISO-8859-2&cof=GALT%3A%23008000%3BGL%3A1%3BDIV%3A%23336699%3BVLC%3A663399%3BAH%3Acenter%3BBGC%3AFFFFFF%3BLBGC%3AFFFFFF%3BALC%3A0000FF%3BLC%3A0000FF%3BT%3A000000%3BGFNT%3A0000FF%3BGIMP%3A0000FF%3BLH%3A60%3BLW%3A169%3BL%3Ahttp%3A%2F%2Frotfl.pl%2Fimg%2Frotfl-pl.gif%3BS%3Ahttp%3A%2F%2Frotfl.pl%3BLP%3A1%3BFORID%3A1%3B&hl=pl" target="google_window">Wyszukiwarki Google</a> w prawym górnym rogu.</font></div>

<br>

<div id="nowe"></div>


<table width="100%" cellspacing="2" cellpadding="2" border="0">
<tr>
<td align="left" valign="bottom" colspan="2"><a class="maintitle" href="viewtopic.php?t=11645&amp;start=60&amp;postdays=0&amp;postorder=asc&amp;highlight=">Jak Stevie Wonder sprzed laaaat</a></td>
</tr>
</table>

<table width="100%" cellspacing="2" cellpadding="2" border="0">
<tr>

<td align="left" valign="bottom" nowrap="nowrap"><nobr><span class="nav"><a href="posting.php?mode=newtopic&amp;f=4" class="nav">+ Napisz nowy temat</a>&nbsp;&nbsp;|&nbsp;&nbsp;<a href="posting.php?mode=reply&amp;t=11645" class="nav">Odpowiedz do tematu</a>&nbsp;&nbsp;| <a href="index.php" class="nav"> rotfl.pl </a> &raquo; <a href="viewforum.php?f=4" class="nav">teksty</a></span></nobr></td>
<td align="right" valign="middle" width="100%">
<span class="nav">Strona <a href="viewtopic.php?t=11645&amp;postdays=0&amp;postorder=asc&amp;start=30">Poprzednia</a>&nbsp;&nbsp;<a href="viewtopic.php?t=11645&amp;postdays=0&amp;postorder=asc&amp;start=0">1</a>, <a href="viewtopic.php?t=11645&amp;postdays=0&amp;postorder=asc&amp;start=30">2</a>, <b>3</b></span> &nbsp;

</td>
</tr>
</table>

<table class="forumline" width="100%" cellspacing="1" cellpadding="3" border="0">
<tr align="right">
<td class="catHead" colspan="3" height="28">
<span class="nav"><a href="viewtopic.php?t=11645&amp;view=previous" class="nav">Zobacz poprzedni temat</a> :: <a href="viewtopic.php?t=11645&amp;view=next" class="nav">Zobacz następny temat</a> &nbsp;</span>

</td>
</tr>

<tr>
<th class="thLeft" width="120" height="26" nowrap="nowrap">&nbsp;&nbsp;Autor&nbsp;&nbsp;</th>
<th class="thRight" nowrap="nowrap">Wiadomość</th>
<th class="thRight" width="75" nowrap="nowrap">Wysłany</th>
</tr>

<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row1"><span class="name"><a name="344692" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=3366">vetter</a></b></span><br /><span class="postdetails">szpieg, który pyta dwa razy ,-)<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/19816204944231073a96ee.gif" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row1" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>

<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">to qrde, czlowiek sie meczy zeby sie wykazac, a tu co go spotyka?? NIEZROZUMIENIE
<br />

<br />
czarna rozpacz i nic tylko sie upic (kazda okazja jest dobra,-)</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row1"><span class="postdetails">12-04-06 13:22:02</span></td>

</tr>
<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row2"><span class="name"><a name="344807" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=2225">Aro</a></b></span><br /><span class="postdetails">...<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/169569798844158de8c75bc.gif" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row2" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>

</tr>
<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">matrix kurwa</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row2"><span class="postdetails">12-04-06 21:04:22</span></td>
</tr>

<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row1"><span class="name"><a name="345682" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=3366">vetter</a></b></span><br /><span class="postdetails">szpieg, który pyta dwa razy ,-)<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/19816204944231073a96ee.gif" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row1" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>

<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">noo dzis faktycznie mam taki klimat, ze tylko jakas czarna kaspulke lyknac ...</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row1"><span class="postdetails">17-04-06 18:10:35</span></td>
</tr>
<tr>

<td width="120" align="left" valign="top" class="row2"><span class="name"><a name="345683" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=3366">vetter</a></b></span><br /><span class="postdetails">szpieg, który pyta dwa razy ,-)<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/19816204944231073a96ee.gif" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row2" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>
<tr>

<td colspan="2"><span class="postbody">nie, tchorzem nie jestem ...
<br />

<br />
choc kusi...
<br />

<br />
nie dam sie !!</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>

<td width="150" align="center" valign="top" class="row2"><span class="postdetails">17-04-06 18:14:00</span></td>
</tr>
<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row1"><span class="name"><a name="345706" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=2406">jamires</a></b></span><br /><span class="postdetails">&quot;Stairway to Heaven&quot;<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/876496698421a59f449d64.jpg" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row1" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>

<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>
<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">wzywać pogotowie?</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row1"><span class="postdetails">17-04-06 20:01:28</span></td>

</tr>
<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row2"><span class="name"><a name="345717" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=880">LadyVampi</a></b></span><br /><span class="postdetails">Nowinki z przemysłu porno: &quot;Porno na DVD, teraz również wersja KARAOKE!!&quot;<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/117745443443c2ec2d2f46a.jpg" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row2" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>

</tr>
<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">ja moge udzielic pierwszej pomocy w razie czego:)</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row2"><span class="postdetails">17-04-06 20:09:34</span></td>
</tr>

<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row1"><span class="name"><a name="345733" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=2406">jamires</a></b></span><br /><span class="postdetails">&quot;Stairway to Heaven&quot;<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/876496698421a59f449d64.jpg" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row1" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>

<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">vetter uważaj
<br />
wyssie Cię do końca</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row1"><span class="postdetails">17-04-06 20:22:04</span></td>
</tr>

<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row2"><span class="name"><a name="345735" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=880">LadyVampi</a></b></span><br /><span class="postdetails">Nowinki z przemysłu porno: &quot;Porno na DVD, teraz również wersja KARAOKE!!&quot;<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/117745443443c2ec2d2f46a.jpg" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row2" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>

<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">a tam zaraz wyssa do konca...no moze tylko troche possam dla przyjemnosci:)</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row2"><span class="postdetails">17-04-06 20:22:48</span></td>
</tr>
<tr>

<td width="120" align="left" valign="top" class="row1"><span class="name"><a name="345740" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=2406">jamires</a></b></span><br /><span class="postdetails">&quot;Stairway to Heaven&quot;<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/876496698421a59f449d64.jpg" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row1" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>
<tr>

<td colspan="2"><span class="postbody">no chyba, że obopólnej
<br />
vetter zaczynam Ci zazdrościć
<br />

<br />
hilfe, hilfe</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row1"><span class="postdetails">17-04-06 20:25:39</span></td>

</tr>
<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row2"><span class="name"><a name="345746" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=3366">vetter</a></b></span><br /><span class="postdetails">szpieg, który pyta dwa razy ,-)<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/19816204944231073a96ee.gif" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row2" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>

</tr>
<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">spadaj, bylem pierwszy ,-)</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row2"><span class="postdetails">17-04-06 20:30:50</span></td>
</tr>

<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row1"><span class="name"><a name="345772" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=2406">jamires</a></b></span><br /><span class="postdetails">&quot;Stairway to Heaven&quot;<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/876496698421a59f449d64.jpg" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row1" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>

<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">będę czekał karnie
<br />
z nadzieją, że LV lubi ssać ;)</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row1"><span class="postdetails">17-04-06 20:40:00</span></td>
</tr>

<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row2"><span class="name"><a name="345773" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=880">LadyVampi</a></b></span><br /><span class="postdetails">Nowinki z przemysłu porno: &quot;Porno na DVD, teraz również wersja KARAOKE!!&quot;<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/117745443443c2ec2d2f46a.jpg" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row2" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>

<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">hehhehe no nie kolejka sie do mnie ustawia......</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row2"><span class="postdetails">17-04-06 20:40:52</span></td>
</tr>
<tr>

<td width="120" align="left" valign="top" class="row1"><span class="name"><a name="345781" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=4360">pzak</a></b></span><br /><span class="postdetails">Drink a lot of beer we must.<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/65765823343ba51e907c31.jpg" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row1" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>
<tr>

<td colspan="2"><span class="postbody">ja mieszkam najbliżej, no...
<br />

<br />
:]</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row1"><span class="postdetails">17-04-06 20:43:13</span></td>
</tr>

<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row2"><span class="name"><a name="345797" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=4357">Kastor_Polluxxx</a></b></span><br /><span class="postdetails">&quot;Dead men tell no tales&quot;<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/196396961743b481ca1bb63.gif" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row2" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>

<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">&gt;_&gt;
<br />

<br />
&lt;_&lt;
<br />

<br />
^.~</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>

</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row2"><span class="postdetails">17-04-06 20:48:45</span></td>
</tr>
<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row1"><span class="name"><a name="345799" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=3366">vetter</a></b></span><br /><span class="postdetails">szpieg, który pyta dwa razy ,-)<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/19816204944231073a96ee.gif" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row1" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">

<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>
<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">tu nie o mieszkanie chodzi ,-P
<br />

<br />
,-D</span><span class="gensmall"></span></td>

</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row1"><span class="postdetails">17-04-06 20:49:45</span></td>
</tr>
<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row2"><span class="name"><a name="345833" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=2406">jamires</a></b></span><br /><span class="postdetails">&quot;Stairway to Heaven&quot;<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/876496698421a59f449d64.jpg" alt="" border="0" /></div></td>

<td class="row2" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>
<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">pzako mieszkasz najbliżej i jak widać nie wiesz co tracisz ;)</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>

</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row2"><span class="postdetails">17-04-06 21:09:19</span></td>
</tr>
<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row1"><span class="name"><a name="345834" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=4360">pzak</a></b></span><br /><span class="postdetails">Drink a lot of beer we must.<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/65765823343ba51e907c31.jpg" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row1" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">

<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>
<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">wiem :]</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>

</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row1"><span class="postdetails">17-04-06 21:10:10</span></td>
</tr>
<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row2"><span class="name"><a name="345836" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=880">LadyVampi</a></b></span><br /><span class="postdetails">Nowinki z przemysłu porno: &quot;Porno na DVD, teraz również wersja KARAOKE!!&quot;<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/117745443443c2ec2d2f46a.jpg" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row2" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>

<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>
<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">pzako to zabrzmialo jak komplement</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>

<td width="150" align="center" valign="top" class="row2"><span class="postdetails">17-04-06 21:11:29</span></td>
</tr>
<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row1"><span class="name"><a name="345841" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=4360">pzak</a></b></span><br /><span class="postdetails">Drink a lot of beer we must.<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/65765823343ba51e907c31.jpg" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row1" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>

<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>
<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">miało tak zabrzmieć :]</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row1"><span class="postdetails">17-04-06 21:13:00</span></td>

</tr>
<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row2"><span class="name"><a name="345844" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=4357">Kastor_Polluxxx</a></b></span><br /><span class="postdetails">&quot;Dead men tell no tales&quot;<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/196396961743b481ca1bb63.gif" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row2" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>

</tr>
<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">chcial zaimponic :D</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row2"><span class="postdetails">17-04-06 21:13:26</span></td>
</tr>

<tr>
<td width="120" align="left" valign="top" class="row1"><span class="name"><a name="346158" class="nav"></a><b><a style="text-decoration:none" href="profile.php?mode=viewprofile&u=4890">quince</a></b></span><br /><span class="postdetails">Ave Rogaty Pan!<br /></span><div align="center"><img src="images/avatars/12398693944432baba5a01f.jpg" alt="" border="0" /></div></td>
<td class="row1" width="100%" height="28" valign="top"><table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tr>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><img src="templates/subSilver/images/icon_minipost.gif" width="12" height="9" alt="Post" title="Post" border="0" /></td>
<td valign="top" nowrap="nowrap" align="right"> </td>
</tr>

<tr>
<td colspan="2"><span class="postbody">o kurwa!</span><span class="gensmall"></span></td>
</tr>
</table>
</td>
<td width="150" align="center" valign="top" class="row1"><span class="postdetails">18-04-06 18:35:05</span></td>
</tr>

<tr>
<td align="center" colspan="3"><script language='JavaScript'>
function openAllSmiles(){
smiles = window.open('quick_reply.php?mode=smilies', '_phpbbsmilies', 'HEIGHT=300,resizable=yes,scrollbars=yes,WIDTH=250');
smiles.focus();
return false;
}

function quoteSelection() {

theSelection = false;
theSelection = document.selection.createRange().text; // Get text selection

if (theSelection) {
// Add tags around selection
emoticon( '[quote:130ef47657]\n' + theSelection + '\n[/quote:130ef47657]\n');
document.post.message.focus();
theSelection = '';
return;
}else{
alert('');
}
}

function storeCaret(textEl) {
if (textEl.createTextRange) textEl.caretPos = document.selection.createRange().duplicate();
}

function emoticon(text) {
if (document.post.message.createTextRange && document.post.message.caretPos) {
var caretPos = document.post.message.caretPos;
caretPos.text = caretPos.text.charAt(caretPos.text.length - 1) == ' ' ? text + ' ' : text;
document.post.message.focus();
} else {
document.post.message.value += text;
document.post.message.focus();
}
}

function checkForm() {
formErrors = false;
if (document.post.message.value.length < 2) {
formErrors = 'Musisz wpisać wiadomość przed wysłaniem';
}
if (formErrors) {
alert(formErrors);
return false;
} else {
/*
if (document.post.quick_quote.checked) {
document.post.message.value = document.post.last_msg.value + document.post.message.value;
}
document.post.quick_quote.checked = false;
*/
return true;
}
}
</script>


<table border='0' cellpadding='3' cellspacing='1' width='100%'>
<form action='posting.php' method='post' name='post' onsubmit='return checkForm(this)'>
<input type='hidden' name='mode' value='reply'>
<input type='hidden' name='sid' value='833c32e86deecf6c1fda56849fcea26b'>
<input type='hidden' name='t' value='11645'>
<input type='hidden' name='last_msg' value='[quote:130ef47657="quince"]o kurwa![/quote:130ef47657]'>

<tr>
<td class="catBottom" height='25' colspan="2"><span class="cattitle"><b>Wszystko co tutaj wpiszesz będzie użyte przeciwko Tobie:</b></span></td>
</tr>
<tr>
<td class='row1' width='100'>&nbsp;</td>
<td class='row1' align='left'>
<textarea name='message' rows='7' cols='48' wrap='virtual' tabindex='3'></textarea><br />
<input type='submit' name='post' class='mainoption' value=' Wyślij '>

</td>
</tr>
</form>
</table>


</td>
</tr>
</table>

<table width="100%" cellspacing="2" cellpadding="2" border="0" align="center">

<tr>
<td align="left" valign="top" nowrap="nowrap"><nobr><span class="nav"><a href="posting.php?mode=newtopic&amp;f=4">+ Napisz nowy temat</a>&nbsp;&nbsp;|&nbsp;&nbsp;<a href="posting.php?mode=reply&amp;t=11645" class="nav">Odpowiedz do tematu</a>&nbsp;&nbsp;|</span></nobr></td>
<td align="left" valign="top" width="100%"><span class="nav"><a href="index.php" class="nav"> rotfl.pl </a>
&raquo; <a href="viewforum.php?f=4" class="nav">teksty</a></span></td>

<td align="right" valign="top" nowrap="nowrap"><span class="nav">Strona <a href="viewtopic.php?t=11645&amp;postdays=0&amp;postorder=asc&amp;start=30">Poprzednia</a>&nbsp;&nbsp;<a href="viewtopic.php?t=11645&amp;postdays=0&amp;postorder=asc&amp;start=0">1</a>, <a href="viewtopic.php?t=11645&amp;postdays=0&amp;postorder=asc&amp;start=30">2</a>, <b>3</b></span> &nbsp;<br /><span class="gensmall">Wszystkie czasy w strefie GMT</span> &nbsp;
</td>
</tr>

</table>
<table width="100%" cellspacing="2" cellpadding="0" border="0">
<tr>
<form method="post" action="viewtopic.php?t=11645&amp;start=60">
<td align="right"><span class="gensmall">Wyświetl posty z ostatnich: <select name="postdays"><option value="0" selected="selected">Wszystkie Posty</option><option value="1">1 Dzień</option><option value="7">7 Dni</option><option value="14">2 Tygodnie</option><option value="30">1 Miesiąc</option><option value="90">3 Miesiące</option><option value="180">6 Miesięcy</option><option value="364">1 Rok</option></select>&nbsp;<select name="postorder"><option value="asc" selected="selected">Najpierw Starsze</option><option value="desc">Najpierw Nowsze</option></select>&nbsp;<input type="submit" value="Idź" class="liteoption" name="submit" /></span></td>

</form>
</tr>
</table>
<table width="100%" cellspacing="2" border="0" align="center">
<tr>
<td width="40%" valign="top" nowrap="nowrap" align="left"><span class="gensmall"><a href="viewtopic.php?t=11645&amp;watch=topic&amp;start=60&amp;sid=833c32e86deecf6c1fda56849fcea26b">Śledź odpowiedzi w tym temacie</a></span><br />
&nbsp;<br />
</td>
<td align="right" valign="top" nowrap="nowrap">
<form method="get" name="jumpbox" action="viewforum.php" onSubmit="if(document.jumpbox.f.value == -1){return false;}"><table cellspacing="0" cellpadding="0" border="0">

<tr>
<td nowrap="nowrap"><span class="gensmall">Skocz do:&nbsp;<select name="f" onchange="if(this.options[this.selectedIndex].value != -1){ forms['jumpbox'].submit() }"><option value="-1">Wybierz forum</option><option value="-1">&nbsp;</option><option value="-1">rotfl.pl</option><option value="-1">----------------</option><option value="7">NEWS</option><option value="4"selected="selected">teksty</option><option value="5">linki</option><option value="9">kwarantanna</option><option value="-1">&nbsp;</option><option value="-1">rotfl</option><option value="-1">----------------</option><option value="1">forum</option><option value="8">krytyk</option><option value="2">uwagi, sugestie, opinie</option><option value="3">HydePark</option><option value="16">rekrutacja</option><option value="-1">&nbsp;</option><option value="-1">Fuckt</option><option value="-1">----------------</option><
LadyVampi
18-04-2006
23:33:26


e?
Fenix
19-04-2006
00:17:00


sie zgadzam ja.
szopen
19-04-2006
00:32:00


ciekawa lektura ogolnie na wiosenne wieczory
Kastor_Polluxxx
19-04-2006
00:32:24


whatta? o_0
szopen
19-04-2006
00:40:04


srata tata ‹^›_‹(•_•)›_<^›

;p
Kastor_Polluxxx
19-04-2006
00:41:19


jeden paluch sie zjebal :)
pzak
19-04-2006
03:13:56


łaaał...

kloc doszedł do tego o co cho ze źródłem strony

łaaał...
vetter
03-08-2006
23:06:26


 
pzak
04-08-2006
00:13:28


lepiej bym tego nie ujął :D
jamires
04-08-2006
01:06:37


no właśnie
fenixterrorist
04-08-2006
07:47:55


racja


 Ostatnie zasoby dodane przez tego użytkownika  
 +  takie tam... czarno-białe!   0 | 48 | 10.02
 +  zwierzak z mapetów istnieje...   1 | 259 | 19.01
 +  rawrrawrahr   4 | 546 | 11.12
 +  walk the line   0 | 395 | 24.11
 +  uważajcie co oglądają wasze...   0 | 466 | 21.10
 +  bollix mr burgess!   0 | 463 | 21.10
 +  to tamten ham   2 | 1208 | 10.08
 +  było   2 | 1411 | 04.05
 +  hłe hłe hłe :)   2 | 1196 | 10.04
 +  hang the dj   0 | 1635 | 17.03
 +  a słuchoj że!   5 | 2012 | 08.02
 +  mann gotuje wszystkich na...   1 | 1253 | 30.01
 +  rybko pipko skocz po piwko   2 | 2525 | 25.01
 +  exposeeee   1 | 1270 | 23.01
 +  return of the MAK   0 | 1195 | 21.01

 Najbardziej komentowane zasoby dodane przez tego użytkownika  
 +  Jak Stevie Wonder sprzed...   92 | 9651 | 04.03
 +  sesja?   80 | 7390 | 19.01
 +  mp Piosenka drwala   72 | 8640 | 26.01
 +  Kierownik :>   71 | 5658 | 27.01
 +  HOROSKOP (na cale zycie i...   64 | 9899 | 25.01
 +  Obiadek   45 | 7315 | 27.01
 +  parlez vous francais?   40 | 5635 | 19.01
 +  Baba   39 | 6698 | 18.08
 +  bush   37 | 5678 | 19.01
 +  hans   34 | 5665 | 19.01
 +  wicepremier   27 | 5185 | 06.03
 +  porno inwalidzkie   24 | 6418 | 04.11
 +  ihaaa   22 | 2567 | 08.04
 +  dżizys krajst   19 | 2355 | 08.10
 +  Dobre teksty z Gorlickich...   18 | 5679 | 18.06

 teksty  
 +  worek   3 | 274 | 08.02
 +  stelaż   1 | 255 | 07.02
 +  Kancelara Premiera RP   2 | 250 | 07.02
 +  zapalenia   3 | 239 | 30.01
 +  Familiada   4 | 348 | 30.01
 +  o seksie chyba   3 | 295 | 30.01
 +  czarny   2 | 386 | 28.01
 +  Twoi starzy to fajne chłopaki   6 | 461 | 28.01
 +  ACTA   6 | 742 | 24.01
 +  Łabędziem być VOL II   1 | 680 | 10.01
 +  Łabędziem być   3 | 665 | 09.01
 +  Dojczland   0 | 551 | 09.01
 +  BMW vs. CPN   3 | 621 | 09.01
 +  wesołych - nawzajem   2 | 1417 | 24.12
 +  doskonałe   5 | 948 | 23.12
 +  Wielki Brat   5 | 933 | 20.12
 +  łosoś   11 | 982 | 19.12
 +  Artystyczna pomoc   8 | 1280 | 13.12
 +  Lilu Dallas Multipack   34 | 1387 | 13.12
 +  Jak zwykle Jasio   7 | 1168 | 10.12
 +  kontrola jakości   2 | 1049 | 05.12
 +  zimowy   0 | 991 | 02.12
 +  Z zespołem   9 | 1430 | 24.11
 +  emigrancki   4 | 1294 | 23.11
 +  Gawari pa ruski ?   2 | 1377 | 22.11
 +  Związek na odległość   2 | 1275 | 17.11
 +  Żywioł walki   0 | 1214 | 15.11
 +  bemb   2 | 1254 | 14.11
 +  .   2 | 1128 | 14.11
 +  Kreatywność   0 | 1124 | 11.11
    ostatnie teksty - kanał RSS  zobacz więcej