''Rzecz się dzieje na pustyni. Bardzo ciepło. Na wielbłądzie jedzie jegomość, jest mu bardzo gorąco, ledwo wytrzymuje na tym wielbłądzie. I nagle zauważa kątem oka, że z prawej strony wyprzedza go biegacz. W krótkich spodenkach facecik, uśmiechnięty biegnie i bardzo dobrze mu to idzie.
I wyprzedził go bardzo mocno, więc lekko się zdenerwował tym faktem. Spotkali się w oazie na takim postoju. Patrzy, jest ten gość! - Podejdę, zapytam, jak on to robi, że ma szansę tak biec w takim klimacie - myśli.
Podszedł i mówi: - Proszę pana, mnie jest na wielbłądzie gorąco. A pan mnie wyprzedza biegiem?
A on mówi: - Proszę pana, bo jest taka zasada: im się szybciej biegnie, tym bardziej wiatr chłodzi i wtedy jest chłodniej. Więc zasada jest taka: im szybciej, tym chłodniej, rozumie pan?
- No rozumiem - mówi.- Spróbuję - myśli sobie. Wsiadł na wielbłąda, wziął jakąś gałąź i pogania tego wielbłąda. I ten wielbłąd galopem, galopem, coraz szybciej, coraz szybciej. Aż w końcu przewrócił się i padł. I on tak stoi, patrzy sobie na tego wielbłąda i myśli: - Cholera, chyba zamarzł...''
Rzecz się dzieje w górach, na hali gazda wyszedł ze swojej chałupy. Patrzy, a tu artysta malarz jakiś siedzi maluje obraz. Tak mu się przygląda, przygląda. Po jakimś czasie mówi do niego: - Panocku, no tak piknie malujecie. Hej, no, ale tak patrzę, tak se myślę, ile to człowiek się musi namęczyć, jak nie ma aparatu...
;(
Ten zasob jeszcze nie zostal oznaczony tagami.
Tymczasem zerknij na wszystkie tagi
|
|
|